Sport.pl

Siatkówka. Sebastian Świderski: Moje zaufanie do Ferdinando De Giorgiego się nie zmieniło i nie zmieni

Kiedy dwa lata temu ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przedstawiła polskiej siatkówce Ferdinando De Giorgiego, okazał się to strzał w dziesiątkę. Kadra pod wodzą Włocha nie odniosła jednak sukcesu. - Kompletnie nie zgadzam się z teorią, że pięć tygodni w Spale to było za dużo, bo według mnie w tym wszystkim nie chodziło o miejsce i czas. Kiedy się przegrywa, to zawsze szuka się łatwych wymówek, a dla mnie to zły kierunek - mówi w rozmowie ze Sport.pl prezes mistrzów Polski, Sebastian Świderski

Ferdinando De Giorgi był i jest uważany za świetnego fachowca. Prowadzone przez niego kluby sięgały po mistrzostwo swoich krajów, odnosił sukcesy również na arenie międzynarodowej w europejskich pucharach. Po zdobyciu dwóch mistrzostw Polski z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle wydawał się idealnym kandydatem na trenera reprezentacji.

Pierwszy sezon kadry pod okiem Włocha minął bez sukcesów. Przegrana przed Final Six Liga Światowa i odpadnięcie z rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy na etapie baraży o ćwierćfinał spotęgowały głosy, że trener De Giorgi musi odejść, bo nie wpisał się w charakter drużyny. Są jednak tacy, którzy go bronią.

Sara Kalisz: Zna pan Ferdinando De Giorgiego już od wielu lat.

Sebastian Świderski: - Tak, poznałem go jeszcze we Włoszech i to spotkanie pokazało mi, jakim jest trenerem i człowiekiem. Wiedziałem, jaką ma wizję i w 2015 roku, kiedy ZAKSA szukała trenera, bardzo szybko pomyśleliśmy o nim. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wcześniej chciał zostać szkoleniowcem polskiej reprezentacji i przegrał na ostatniej prostej z Andreą Anastasim. Później poszedł do Rosji, zebrał więcej doświadczenia i jego wybór na trenera kędzierzyńskiego klubu okazał się oczywisty.

Dobrze, ale optyka zawodnika i pracownika klubu jest inna. W tamtym czasie ostatnim sukcesem Fefe był Superpuchar Włoch w 2009 roku, a mistrzostwo Italii zdobył trzy lata wcześniej. To był trener, który czekał na swoją szansę, podobnie jak czekała na nią ZAKSA. To połączyło was najbardziej?

- Przyjęliśmy taktykę zmiany wizerunku klubu i skupiliśmy się na innym podejściu do drużyny. Ten trener idealnie wpasowywał się w to, co chcieliśmy osiągnąć. Ówczesny prezes klubu dał jasne wytyczne odnoszące się do celów, ponieważ zależało mu na tym, by zbudować nowy zespół.

Trener De Giorgi był idealną odpowiedzią na tę koncepcję i człowiekiem, którego poszukiwaliśmy. Znając jego możliwości, bardzo szybko doszliśmy do porozumienia. On także nam zaufał, ponieważ przychodząc do Polski miał inne propozycje. Wiedział, że ambicją klubu jest powrót do gry o najwyższe cele i to wyzwanie mu odpowiadało. Równie szybko, jak doszliśmy do porozumienia, rozpoczęliśmy budowanie składu na sezon 2015/2016 i w ten sposób udało nam się osiągnąć sukces przez dwa kolejne lata.

Obserwował pan pracę trenera z zawodnikami. Jak szybko mu uwierzyli?

- Z mojej perspektywy nie ingerowałem w to, co działo się wewnątrz zespołu ani w szatni. To zawodnicy obcowali z nim na co dzień i ich świat był zupełnie inny. Ja będąc aktywnym graczem widziałem mankamenty wynikające z bycia prezesem i jednocześnie osobą, która ciągle się wtrąca, i nie daje pracować szkoleniowcowi, dlatego z Fefe szybko ustaliliśmy reguły, które obowiązywały przez dwa kolejne lata.

Trener jak najbardziej zapraszał, by popatrzeć na relacje, przyjść na trening, ale ja się do tego nie wtrącałem. Miał wolną rękę w podejmowaniu trudnych decyzji.

W ciągu dwóch lat pracy z ZAKSĄ nie miała prawa pojawić się chyba żadna wątpliwość, prawda?

- Nie, ponieważ cała drużyna pozytywnie odpowiedziała na wytyczoną przez niego metodę działania. Nie było problemów z bardzo ciężką fizyczną pracą, którą wykonywali zawodnicy, ponieważ zespół zachowywał olbrzymią radość grania. Jeśli ktoś trenowałby i nie czerpał z tego zadowolenia, to trudno byłoby mówić o pozytywnym podejściu do zawodnika. W ZAKSIE udało się stworzyć odpowiednią atmosferę i to było bardzo ważne.

Mogę zdradzić, że przy budowaniu drużyny miałem bardzo duże wątpliwości odnośnie do kilku zakontraktowanych nazwisk, ale trener wziął na siebie odpowiedzialność i wyszło na jego.

Jakie to były nazwiska?

- Mogę podać przykład Benjamina Toniuttiego. Ten zawodnik był wcześniej dla mnie mało znany. Wiedziałem tylko, że przed pierwszym sezonem spędzonym w ZAKSIE był zatrudniony w Ravennie, Kazaniu i Friedrichshafen, więc w ciągu roku zagrał w trzech klubach i swoją szansę dostał dopiero na sam koniec sezonu. Dlatego miałem mieszane uczucia, ale zaufanie w wiedzę trenera zrobiło swoje i podpisaliśmy kontrakt z Francuzem. Jaki jest tego skutek – widać do dziś.

Jaki był klucz wyboru Ferdinando De Giorgiego? Miał wolną rękę, jeśli chodzi o dobór zawodników?

- Nie mógł przesadzić i szaleć – miał wytyczne i znał możliwości finansowe klubu. Współpraca pomiędzy nim a władzami ZAKSY w tej materii była bardzo duża, dzięki czemu udało się wszystko dobrze pospinać.

Zespół został idealnie dobrany charakterologicznie i była to wyłącznie zasługa trenera. Nie chciał zawodników, z którymi źle by mu się pracowało – dzwonił do wielu, wybierał i szukał potencjalnych graczy ZAKSY. Nie mogę powiedzieć, do którego zawodnika się to odnosiło, ale do jednego z kandydatów zadzwonił, a po zakończeniu rozmowy stwierdził, że nie potrzebuje takich ludzi w drużynie. To nie był wybór bazujący na metryczce i CV, ale przede wszystkim na charakterze i podejściu do współpracy oraz sportu.

Jak duże zaufanie ma pan w tej chwili do Ferdinando De Giorgiego po tym, co stało się z polską kadrą na mistrzostwach Europy?

- Moje zaufanie nie zmieniło się. To jest trener, który jak każdy potrzebuje pomocy, ale i mający wizję oraz wielką charyzmę. Jeżeli zespół i zawodnicy nie potrafią się w tym znaleźć, to na pewno nie będzie pozytywnego wyniku. Nie wiem, czy w przypadku kadry miało to miejsce, ale rezultat osiągnięty na mistrzostwach Europy wskazuje, że gdzieś był jakiś problem. Czy leżał on po stronie siatkarzy, czy sztabu szkoleniowego – tego nie wiem.

Moje zaufanie do niego się nie zmieniło i nie zmieni. W ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle zrobił fantastyczną rzecz, która zapisała się w księgach naszego klubu i zostanie w nich na zawsze.

Jako prezes byłby pan za gwałtownymi zmianami w sztabie kadry po kilku miesiącach, które nie wyszły?

- Nie, nie jestem. Wiem, że każdy potrzebuje czasu na stworzenie mocnego zespołu i własnej jego wizji. Ferdinando De Giorgi będąc w klubie miał możliwość rozmowy z całym siatkarskim światem i pozyskania graczy z każdego jego zakątka. W Polsce rynek jest ograniczony i wielu zawodników odpowiedziało mu negatywnie, z różnych względów nie przyjeżdżając na zgrupowania.

W tym samym czasie pojawiła się kadra juniorów, która nie przegrała od bardzo długiego czasu, więc uznał, że powoli będzie ich wprowadzał do dorosłej siatkówki. Wydaje mi się więc, że należy dać mu czas, by coś stworzył. W klubie miał 2,5 miesiąca, by nauczyć zawodników wszystkiego, a w reprezentacji dwa tygodnie przed Ligą Światową, później sam czas turnieju, kiedy nie dało się trenować oraz pięć tygodni w Spale przed mistrzostwami Europy. Sumarycznie czas ten wyniósł około półtora miesiąca i to nie ciągłej pracy. Kontuzje, zmiany, odejścia – w takich warunkach naprawdę trudno było zbudować jakąkolwiek drużynę.

Kompletnie nie zgadzam się z teorią, że pięć tygodni w Spale to było za dużo, bo według mnie w tym wszystkim nie chodziło o miejsce i czas. Kiedy się przegrywa, to zawsze szuka się łatwych wymówek, a dla mnie to zły kierunek.

Więcej o:
Komentarze (4)
Siatkówka. Sebastian Świderski: Moje zaufanie do Ferdinando De Giorgiego się nie zmieniło i nie zmieni
Zaloguj się
  • Jan Janica

    0

    Najwyzszy czas postawic na polskiego trenera, ogladanie gry obecnej reprezentacji wpedza w przygnebienie! Warto zastanowic sie nad gra w klubach tak wielu obcokrajowcow!

  • lech2011

    0

    Tutti Frutti

  • celjab

    Oceniono 1 raz 1

    Wg. mnie glowna wina lezy po stronie zawodnikow. Za malo koncentracji i sportowej agresji. Czyli zawiodla strona mentalna. Wynika to m.in. z odmlodzenia kadry i jednoczesnie za malo dano grac mlodym. A to oni byli najbardziej glodni sukcesu. Szkoda, ze nie zabrano Sliwki (zamiast np. Wisniewskiego ktory nic nie pomogl). Fefe powinien zostac bo jest dobrym fachowcem i fajnym czlowiekiem. Jesli by kadra grala slabo przez caly nastepny sezon to wtedy mozna by go zmienic. Docelowa impreza to IO w Tokio 2020.

  • cep_0

    Oceniono 2 razy 0

    1/2 kadry grała przeciw FEFE, a jednocześnie przeciw Młodym.
    Kilku Starych wyjadaczy miało w tyłku grę.
    Rację miał ANTIQA wywalając KURKA z kadry.
    Należy wywalić jeszcze kilku oraz "Ojców" zawodników, a w tym i starego DRZYZGĘ.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX