Sport.pl

Siatkówka. Wojciech Drzyzga: Nie pozostaje nic innego, jak stworzyć związek zawodowy siatkarzy oraz trenerów i rozpocząć strajk

- Jeśli my nie odświeżymy swoich władz i nie wprowadzimy młodszych, energiczniejszych ludzi, to nic się nie zmieni - mówi o wpływie Polski na światową siatkówkę ekspert, były trener i zawodnik, Wojciech Drzyzga.

Mimo zdobycia mistrzostwa świata Polacy nadal będą musieli walczyć o olimpijską kwalifikację. W sierpniu 2019 roku biało-czerwoni mają zagrać w jednym z sześciu turniejów, który trzeba będzie wygrać, by zapewnić sobie awans do najważniejszej imprezy czterolecia. Dlaczego tak się dzieje? Kto powinien wpłynąć na władze Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB), by szanowała hierarchię swojej dyscypliny i zwycięzców turniejów rangi mistrzowskiej?

Co musi zrobić Polska, aby awansować do igrzysk olimpijskich? Ironicznie można powiedzieć, że obrona tytułu mistrza świata to przecież błahostka, skoro w tym kontekście nic nie daje.

Wojciech Drzyzga: Odpowiedź jest bardzo prosta - przejść eliminacje, które wyznaczyło FIVB. Ja to czytam jednak inaczej. Powinniśmy mieć we władzach ludzi, którzy nie pozwolą na to, by "o nas bez nas" się decydowało. Żeby wpłynąć na decydentów międzynarodowej federacji, musielibyśmy mieć wśród niej działaczy o większym znaczeniu, wpływach i możliwościach decyzyjnych.

Mówimy o FIVB, ale przecież w dużej mierze chodzi też o Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl).

- Nie znam siły przełożenia FIVB na MKOl. Nie zmienia to faktu, że zadziwia mnie przede wszystkim "buractwo" wobec zawodników i ograniczenie ich liczby na igrzyskach do dwunastu. To tak, jakby piłkarzom powiedzieć, że mają pojechać na najważniejszy turniej w karierze bez rezerwowego bramkarza. Nie potrafię analizować tych "olimpijskich" zaszłości, ale widać w nich ogromną niespójność w kontekście tego, o co powinno walczyć FIVB. Niby siatkówka to jedna dyscyplina, ale widać, że jest rozważana w odniesieniu do dwóch niezależnych zbiorów przepisów.

Drugi "grzech" to chyba kasa?

- Jeśli chodzi o eliminacje, to chyba nawet sami działacze nie ukrywają tego, że tworzą dodatkowe turnieje ze względu na zyski. Sam tego nie wiedziałem, ale w ostatnio dowiedziałem się od pana Ryszarda Czarneckiego, że turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich kosztuje 500 tysięcy euro. Nie bądźmy dziećmi - czytajmy to tak, że im więcej turniejów, tym więcej zysków dla FIVB. Są pieniądze, jest jakiś nimi obrót, ale sensu dla samej dyscypliny nie ma to żadnego.

Nie potrafię zrozumieć jednego - jak dyscyplina może nie chronić własnych dzieci. To jest dla mnie chore. Wszyscy się chwalą wybitnymi sportowcami, dbają, by im włos z głowy nie spadł, a nadal rozmawia się bez nas o nas. Nie mamy wielkiego wpływu, więc nie pozostaje nam nic innego, jak się dostosować, biernie wykonując polecenia. Jest we mnie zwyczajna ludzka złość, że mistrzowie świata czy mistrzowie Europy nie są automatycznie zaproszeni do udziału w igrzyskach olimpijskich. Na tym powinno jednak przede wszystkim zależeć władzom FIVB, a same eliminacje powinny być maksymalnie uproszczone.

Spójrzmy na to wszystko z perspektywy zawodników. Kalendarz reprezentacyjny wygląda dramatycznie. Nie pozostaje nic innego, jak stworzyć związek zawodowy siatkarzy oraz trenerów i rozpocząć strajk. Inaczej nigdy nie będzie się dla FIVB partnerem do rozmowy.

W tym samym tonie rozmawialiśmy przed igrzyskami w Rio, a rozmawiamy i przed Tokio. Całe lata dyskutujemy na temat tego, że we władzach FIVB nie mamy swojego reprezentanta. I przy tej okazji wraca też temat Mirosława Przedpełskiego. Udzielił on niedawno wywiadu Sport.pl. "Raczej nie będą liczone punkty z Ligi Narodów, bo większość z nas nie chce ich liczyć. Jednak to jeszcze nie jest przesądzone, w Meksyku będzie jeszcze dyskusja. Już na sto procent przeszła metoda rozgrywania kwalifikacji olimpijskich w oparciu o sześć turniejów. I ja sobie to poczytuję za olbrzymią zasługę, bo bardzo za tym obstawałem" - to są jego słowa. Czyli kogoś jednak tam mamy.

- Przede wszystkim Mirosław Przedpełski miał bardzo dobre układy z FIVB, jednak jest tam sam jeden, a w Polsce nadal jest zniesławiony, więc nie mamy chyba o czym rozmawiać [oskarżono go o przyjęcie łapówek podczas mistrzostw świata 2014. Sprawa jest w toku – przyp. red.]. Dobrze, że jest, ale to nie wystarczy. Jesteśmy dodatkiem. Dobrze organizujemy imprezy, jesteśmy dojną krówką, a nasi działacze są zadowoleni. Od czasu do czasu zdobędziemy medal, więc żyjemy marzeniami o polskim volleylandzie.

Dodatkowo europejska centrala siatkówki wygląda na podległą FIVB, ponieważ Serbom, którzy są w CEV u władz, po drodze jest z Włochami. I tu jesteśmy na uboczu politycznych możliwości. Są to zaniechania wielu lat. Tak samo rozmawialiśmy przed Rio, tak samo rozmawiamy przed Tokio i na pewno będzie tak przed kolejnymi igrzyskami olimpijskimi. Jeśli nie odświeżymy swoich władz i nie wprowadzimy młodszych, energiczniejszych ludzi, to nic się nie zmieni.

Oparcie się o liczne turnieje kwalifikacyjne ma wady, ale metoda rankingowa również nie jest idealna. Włosi nas w nim wyprzedzą, co nie z każdego punktu widzenia wydaje się mieć uzasadnienie.

- Jakieś tam ma, bo Włosi, choć zajęli niższą lokatę od nas na ostatnich mistrzostwach świata, to generalnie sobie radzą. Na mistrzostwach Europy byli na piątym miejscu, a my na 10.

To może nie mieć znaczenia, bo w grę przy aktualizacji rankingu ponoć ma wchodzić Puchar Świata 2015, mistrzostwa świata 2018 i igrzyska w Rio.  W tych pierwszych byliśmy trzecim, a Italia drugim, a w IO byliśmy piąci, kiedy Włosi zdobyli srebro.

- Nabili sobie ciut więcej punktów na tym odcinku czasowym. My "tylko" obroniliśmy sto punktów z mistrzostw świata, a oni awansowali w klasyfikacji MŚ. Trzeba mieć świadomość, że ranking nadal będzie decydował tylko o słynnej "serpentynie" [kolejne drużyny z rankingu przydziela się do grup według klucza: A, B, B, A, A, B itd. - przy dwóch grupach lub A, B, C, D, D, C, B, A, itd. - przy czterech grupach) czy systemie rozstawiania. Ja natomiast ciągle mówię o tym, że o wiele rozsądniejszym byłoby zaproszenie mistrza świata czy mistrza danego kontynentu do bezpośredniej walki w samych igrzyskach, a nie w kwalifikacjach do nich. Paradoksem jest granie ich w sierpniu po Siatkarskiej Lidze Narodów i przed mistrzostwami Europy.

Pamiętajmy jednak, że potrafimy grać takie turnieje również w styczniu w czasie sezonu ligowego. Mogło być gorzej.

- To jest jeszcze zagadką. Pan Ryszard Czarnecki podrzucił temat, że ponoć istnieje mocne lobby, które może obstawać za tym, żeby kwalifikacje były w maju, by Wilfredo Leon w nich z nami nie wystąpił [Kubańczyk z polskim paszportem dołączy do kadry w lipcu 2019 roku – przyp. red.].

Ja czytałam z kolei, że to bzdura, bo podpisano kontrakty na Ligę Narodów i dopiero po niej ma nastąpić walka o igrzyska.

- To zawsze są słowa przeciwko słowom. Co by jednak było, gdybyśmy jutro dowiedzieli się, że gramy teraz o igrzyska?

Przecież byśmy tego nie odpuścili.

- Tak. Przytaknęlibyśmy, spakowalibyśmy walizki i pojechalibyśmy, zamieniając koszulki klubowe na reprezentacyjne.

Na jaki poziom absurdu jest pan jeszcze gotowy w odniesieniu do decyzji władz FIVB?

- Mnie burzy tylko jedno - że dyscyplina nie szanuje hierarchii, którą wprowadza. Jeśli powodem takiego zachowania są wyłącznie finanse, to jest to kuriozum, bo narażamy mistrzów świata na nieobecność na igrzyskach. Może panom z MKOl-u na tym nie zależy, bo mają też inne dyscypliny, ale zastanawia mnie to, dlaczego władze FIVB rzucają kłody pod nogi siatkarzom i rozbudowują siatki turniejów, by czerpać zyski z organizacji kolejnych zawodów.

Inne dyscypliny mają wszystko poukładane przejrzyściej, a zasady są znane na dłuższym odcinku czasowym. My nie.

Przecież to nie dziwi. Potrafimy zmienić interpretację przepisu w grze w czasie trwania turnieju, pozwolić na szemrane losowania i korekty systemu rozgrywania mistrzostw na pięć minut przed ich startem.

- Za moich czasów, choć były one ciemne i bure, w takich sprawach było dużo jaśniej. Mistrzowie kontynentów się kwalifikowali, podobnie jak obrońcy tytułów, szanowano zdobycze i medale. Nie było komercyjnych turniejów o punkty - ponoć Liga Narodów ma ich nie dawać. Zastanawiałem się, jaki będzie sens rozgrywania Pucharu Świata bez osiągnięcia kwalifikacji olimpijskiej, jak to było wcześniej. Okazuje się, że będzie sens, bo da punkty. Paradoks goni paradoks.

Więcej o: