Sport.pl

Siatkówka. Maciej Muzaj: Najłatwiej jest zwolnić trenera

- Ani nie jestem bardzo zadowolony z tej sytuacji, ponieważ zdarzyło się to w takich, a nie innych okolicznościach, ani bardzo smutny. Nie ruszyło mnie to potężnie, bo wiem, jak funkcjonuje świat siatkówki - mówi o zwolnieniu Marka Lebedewa atakujący Jastrzębskiego Węgla, Maciej Muzaj.

Odpadnięcie z Pucharu Polski na etapie ćwierćfinału, wymęczone zwycięstwo z BBTS-em Bielsko-Biała 6 stycznia i problemy wewnętrzne w drużynie – te czynniki miały wpłynąć na decyzję o rozstaniu się Jastrzębskiego Węgla z jego dotychczasowym trenerem Markiem Lebedewem. Szkoleniowca na stanowisku zastąpi były selekcjoner reprezentacji Polski, Ferdinando De Giorgi.

 W sobotę pod kierownictwem drugiego szkoleniowca, Leszka Dejewskiego, jastrzębianie przegrali 1:3 z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

Jak daleko, a może jak blisko ZAKSY jesteście? Co pokazał wam sobotni mecz?

Maciej Muzaj: - To, czego dokonaliśmy w pierwszym secie (odrobienie pięciopunktowej straty i wygrana 27:25) pokazało, że jako zespół jesteśmy obdarzeni dużym potencjałem. Potrafimy wygrywać, ale żeby to się stało, to cała drużyna musi zaprezentować się bardzo dobrze. Zdarzył nam się dogodny moment, wykorzystaliśmy szansę daną od ZAKSY, jednak generalnie w całym spotkaniu to mistrzowie Polski byli lepszym teamem. Nie wiem, jak blisko lub jak daleko jesteśmy od liderów PlusLigi. Możemy dobrze grać, bo to udowodniliśmy, ale ostatecznie nie prezentujemy się najlepiej.

Pierwszym skojarzeniem wynikającym z ostatnich ruchów, które miały miejsce w waszym zespole (zwolnienie dotychczasowego szkoleniowca Marka Lebedewa, który doprowadził Jastrzębski Węgiel do brązowego medalu poprzednich mistrzostw kraju, obecnie do czwartej pozycji w PlusLidze i dwóch wygranych w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów – przyp. red.) jest to, że wina niekoniecznie leży wyłącznie po waszej stronie. Przynajmniej w ocenie Zarządu.

- Nie wiem czyja to jest wina – nie mnie to oceniać. W klubie jestem wyłącznie od grania, a nie wybierania tego, kto jest szkoleniowcem zespołu. Oczywiście najłatwiej jest zwolnić trenera i takie ruchy są podejmowane bardzo często. W naszej lidze również nie jest to nowość, więc wydaje mi się, że każdy szkoleniowiec musi się z tym liczyć. Taka jest specyfika branży – nie zawsze jest miła, czasami bywa brutalna.

Byliście zaskoczeni decyzją o zwolnieniu trenera Lebedewa?

- Jedni spodziewali się tego mniej, a drudzy bardziej. Biorąc po uwagę okoliczności, w których miało miejsce zwolnienie trenera Lebedewa, można było tego oczekiwać.

Ma pan na myśli odpadnięcie zespołu z Pucharu Polski?

- Nie tylko. Chodzi mi też o słabszą formę drużyny i zmiany, do których doszło w zespole (dość niespodziewane odwołanie Patryka Strzeżka z roli kapitana zespołu; powołanie na jego miejsce środkowego Grzegorza Kosoka i finalną propozycję rozwiązania kontraktu złożoną przez atakującego w okresie świątecznym – przyp. red.).

Jak przyjął pan związanie się klubu z Ferdinando De Giorgim? Pamiętam naszą rozmowę z początku sezonu, kiedy mówił pan, że trudno było się odnaleźć w siatkówce po tym, jak Włoch nie powołał pana na mistrzostwa Europy.

- To jest dobry trener. Uważam, że zamieniliśmy dobrego szkoleniowca na dobrego szkoleniowca. Ferdinando prezentuje inny styl prowadzenia zespołu niż Mark Lebedew. Czy wyjdzie nam to na dobre? Czas pokaże. Ani nie jestem bardzo zadowolony z tej sytuacji, ponieważ zdarzyło się to w takich, a nie innych okolicznościach, ani bardzo smutny. Nie ruszyło mnie to potężnie, bo wiem, jak funkcjonuje świat siatkówki.

W zeszłym sezonie waszą cechą charakterystyczną było to, że nawet kiedy przegrywaliście 0:2, to często doprowadzaliście do wyniku 3:2. Wszystko dzięki zespołowości. Z czym najbardziej pan tęskni w kontekście rozgrywek 2016/2017?

- Za atmosferą, którą mieliśmy. Nie mogę jednak powiedzieć, że w tej chwili jest fatalnie. Po prostu nie wszystkie rzeczy, które sprawdzają się w jednych rozgrywkach będą tak samo dobrze funkcjonować w kolejnych – mogą okazać się one całkowitą porażką. Poza tym liga nas już poznała. Jeśli ktoś znalazłby idealną receptę na zespół, to byłby hegemonem przez dziesięciolecia, a przecież tak nie jest. Wszystko się zmienia.

Legia - Barcelona SC. Gol Remy'ego [ELEVEN SPORTS]

Więcej o: