Sport.pl

MŚ siatkówka 2018. Artur Szalpuk: Młodzi srogo wygrywają

Z Fabianem Drzyzgą bawił się już na swoim roczku, wujkami nazywał m.in. grających z tatą Pawła Papkego i Jakuba Bednaruka. Artur Szalpuk jest liderem reprezentacji Polski na trwającym mundialu. - Nie poszedłem do szkoły na pierwsze zajęcia, rodzice pozwolili. Przy 2:0 dla Rosji odpuściłem. Później ktoś mi na przerwie powiedział, że Polska wygrała - opowiada o pamiętnym meczu z Rosją z MŚ 2006. W rozmowie ze Sport.pl 23-letni przyjmujący przedstawia swoją drogę do kadry, mówi, któremu trenerowi chciał skręcić kark, czym wkurza go Vital Heynen i czy można żartować z Michała Kubiaka

Łukasz Jachimiak: Twój ojciec był siatkarzem, a jego koledzy byli Twoimi wujkami. Fabian Drzyzga to Twój kumpel od piaskownicy – chyba nie mogłeś nie uprawiać tego sportu?

Artur Szalpuk: Ostatnio w Bełchatowie poproszono mnie o zdjęcie z dzieciństwa. Mama przysłała mi takie z Fabianem i Tomkiem Drzyzgą, którzy byli na moich pierwszych urodzinach. Znaliśmy się od małego, wychowywaliśmy się razem, mam jakieś przebłyski wspólnych zabaw z Fabianem u niego na działce. Później spotkań naszych rodzin było mniej. Tata Fabiana komentował mecze, a mój już nie zajmował się i nie zajmuje niczym związanym z siatkówką.

Co robi?

- Handluje papami. Jest dyrektorem handlowym, taki tytuł widnieje na jego wizytówce.

Tata był dobrym siatkarzem?

- Ha! To nie jest łatwe pytanie. Na pewno zrobił coś, co jeszcze mi się nie udało, czyli zdobył mistrzostwo Polski. Wywalczył pierwszy medal dla Jastrzębskiego Węgla, ostatni złoty medal dla AZS-u Olsztyn – trochę osiągnął w karierze klubowej. Ale w reprezentacji za dużo nie pograł. Generalnie wydaje mi się, że był dobrym siatkarzem.

Zacząłeś grać dzięki niemu?

- Też. Zabierał mnie na treningi, zaszczepił mi siatkówkę. Mam nie tyle wspomnienia, co przebłyski z dzieciństwa, jak chodziłem z nim na siatkarską Legię. Od zawsze się kręciłem przy siatkówce. Kojarzę z tamtych czasów Mariusza Szyszkę, który teraz jest rzecznikiem naszej kadry, Mariusza Sordyla, i wielu innych znajomych taty.

To prawda, że na przerwie między lekcjami w szkole podstawowej zadzwoniłeś kiedyś do Pawła Papkego i powiedziałeś „Wujku, u mnie źle uczą wf-u”?

- O! Jest okazja, żeby powiedzieć, że to nieprawda. Jeśli tata tak mówi, to coś wymyśla. Nieprawda. Przynajmniej z tego, co pamiętam.

Ale Papkego też za sprawą taty znałeś?

- Tak, miałem bardzo wielu wujków, tak się do niektórych z kolegów taty zwracałem. Poza tymi których już wymieniłem, od dziecka znałem też na przykład Roberta Prygla i Jakuba Bednaruka. W końcu ci siatkarze, z którymi miałem styczność gdy już trenowałem, mówili mi, żebym nie mówił do nich „wujek”, bo głupio to wyglądało przy kolegach. Ale „panie trenerze” też mi nie kazali do siebie mówić. Po prostu mówiłem do nich po imieniu.

Daniel Pliński to Twój wujek?

- Nie, nic z tych rzeczy. Tata chyba zna się z Danielem z boisk, ale on się w moim dzieciństwie nie przewijał. Poznałem go dopiero kiedy razem graliśmy w Radomiu.

Wiesz dlaczego o niego pytam? Czytałeś, co mi o Tobie powiedział?

- Tak.

Co o tym myślisz? Miło?

- Miło. Ale raczej nie spodziewałem się, żeby Daniel powiedział o mnie coś złego. Zagraliśmy razem bardzo fajny rok w Radomiu, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Jest to fantastyczny siatkarz, fantastyczny człowiek. Szkoda, że już przestał grać, szkoda, że graliśmy razem tylko jeden sezon. Może kiedyś zaprosi mnie na plażę, jeszcze bym sobie z nim pograł.

Kiedy czytasz, że Artur Szalpuk technicznie jest dużo lepszy od Mariusza Wlazłego, to czujesz, że to Cię zobowiązuje do gry na bardzo wysokim poziomie, do bycia liderem reprezentacji?

- Nie przywiązuję wielkiej wagi do takich słów. Każdy ma prawo do swojej opinii. Szczególnie Daniel ma takie prawo. Ale nie skupiam się na tym. Na przykład podczas Ligi Narodów udało mi się zrobić coś, co sobie założyłem. W ogóle nie czytałem, co o nas piszą media. Teraz na niedawnym zgrupowaniu w Zakopanem wróciłem do sprawdzania. Nie wiem dlaczego. Najlepiej jest się od tego wszystkiego odciąć. Jeżeli Daniel ma takie zdanie o mnie, to jest mi bardzo miło, ale jest to jego prywatna opinia i ona mnie do niczego nie zobowiązuje. Sam mam w stosunku do siebie wymagania, żeby grać dobrze.

Teraz, w trakcie mistrzostw świata, sprawdzasz, jak oceniają Cię poszczególne serwisy i ogólnie co piszą?

- Nie, bo nie uważam, żeby to w czymkolwiek pomagało.

Myślisz, że wytrwasz tak do końca? Czy po meczach, gdzie będzie szło na noże, na przykład z Iranem, jednak zajrzysz, co piszemy i mówimy?

- Nie wiem, naprawdę. Pewnie się złamię. Mam nadzieję, że nie, ale myślę, że jednak się złamię.

Pamiętasz swój ostatni mecz w reprezentacji, w którym wypadłeś gorzej niż solidnie, kiedy miałeś np. skuteczność ataku poniżej 50 procent?

- Tak, z USA w Final Six Ligi Narodów. Nie było to najlepsze spotkanie, nie byłem z niego zadowolony. Ale zawsze staram się patrzeć, jak grała drużyna. Najważniejsze są jej zwycięstwa, a nie indywidualne osiągnięcia. Jeżeli moja dobra gra jest w stanie pomóc drużynie, to to jest najlepsze uczucie.

Po tym meczu z USA było kilka Twoich udanych występów. Jak się w siatkówce wyciąga wnioski? Sportowcy często mówią, że wyciągną wnioski, gdy im nie poszło. Jak to robicie Wy?

- Na pewno w siatkówce pomoże ci wideo. Pomogą uwagi od trenera, od kolegów. To wszystko sumujesz. Ale koniec końców musisz to wyrzucić, wyjść na kolejny mecz i zagrać lepiej. To nie jest wielka filozofia. Musi być szybka analiza, później wyrzucenie z głowy tego, co było, tylko z zapamiętaniem, co trzeba poprawić.

Oglądasz na wideo swoje nieudane akcje, a oglądasz też te dobre?

- Nie, bo nie lubię oglądać swoich meczów. Powiedziałem o tym wideo, ale ja często po meczu od razu wiem, co zrobiłem źle i nie przepadam za oglądaniem tego.

W Bułgarii debiutujesz w mistrzostwach świata, a pierwszymi jakie świadomie przeżywałeś były pewnie te z 2006 roku, gdy już trenowałeś siatkówkę, a Polska zdobyła pierwszy po ponad 20 latach medal wielkiej imprezy?

- Wtedy miałem 11 lat, rzeczywiście już trenowałem. Pamiętam mecz Polska – Rosja o wejście do strefy medalowej. Nie poszedłem na szkoły na pierwsze, poranne zajęcia. Rodzice mi wyjątkowo pozwolili. Niestety, przy 2:0 dla Rosji odpuściłem, poszedłem na lekcje. Później ktoś mi na przerwie powiedział, że Polska wygrała. Bardzo żałowałem, że to przegapiłem.

Po latach prowadzący wtedy kadrę Raul Lozano został Twoim trenerem. W ogóle masz szczęście do byłych selekcjonerów, bo pracowałeś też z Andreą Anastasim. Jacy są?

- Raul to żaden tyran, Andrea też. Może w kadrze zaprowadzali swoje porządki, ale ja ich poznałem jako bardzo sympatycznych ludzi, którzy wcale nas nie zajeżdżali. Była ciężka praca, ale taka bez przesady. Trafiłem bardzo, bardzo dobrze.

Co najlepszego wyniosłeś z pracy z nimi?

- U Andrei zyskałem dużo pewności siebie. Pierwszy raz spotkałem trenera, który aż tyle jej dawał. Raul może też taki był, tylko że on nie mówił po angielsku. Dlatego za dużo z nim nie rozmawiałem. Przez tłumacza nigdy nie porozmawiasz tak, jak byś chciał. Ja nie mówię ani po włosku, ani po hiszpańsku, Raul nie mówi ani po angielsku, ani tym bardziej po polsku, więc nie było zbyt dużej komunikacji. Ale zwracał mi na różne rzeczy uwagę, dawał mi mnóstwo zaufania, czasem nie zdejmował mnie z boiska nawet wtedy, kiedy powinien. A u Andrei tej pewności siebie zyskałem jeszcze więcej. Dużo rozmawialiśmy. Nawet ostatnio sobie dwie rozmowy ucięliśmy w Szczecinie, przy okazji towarzyskich meczów Polski z Belgią. Wcześniej przysłał mi gratulacje po Memoriale Wagnera [Szalpuk zdobył tytuł MVP turnieju]. Śledzi kariery swoich byłych zawodników. Bardzo go lubię jako trenera i jako człowieka.

Bałeś się, jak sobie wszyscy poradzicie, gdy w ubiegłym roku z dnia na dzień zabrakło pieniędzy w Waszym klubie z Gdańska?

- Bałem się. I już nawet trenowałem tylko po to, żeby się przygotować do sezonu w innym klubie. Bardzo bym żałował tego odejścia, ale już wszystko było dogadane.

Zostałbyś w Polsce czy byś wyjechał?

- Byłem umówiony z innym klubem z Polski. Była też oferta zagraniczna, ale chciałem zostać w kraju.

Zbudowało Was to, że cała Polska ratowała Wasz klub? Fajnie było poczuć prawdziwą solidarność, grać w koszulkach z nazwiskami ludzi, którzy wpłacali pieniądze?

- To było świetne. Na koszulkach mieliśmy nawet nazwiska siatkarzy z innych klubów. Pamiętam, że pomogli między innymi Wojtek Żaliński i Karol Kłos. To było bardzo miłe. Często ludzie do nas podchodzili, szukali swoich nazwisk i pokazywali: „Tu jestem”. Już kilka razy to mówiłem, ale znów powtórzę: dziękujemy wszystkim.

Dlaczego zdecydowałeś się przenieść z Gdańska do Skry? Na przykład Anastasi nie chce się znad morza ruszać.

- Andrei jest tam bardzo dobrze, mi też było, ale siatkówka to jest nasza praca i z pewnych względów nie mogłem tam zostać. Gdyby decydowała tylko osoba trenera, no i jeszcze to, które miasto jest lepsze, gdzie się fajniej żyje, to na pewno bym został w Gdańsku. Ale czynników było wiele.

Dostałeś ofertę lepszą finansowo?

- Finansowo, sportowo. Było wiele innych, lepszych ofert niż Gdańsk.

A jak wspominasz Jakuba Bednaruka, który kiedyś powiedział, że czasami miał ochotę skręcić ci kark za to, że się wściekałeś i obrażałeś na cały świat.

- Ja też czasami miałem ochotę skręcić Kubie kark.

Za co?

- Oczywiście mówię to żartobliwie - za jego różne śmieszne teksty, które śmieszne były tylko według niego.

Podaj przykład.

- Już nie pamiętam, serio. Ale tak naprawdę to swoją szyderą, sposobem bycia szybko wybił mi z głowy juniorskie zachowania. Nie opłacało się narażać na śmieszność. Cieszę się, że trafiłem pod jego skrzydła. Wiem, że się na mnie wkurzał, ja na niego też, ale młody byłem. Bardzo mi pomógł wejść do ligi, do dorosłej siatkówki. Pomógł mi się też jako tako zachowywać. Czasem tylko kończyło się na powiedzeniu dziewczynie „Ale ten gość mnie wkurza! Nie chcę już z nim trenować”. A zaraz znów chciałem.

Kubę Bednaruka znamy jako trenera nietypowego, ale Vital Heynen chyba jeszcze go przerasta?

- Tak, przerasta. Kuba jest nietypowy, dużo pisze na Twitterze, lubi kontakt z mediami, ale Vital lubi to chyba co najmniej dwa razy bardziej.

Po treningach z nim często mówisz do swojej dziewczyny „Jak ja mam dość tego gościa, jak on mnie wkurza”?

- Oczywiście, że nie! Ha, ha, ha! Jeszcze raz, żeby było jasne – zdarzyło mi się powiedzieć, że Kuba mnie wkurza, ale łączą mnie z nim tylko pozytywne emocje. Musiałem to powiedzieć, żeby podkreślić, jak dużo mi dał. Uwierzył we mnie, dał mi szansę. Jestem mu bardzo wdzięczny. A co do Vitala, to na pewno mówiłem dziewczynie przez telefon, że na tym czy na tamtym treningu mnie wkurzył. Ale z nim jest podobnie jak z Kubą. Tu też następnego dnia twierdzę, że jednak trener miał rację.

Jakie najdziwniejsze ćwiczenia robiłeś u Heynena?

- Nie wiem, było ich bardzo wiele. Bardzo nietypowe było to, że uczył nas kiwać lewą ręką. A Olka Śliwkę prawą, bo jest leworęczny. Tylko Olek bardzo dobrze gra prawą ręką, a mi lewa służy wyłącznie do prostych odbić. Na pewno trener by się ucieszył, gdybym wykonał w meczu kiwkę lewą ręką, ale myślę, że to się nigdy nie zdarzy.

A po co podbijacie piłkę wózkami z supermarketu? Nawet tu, w Warnie, widzieliśmy, że tak ćwiczycie.

- To jest ćwiczenie typowo rozgrzewkowe. I element rywalizacji pomiędzy młodymi i starymi. Nieskromnie powiem, że młodzi srogo wygrywają.

Po prostu częściej chodzicie na zakupy.

- Tak, żeby poćwiczyć z wózkiem! To jest dobry element rozgrzewkowy, pobudza ciało do większego wysiłku.

Macie w kadrze kilka grup: karcianą, filmową, komputerową – do której należysz.

- Na pewno nie do komputerowej. Lubię grać na Play Station, ale tu konsoli nie zabrałem.

W co grasz?

- W Fifę. Ale „dziewiętnastki” już nie kupię.

Za dużo czasu pochłania?

- Nie, znudziła mi się.

Wygrałeś już wszystko?

- Właśnie nie, wygrywałem, ale ostatnio zacząłem przegrywać i za dużo emocji było.

Jakim klubem grałeś?

- Realem. Kibicuję mu od czasów kiedy grali w nim Zidane, Roberto Carlos i kilku innych wybitnych piłkarzy.

Wiesz, że pomysł na puentę tej rozmowy mam już od momentu, w którym opowiadałeś, jak ludzie szukali swoich nazwisk na Twojej koszulce?

- Tak?

Myślę sobie, że fajnie by było, gdybyś zdobył z reprezentacją medal MŚ, a później pojechałbyś do taty i wskazując mu nazwisko Szalpuk na plecach powiedział: „Patrz, tu jesteś”.

- Ładne. Ale to koniec? Spodziewałem się jakichś kontrowersyjnych pytań.

Chcesz powiedzieć coś więcej o piłce nożnej? Żartujecie z Michała Kubiaka po tym, jak wywołał aferę, czy z Michała strach żartować?

- Dlaczego strach? Oczywiście, że ten temat przewija się w drużynie. I wywołuje dużo śmiechu.

***

>> Mistrzostwa świata w siatkówce 2018. Vital Heynen: Na pewno będę się wściekał

>> MŚ siatkówka 2018. Polska - Finlandia 3:1. Cztery rzeczy po czterech setach: Nie szachy, tylko Szalpuk. Jesteśmy gotowi na trudne mecze

Więcej o:
Komentarze (1)
Artur Szalpuk: Młodzi srogo wygrywają
Zaloguj się
  • maqus11

    0

    „Kojarzę z tamtych czasów Mariusza Szyszkę,”
    Redaktorze, przecież rzecznik PZPS ma na nazwisko Szyszko! A jakby się nazywał Kukułko, to byś odmienił - Kukułkę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX