Sport.pl

Siatkówka. Konrad Piechocki: Życzę każdemu klubowi, by odniósł takie sukcesy w jednym sezonie

- Która dyscyplina drużynowa ma w Polsce tyle sukcesów klubowych, co siatkówka? Piłkarze ręczni Vive Kielce i długo nic. Dlaczego więc nie cieszymy się tym, co przez lata udało nam się wypracować, a szukamy dziury w całym i punktujemy każde potknięcie? - pyta w wywiadzie dla Sport.pl prezes PGE Skry Bełchatów Konrad Piechocki.

PGE Skra Bełchatów nie obroni złotego medalu mistrzostw Polski. Odpadła w ćwierćfinale z Jastrzębskim Węglem. Przed nią zmagania w Lidze Mistrzów. W półfinale mierzy się z Cucine Lube Civitanova, przegrała pierwszy mecz 0:3. Kolejny rozegra we Włoszech 10 kwietnia o 20.30.

Z czego będzie pan zadowolony po tym sezonie?

Konrad Piechocki: - Jesteśmy już teraz ex aequo co najmniej trzecią drużyną w Europie.

Ale nie zagracie o medale PlusLigi, wielu też powie, że wasza droga w Lidze Mistrzów była łatwiejsza niż pozostałych drużyn.

- Oczekiwania na pewno były większe. Proszę jednak spojrzeć, że ten sezon zaczęliśmy zwycięstwem w Superpucharze. Choć niektórzy deprecjonują to trofeum, to właśnie my mamy je w naszej gablocie. Jesteśmy również w najlepszej czwórce walczących o najważniejsze europejskie trofeum. Życzę każdemu klubowi, by odniósł takie sukcesy w jednym sezonie. Poza tym, jeśli ktoś będzie chciał dewaluować Zenit Sankt Petersburg i naszą drogę w Lidze Mistrzów, to proszę pamiętać o tym, że trudno jest w tej chwili znaleźć polski klub, który byłoby stać na zawodników, którzy występują w rosyjskim klubie. Która dyscyplina drużynowa w Polsce ma tyle sukcesów klubowych co siatkówka? Piłkarze ręczni Vive Kielce i długo nic. Dlaczego więc nie cieszymy się tym, co przez lata udało nam się wypracować, a szukamy dziury w całym i punktujemy każde potknięcie?

Łatwo panu przyjąć nie tylko jako prezesowi, ale również jako ojcu, sporą krytykę, która spadła na Kacpra Piechockiego w tym sezonie?

- Nie oceniam drużyny jednostkowo. Jest to co najmniej lekko niepoważne, by postawę zespołu oceniać wyłącznie przez pryzmat jednego zawodnika, a tym bardziej libero. Mieliśmy i mamy określone problemy w całym sezonie 2018/2019 i szczególnie w końcówce zmagań dały one o sobie znać. W ćwierćfinale PlusLigi trafiliśmy na bardzo niewygodnego przeciwnika, którym od początku rozgrywek był dla nas zespół Jastrzębskiego Węgla. Przypominam, że w fazie zasadniczej dwukrotnie przegraliśmy z tą drużyną, co świadczyło o jej dobrym przygotowaniu i wysokiej formie. Pamiętajmy, że nigdy nie jest tak, że jeden zawodnik mecz przegrywa i jeden wygrywa. Zawsze na końcu liczy się postawa teamu jako całości. Ten sezon jest słabszy w wykonaniu całego zespołu i to wyczerpuje temat.

Nie tylko Kacper przyjmował piłki w ostatnim starciu z Cucine Lube Civitanova, nie można tylko jego winić za porażkę. Przecież nasz rywal to jeden z najlepiej zagrywających zespołów na świecie, a libero ostatecznie i tak był najlepiej przyjmującym zawodnikiem na boisku, osiągając 50 procent dokładności w defensywie. Według analiz statystycznych przyczyną naszej przegranej była niska skuteczność w ataku z pierwszej piłki.

Jeśli chodzi o Kacpra, to wylewanie wiadra pomyj jest względem niego po prostu nieuczciwe. Przecież to również dzięki libero Skra jest wciąż aktualnym mistrzem Polski i grała świetne mecze, jak choćby te z Zenitem Sankt Petersburg. Patrzmy też na to, że to jest chłopak, który musi radzić sobie nie tylko z noszeniem koszulki PGE Skry, ale na niej także nazwiska Piechocki. To nigdy nie będzie dla niego łatwe w polskiej lidze.

Relacja biznesowa ojciec-syn jest trudna w przypadku podpisywania kontraktów?

- To nie jest tak, że wyłącznie ja podejmuję decyzje finansowe w klubie. Jest od tego rada nadzorcza, która w porozumieniu z pionem finansowym i trenerem buduje zespół. Skra to nie jest prywatny folwark. Mogę zdradzić, że ja specjalnie odcinam się od kwestii podpisywania kontraktu z Kacprem.

Mariusz Wlazły zostaje w PGE Skrze na kolejny rok. Jako pierwszy czy drugi atakujący?

- Mariusz jest dla nas zawodnikiem szczególnym. Jest ewenementem w skali światowej - od 19. roku życia gra dla jednego klubu. W dzisiejszej siatkówce, w której rządzi kult pieniądza, jest to bardzo rzadkie. Był świadkiem i autorem wszystkich naszych sukcesów, przejdzie do legendy. On też, jak i cały zespół, miał w tym sezonie słabsze momenty, ale mimo wszystko wielokrotnie pokazał, jaki ma potencjał i umiejętności mimo swoich 36 lat. Formalnie jego kontrakt nie jest jeszcze podpisany. Dostał od nas propozycję. Renee Teppan nie ma z kolei ważnej umowy na kolejny sezon. Jesteśmy na etapie analizy rynku, więc na razie nie można powiedzieć, kto będzie kolejnym zawodnikiem Skry na tej pozycji. Kwestia tego, czy Mariusz zostanie pierwszym czy drugim atakującym, jest więc otwarta.

Więcej o: