Sport.pl

PlusLiga. Radostin Stojczew: Nie jesteśmy gwiazdozbiorem, jesteśmy "start-upem"!

- Nie potrzebuję przerwy od bycia trenerem. To, że w klubie są tacy siatkarze, jak Żygadło, Kazijski, Hoag, Asparuchow czy Van de Voorde, to moja decyzja, która oczywiście była konsultowana ze sztabem szkoleniowym i władzami klubu - mówi w wywiadzie dla Sport.pl dyrektor sportowy Stoczni Szczecin, Radostin Stojczew.

Radostin Stojczew to były zawodnik i uznany w siatkarskim świecie trener. Prowadził takie drużyny, jak Dynamo Moskwa, Itas Diatec Trentino, reprezentację Bułgarii, Halkbank Ankara czy Azimut Modenę. Wygrywał z nimi medale ligi włoskiej, Klubowych Mistrzostw Świata, Ligi Mistrzów czy krajowe i europejskie puchary.

Obecnie 49-letni Stojczew jest dyrektorem sportowym Stoczni Szczecin, która przed sezonem 2018/2019 PlusLigi przeprowadziła rewolucję kadrową, ze „starego” składu zachowując tylko czterech zawodników. Kontraktując Bartosza Kurka, Łukasza Żygadłę, Mateja Kazijskiego, Nikołaja Penczewa, Nicholasa Hoaga czy Simona Van de Voorde, znalazła się w gronie faworytów do medalu polskiej siatkarskiej ekstraklasy mężczyzn.

Na początku rozgrywek klub zaliczył jednak falstart. Pierwszy mecz z Treflem Gdańsk się nie odbył z powodu awarii światła, a w drugim szczecinianie na własnym boisku ulegli ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle 0:3. Złe wrażenie starli jednak w niedzielę w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem. Wygrali je 3:0.

Sara Kalisz: Po falstarcie chyba czuje pan ulgę. Wygrana 3:0 z pretendentem do medalu PlusLigi to dobry sposób na poprawienie sobie humoru po porażce z wicemistrzem Polski i po spotkaniu, które ze względów organizacyjnych się nie odbyło.

Radostin Stojczew: - Dokładnie tak, czuję wielką ulgę. Po pierwszym nieudanym spotkaniu, do którego finalnie nie doszło, nie byliśmy w stanie wejść na nasz docelowy poziom. Jesteśmy całkowicie nowym zespołem, a czas, który spędziliśmy razem na wspólnych treningach w pełnym składzie, to okres około tygodnia. To zbyt mało, by przygotować i zgrać stabilną szóstkę zawodników, która będzie rozpoczynać poszczególne mecze.

Nie było nam łatwo, bo nasz drugi rywal, czyli ZAKSA, w Szczecinie zaprezentował się bardzo dobrze. Przede wszystkim kędzierzynianie byli przygotowani pod względem kontrataku i samej organizacji gry. Oni to mieli, a my tego nie mieliśmy – właśnie dlatego przegraliśmy. Cieszę się, że w niedzielę wygraliśmy z Jastrzębskim Węglem, ponieważ to pokazało, że jesteśmy w stanie w szybkim czasie poprawić nasz poziom.

Ile dajecie sobie na „wdrożenie się” w grę w sezonie 2018/2019?

- Mam nadzieję, że dzięki dobrej pracy za dwa, trzy tygodnie drużyna zacznie osiągać dobre rezultaty.

Abstrahując od samej formy zespołu, niezmiernie ciekawe jest dla mnie to, że siedzę teraz naprzeciwko jednego z najbardziej znanych trenerów na świecie, który prowadził zespoły Trento, Modeny, Halkbanku Ankara, Moskwy czy Bułgarii. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdyby ktoś powiedział mi, że przeniesie się pan do Szczecina, uznałabym to za sporą fantazję. Jak to się stało, że jest pan w miejscu, w którym znajduje się obecnie?

- Wszystko przez Łukasza Żygadłę, jego należy winić, ha ha! Jest to znakomity gracz, z którym miałem przyjemność pracować przez wiele lat. Niezwykle go szanuję – nie tylko jako zawodnika, ale przede wszystkim jako człowieka. Kiedy zainicjował mój kontakt z klubem, był przekonany, że zespół ze Szczecina chce budować coś wielkiego i absolutnie nowego. Miał rację. Możliwość pracy z nim, z Matejem Kazijskim, Simonem Van de Voorde czy Nikołajem Penczewem i Asparuhem Asparuchowem, czyli innymi dwoma Bułgarami, była dla mnie wystarczającym powodem do tego, by podpisać kontrakt ze Stocznią Szczecin.

Pomysł na skład Stoczni Szczecin jest pana autorskim projektem?

- Z zawodników, których nazwiska już wspomnieliśmy, tylko Bartosz Kurek miał podpisany kontrakt, kiedy ja zdecydowałem się na związanie z klubem. Zaakceptowałem ofertę, a do kolejnych transferów doszło na przestrzeni kolejnych dni i tygodni. Troszkę późno zaczęliśmy kompletowanie składu, jednak wydaje mi się, że w krótkim czasie klub wykonał bardzo dobrą pracę. Udało nam się stworzyć bardzo waleczny zespół. Cieszę się z wyborów, jakich dokonałem. To, że w klubie są tacy siatkarze, jak Żygadło, Kazijski, Hoag, Asparuchow czy Van de Voorde to moja decyzja, która oczywiście była konsultowana ze sztabem szkoleniowym i władzami klubu. Cieszę się, że możemy pracować również z zawodnikami, których kontrakty zostały przedłużone.

Mówimy tu o Marcinie Wice, Januszu Gałązce, Bartłomieju Kluthu oraz Adrianie Mihułce. Jest ich czterech. Nie bał się pan, że wymiana 70 procent składu i uzupełnienie drużyny gwiazdami pokroju Kurka, Żygadły czy Kazijskiego, którzy nie mieli wielu szans, by razem pograć, może nie wypalić?

- Nie powiedziałbym, że nasz team to „gwiazdozbiór”. W tym momencie jesteśmy „start-upem”. Musimy zbudować wszystko od początku, a to, że mamy ważnych i znanych graczy, jak Kurek czy Kazijski, nie oznacza, że jesteśmy silniejsi od pozostałych drużyn. Musimy jednak znaleźć czas, by się dograć i ustalić system gry. Ten proces już się zaczął.

Jest pan dyrektorem sportowym Stoczni Szczecin. Po konflikcie, do którego doszło w pana poprzednim klubie, Azimut Modenie, potrzebował pan przerwy od bycia trenerem? [siatkarze Azimut Modeny zbuntowali się przeciwko trenerowi Stojczewowi i po ich występie w telewizji klub zwolnił szkoleniowca - przyp. red.]

- Nie, po tamtej sytuacji nie potrzebuję przerwy od bycia trenerem. Zostałem dyrektorem sportowym, ponieważ klub ze Szczecina potrzebował mnie właśnie na tym stanowisku, a ja tę propozycję zaakceptowałem. Wierzę w ten projekt.

Rzecz jasna w przyszłości będę patrzył na to, jak Stocznia Szczecin będzie się rozwijała i co uda się z tym klubem osiągnąć. Teraz jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem i podchodzę do swojego zadania z wielką ambicją.

Jakie są pana relacje formalne z Azimut Modeną?

- Nic mnie już z tym klubem nie łączy. Sprawa jest zamknięta.

Pytam o to, ponieważ od kilku miesięcy w kuluarach spekuluje się, że pana zatrudnienie to też „trenerskie” zaplecze dla klubu w razie niepowodzenia dotychczasowej formuły. Kiedy w sporcie pojawiają się większe pieniądze, rodzą też bardzo wysokie wymagania. Jak reaguje pan na takie plotki?

- Nie rozmawiam na temat plotek. To w większości wymysły środowiska czy dziennikarzy. Jestem daleki od dyskutowania na ten temat, ponieważ moją pracą jest działanie na stanowisku dyrektora sportowego i jestem z tego powodu szczęśliwy.

Więcej o:
Komentarze (5)
PlusLiga. Radostin Stojczew: Nie jesteśmy gwiazdozbiorem, jesteśmy "start-upem"!
Zaloguj się
  • rownowaznik

    0

    W Polsce można utworzyć dream team (gdzie zawodnicy i trener mają spore osiągnięcia)w jakiejś dyscyplinie ? Macie odpowiedź, dlaczego siatkarze zarabiają tyle, a np piłkarze tyle :)

  • niezalany

    0

    dawno nie było w szczecinie drużyny na tym poziomie, i fajnie że jest!

  • boliver

    0

    Zdominuja wszystko,,

    Bedzie potega,, Powodzenia dalej,,

  • mza1964

    0

    Im wiecej konkurencji tym lepsza gra i tyle.

  • dave.slask

    0

    nie powstaje... powstaje coś od podstaw a tu są podkupywani zawodnicy. od tak za pieniądze są ściągnięci aby zrobić na siłę drużynę w Szczecinie. Takie PSG czy Manchester City polskiej siatkówki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX