Sport.pl

Maciej Muzaj: Słoweńcy na nas napadli. Wilfredo Leon zrobił to, czego od niego wszyscy oczekiwali

- Słoweńcy na nas napadli, mieliśmy problem. Ulżyło mi, kiedy Wilfredo Leon zaserwował asy na 21:20 i 22:20 w drugim secie. Tego od niego wszyscy oczekiwali i on w stu procentach spełnił swoją rolę - mówi Maciej Muzaj po zwycięstwie Polski nad Słowenią 3:1 w meczu kończącym gdańskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio. Polscy siatkarze je wygrali i zapewnili sobie grę w przyszłorocznym turnieju olimpijskim.

Łukasz Jachimiak: Dlaczego mecz ze Słowenią był dla Was trudniejszy od meczu z Francją?

Maciej Muzaj: Wiedzieliśmy, że Słoweńców nie można lekceważyć, ale od początku najbardziej nastawialiśmy się na Francję, bo wszyscy mówili, że ona będzie najtrudniejszym przeciwnikiem. Tymczasem Słowenia to dla nas niewygodny rywal. Pierwszego seta nie udało się nam wygrać, drugi też był ciężki, dopiero w końcówce udało się zdobyć najważniejsze punkty. Ale to już za nami, w końcu zrobiliśmy swoje.

Wygrana z Francją trochę za bardzo Was uspokoiła?

- Myślę, że nie. Byliśmy skoncentrowani i pełni woli walki. Ale Słoweńcy zaczęli bardzo dobrze serwować, zagrywką na nas napadli, my nie graliśmy za dobrze blokiem. Nie wiem czy to była kwestia masy energii, którą poświęciliśmy na mecz z Francją, czy jakaś inna kwestia. Najważniejsze, że koniec końców udało nam się sięgnąć po swoje.

Było nerwowo, gdy Słowenia prowadziła 1:0 w setach i 20:19 w drugiej partii?

- Na pewno nie wyglądało to tak, że mamy wszystko pod kontrolą. Ale w końcu Słoweńcy popełnili trochę błędów na zagrywce, sami sobie tym wbili gwóźdź do trumny.

Kiedy w drugim secie Wilfredo Leon zaserwował asy na 21:20 i 22:20, to pomyślałeś, że macie Tokio?

- Troszeczkę odetchnąłem, przyznam szczerze. Akurat wtedy siedziałem na ławce, była podwójna zmiana. Ulżyło mi. Wilfredo to zawodnik, który potrafi zrobić wielką różnicę. Cieszę się, że w takim momencie turnieju, w takim meczu i w takim momencie seta to pokazał. Tego od niego wszyscy oczekiwali i on w stu procentach spełnił swoją rolę.

Trener Vital Heynen na czasach zachowywał spokój? Co Wam mówił, kiedy przegrywaliście?

- Cały czas mówił, co musimy poprawić w bloku, w obronie, w serwisie, w ataku. I powtarzał, że musimy wejść na swój poziom grania.

Więcej o: