Sport.pl

ME siatkarzy 2017. Mateusz Bieniek: noga pobolewa, ale gram

- Jestem na środkach przeciwbólowych, ale większość naszej drużyny na nich jest - mówi Mateusz Bieniek, który niespodziewanie szybko wrócił do gry po kontuzji stawu skokowego. Środkowy przekonuje, że kadra cały czas pracuje nad poprawą bloku, w którym w wygranym 3:0 meczu z Finlandią wypadliśmy bardzo słabo. W poniedziałek w Gdańsku mecz z Estonią. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 20.30

Łukasz Jachimiak: Kilka dni temu nie było wiadomo czy znajdziesz się w składzie na mistrzostwa, później mówiono, że będziesz mógł grać dopiero w drugiej fazie, a Ty wystąpiłeś od początku już w drugiej kolejce. To znaczy, że z nogą wszystko w porządku?

Mateusz Bieniek: Dalej mnie pobolewa, ale to nie jest taki ból, który by mnie wykluczał z gry. Ze sztabem medycznym podjąłem decyzję, że będę grał. Oni zrobili kawał dobrej roboty, udało im się mnie wyciągnąć z tego, no i gram. Jestem jeszcze na środkach przeciwbólowych, ale większość naszej drużyny na nich jest. Cieszę się, że wróciłem i że wygraliśmy z Finami 3:0.

Nie myśleliście, że będzie bardzo ciężko, gdy przez większość pierwszego seta Finowie prowadzili różnicą kilku punktów?

- Wiedzieliśmy, że będą dobrze grali. To niewygodny rywal, zespół, który bardzo dobrze broni i ma bardzo ostrego floata. Byliśmy na to przygotowani. Fajnie, że w końcówce pierwszego seta wyciągnęli nas zagrywkami „Kubi” [Michał Kubiak] i Bartek Kurek. Tym setem trochę podcięliśmy Finom skrzydła.

Zagrywką zdobyliście bardzo dużo punktów, aż 13. Ale też dużo popełniliście błędów, bo 20. Jak jest z Waszą dyspozycją serwisową?

- Ciężko mi powiedzieć. Każdy z nas inaczej się czuje w konkretnej hali. Niektórzy dobrze serwują w Gdańsku, niektórzy w Krakowie, a niektórzy psują na Stadionie Narodowym, jak ja. To zależy od punktów odniesienia, od koncentracji. Od wielu rzeczy.

Tobie Gdańsk chyba pasuje? To w nim debiutowałeś w kadrze, mając perfekcyjny mecz przeciw Rosji dwa lata temu.

- Bardzo dobrze to pamiętam i bardzo lubię grać w Ergo Arenie.

Z Finlandią wyglądaliście na o wiele żywszych niż z Serbią. Czuliście złość po porażce na otwarcie turnieju?

- Musimy sobie budować atmosferę na boisku, bo jeśli wszyscy razem żyjemy, wszyscy jesteśmy razem w meczu, cieszymy się grą, to gramy na zadowalającym poziomie. A jeśli każdy idzie na boisku w swoją stronę, jeśli nie jesteśmy razem, to jest gorzej.

Czekając na mecz z Finlandią oglądaliście końcówkę spotkania Estonia – Serbia [2:3]. Jesteście zaskoczeni, że Estończycy potrafią grać aż tak dobrze?

- Estonia pokazała, że walczy, ma w miarę dobrych zawodników i trzeba będzie na nią uważać. Musimy wyjść skupieni, nie możemy odpuścić i wtedy powinno być dobrze. Generalnie wszystko się bardzo wyrównało. Kiedyś była Brazylia, która wszystkich tłukła po 3:0 i wszystkie turnieje wygrywała, a teraz Serbowie się męczą z Estonią, Belgia wygrywa z Francją. Idzie to w takim kierunku, że niedługo będzie 25 zespołów, które będą się przed turniejem liczyć i bukmacherom ciężko będzie ustawić jakiegoś faworyta.

Wy siebie cały czas widzicie w roli jednego z faworytów?

- Ja cały czas wierzę, że jesteśmy w stanie grać o medale.

Estończycy świetnie zagrali z Serbami blokiem, a Wy wyglądacie w tym elemencie słabo. Wiecie, jak nad tym popracować?

- Pracujemy, naprawdę. Proszę mi uwierzyć, że siedem tygodni spędzonych w Spale to była naprawdę bardzo ciężka praca. W ogóle praca to nasz chleb powszedni.

Więcej o: