Sport.pl

Liga Narodów. Paryż, Osaka, Tokio, Chicago, Los Angeles, Melbourne, Dubaj - siatkarze zwiedzą lotniska. Szalone trzy tygodnie

Mateusz Bieniek ma 210 cm wzrostu. W poniedziałek 4 czerwca wsiądzie do samolotu i zacznie wielką podróż po świecie. Wróci po trzech tygodniach i po przeleceniu 53 tysięcy kilometrów. Nie, Bieniek nie jest pilotem. Jest siatkarzem reprezentacji Polski, która właśnie rusza na tournee w Lidze Narodów

Trzy treningi, dwa mecze i w drogę

- Jestem w kadrze już do końca Ligi Narodów. Jadę do Japonii, USA i Australii - mówił Bieniek podczas łódzkiego turnieju, po meczu z Francją, w którym zagrał świetnie. To był drugi weekend rozgrywek, ale dla środkowego pierwszy. Wystąpił w dwóch meczach (jeszcze z Niemcami). Do kadry dołączył późno, bo kiedy w połowie maja ona rozpoczęła zgrupowanie w Spale, on jeszcze walczył z Zaksą Kędzierzyn-Koźle w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. - Miałem 15 czy 16 dni wolnego, czyli miałem czas na regenerację. Za to jestem bardzo wdzięczny trenerowi. Z piłką w hali to tak naprawdę miałem dopiero trzy treningi. Moja forma na pewno jeszcze nie jest taka, jakiej bym oczekiwał. Ale jest czas, żeby do swojej pewności grania wrócić - tłumaczył Bieniek.

Siedem godzin do przodu

Problem w tym, że teraz trudno będzie potrenować i wypracować formę. W poniedziałek kadra wyruszy do Osaki. Przez Paryż. - Lot mamy już o godzinie 6. Nawet nie chcę sprawdzać, o której mamy planowo dotrzeć na miejsce - mówi nam Mariusz Szyszko, rzecznik reprezentacji.

Sama podróż z Polski do Japonii nie byłaby problemem, gdyby po turnieju w Osace następował powrót do domu. Niestety, w Osace trzeba będzie przestawić zegarki o siedem godzin do przodu i od wtorku do piątku zdążyć się do tego przyzwyczaić na tyle, by nieźle zaprezentować się na boisku. A po meczach z Włochami, Japonią i Bułgarią będzie tylko trudniej.

Dawid Konarski podczas meczu reprezentacji Polski Dawid Konarski podczas meczu reprezentacji Polski GRZEGORZ CELEJEWSKI

Chwilę później 14 godzin do tytyłu

Pięć dni później podopieczni Vitala Heynena będą już 10 tysięcy kilometrów dalej. W Hoffman Estates pod Chicago cofną zegarki aż o 14 godzin w stosunku do czasu, który obowiązuje w Osace. Do nowej strefy na pewno nie zdążą przywyknąć, a rywale znów będą wymagający, kolejno: Iran, USA i Serbia.

I znów do przodu. Aż 15 godzin

Po takiej szkole przetrwania biało-czerwonych czekać będzie przelot z Chicago do Los Angeles (3 tys. km) i stamtąd do Melbourne (13 tys. km). W Australii zagramy z teoretycznie łatwiejszymi rywalami - z Argentyną, Brazylią i z zespołem gospodarzy. Ale znów zwariują organizmy tych zawodników, którzy będą latać wszędzie, bo tym razem zegarki będzie trzeba przestawić o 15 godzin do przodu.

"Będziemy chodzić do tyłu

Po ostatnim meczu pierwszej fazy Ligi Narodów kadrze przyjdzie przelecieć 12 tys. km z Melbourne do Dubaju i 4 tys. km z Dubaju do Warszawy. - Będziemy chodzić do tyłu - podsumowuje krótko Szyszko.

- Życzę wszystkim, żeby z tego tournee wrócili bez kontuzji. To co zrobiła FIVB, wysyłając nas do Japonii, potem do Stanów, a z nich do Australii jest karygodne i o tym trzeba głośno powiedzieć, bo tak być nie może. Rozumiem promowanie siatkówki, ale ludziom należy się trochę odpoczynku, a w takim warunkach jest niesamowicie ciężko - mówi Michał Kubiak. Kapitan kadry w tegorocznej Lidze Narodów już nie zagra. Dostał wolne i nie wróci, nawet jeśli zespół zakwalifikuje się do turnieju finałowego.

Final Six? Na dobicie

A jeśli Polacy zapewnią sobie grę w Final Six, to nie będą mieli wiele czasu na odpoczynek po zagranicznych wojażach. Najlepsze ekipy rozgrywek spotkają się we Francji już 4 lipca.

Recepta na zaradzenie tej nienormalnej sytuacji może być tylko jedna - rotacja. Heynen będzie zmieniał 14-osobowy skład tak, by jak najmniej zawodników zaliczyło wszystkie trzy turnieje. Prawdopodobnie poza Bieńkiem wszędzie ma polecieć jeszcze tylko Bartosz Bednorz.

Jak oni polatają?

Wykaz podróży reprezentacji Polski w najbliższych trzech tygodniach wygląda tak:

Weekend pierwszy:

Warszawa - Paryż 1 386 km*
Paryż - Osaka 9 645

Weekend drugi:

Osaka - Tokio 385
Tokio - Chicago 10 163

Weeekend trzeci:
Chicago - Los Angeles 2 805 
Los Angeles - Melbourne 12 788

Powrót:
Melbourne - Dubaj 11 679
Dubaj - Warszawa 4 158

W sumie 53 009 km

*Odległości lotnicze podane za http://pl.thetimenow.com/distance-calculator.php

Komentarze (1)
Liga Narodów. Paryż, Osaka, Tokio, Chicago, Los Angeles, Melbourne, Dubaj - siatkarze zwiedzą lotniska. Szalone trzy tygodnie
Zaloguj się
  • starylechita

    0

    A ja bym podzielił Ligę Narodów na trzy fazy. Na każdym kontynencie osobny turniej dla miejscowych i tak; Ameryka Północna i Południowa wyłania dwie najlepsze reprezentacje jak też daleka Azja i Europa z Bliskim Wschodem,a tych najlepszych sześć zespołów w t.zw. Światowym turnieju walczyłoby o palmę pierwszeństwa.Taki Światowy turniej byłby organizowany co roku na innym kontynencie. Bo to co władze Światowej Federacji Siatkówki wymyślili w tym roku dla siatkarzy to nie horror a super głupota.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX