Sport.pl

Siatkówka. Andrea Anastasi: Nie chcę tracić czasu. Tegoroczne trofeum jest ważniejsze od tego z 2015 roku, bo obecnie nie jest nam łatwo

- Pamiętam pierwszą rozmowę z zawodnikami po przyjeździe do Gdańska. Powiedziałem, że chcę zbudować z nich zespół mimo tego, że pieniędzy w tym sezonie jest mniej - mówi Andrea Anastasi o trudnych początkach sezonu dla Trefla.
Radość siatkarzy Trefla Radość siatkarzy Trefla JAN RUSEK

150 tysięcy złotych za zwycięstwo w Pucharze Polski

W niedzielę Trefl Gdańsk pokonał Skrę w meczu finałowym Pucharu Polski we Wrocławiu. Siatkarze Andrei Anastasiego wygrali przekonująco, bo 3:0. Tym samym zespół powtórzył sukces z 2015 roku.

Klub, będący przed sezonem 2017/2018 w kłopotach finansowych po odejściu Lotosu, za zwycięstwo zainkasował 150 tysięcy złotych.

Andrea Anastasi Andrea Anastasi JAN RUSEK

W ostatnim czasie trochę pan posiwiał i schudł. Wiele kosztuje pana ten sezon i sukces, który Trefl Gdańsk osiągnął w Pucharze Polski.

Andrea Anastasi: - Będę szczery - w niedzielę nie było mi łatwo. To wszystko, co działo się w klubie od początku sezonu wymaga od nas poświęcenia mnóstwa energii.

Mam nadzieję, że sukces w Pucharze Polski przyczyni się do tego, że ktoś zauważy, że jesteśmy dobrymi kandydatami do inwestycji w kolejnych rozgrywkach, i że pojawi się sponsor, który zdecyduje się nas wesprzeć. W projekt Trefla Gdańsk wkładam dużo sił. Zdarzają nam się momenty zawahania, słabszej i lepszej formy. Mimo tego, że nie mamy stałości w dyspozycji, nie jesteśmy daleko od czołówki i to mnie cieszy.

Końcówka poprzedniego i początek tego roku były słabe - z ZAKSĄ zagraliśmy źle, ze Skrą nieźle, a z ONICO Warszawą dramatycznie. Ta ostatnia porażka stała się dla nas punktem granicznym, po którym musiało dojść do zmiany. Wprowadziliśmy je w drużynie, w przygotowaniu do meczu i taktyce. Mogę otwarcie przyznać, że ogromnie mi ulżyło, że to przyniosło rezultat.

Rozumiem pana punkt widzenia - jeśli poświęca się tak wiele, by wystartować w sezon i wesprzeć klub, to brak jakichkolwiek pozytywnych efektów może być miażdżący.

- Dokładnie tak. Jestem niesamowicie związany z miastem, klubem i kiedy widzę, że pojawia się jakiś problem, to od razu jestem gotowy do działania i zrobię wszystko, by go rozwiązać. Choć nie było do tej pory idealnie, to w końcu mojemu zespołowi udało się osiągnąć niezwykły rezultat. Mamma mia! Zapamiętam go na długo.

Mimo przedsezonowych zapewnień o płynności finansowej klubu m.in. dzięki akcji crowdfundingowej, doszły słuchy, że do końca rozgrywek pieniędzy może nie starczyć. Kwota 150 tysięcy za wygranie Pucharu Polski pojawiła się w waszych głowach, kiedy wychodziliście na wrocławskie boisko?

- Nie, nie była to nasza motywacja. W ostatnim czasie przyszedł do nas prezes klubu, by porozmawiać. Chciał wszystko wyjaśnić i powiedział, że Trefl Gdańsk ma wystarczająco pieniędzy, by pokryć koszta do końca sezonu. Czekamy na nowego sponsora, jednak bardzo wspiera nas miasto. Przekazano mi, że wszystko jest i będzie ok.

Trzy lata temu razem z drużyną z Gdańska sięgnęliście po zwycięstwo w Pucharze Polski. Który z dotychczasowych triumfów smakował lepiej - ten pierwszy, "debiutancki", czy też obecny - odniesiony w bardzo trudnym dla klubu czasie?

- Tegoroczny jest dla mnie znacznie ważniejszym triumfem. W moim pierwszym sezonie spędzonym w Gdańsku wszystko nam się układało - zaliczyliśmy passę dziewięciu zwycięstw z rzędu i nie mieliśmy większych problemów..

Teraz nie było nam łatwo. Niewielu ludzi myśli o tym, że brak funduszy nie był jedynym problemem na początku rozgrywek 2017/2018. Przede wszystkim Mateusz Mika wracał na boisko po skomplikowanym zabiegu i potrzebował sporo czasu, by zacząć dobrze grać. Nadal nie wszystko jest ok, ale w trudnych momentach niedzielnego meczu powiedział, że możemy na niego liczyć, i że będzie skakał nawet do najtrudniejszych piłek. Obiecał, że zrobi wszystko, by zamknąć sety z korzyścią dla nas. Podobnie było w przypadku Damiana Schulza...

Przyznał pan, że atakujący miał problemy w zgraniu się z rozgrywającym TJ-em Sandersem.

- Tak, miał pewne problemy i wcale tego nie ukrywał. Patrzenie jak wzrasta jest dla mnie niesamowite. Pamiętam, że wypatrzyłem go, kiedy grał jeszcze w I lidze i nie wszyscy wierzyli, że jest to zawodnik, który zagra kiedyś wielkie mecze. Rok po roku stawał się jednak coraz lepszy, a teraz jest jednym z najważniejszych graczy na swojej pozycji w Polsce.

Zawodnicy dorośli pod pana kierownictwem. Jednym z lepszych na to przykładów jest Fabian Majcherski.

- Nawet nie mam słów, by opisać, jak podoba mi się rozwój tego chłopaka. Wykonałem z nim sporo pracy indywidualnej, dając mu szansę nie tylko w PlusLidze. Chciałbym, by wyrósł na dojrzałego zawodnika, dlatego od czasu do czasu pokazywał się w siatkarskiej ekstraklasie. Tacy siatkarze jak on muszą dostawać okazje do gry. On ją otrzymał i wykorzystał.

Jesteście gotowi na to, że eksperci będą od teraz patrzeć na was jak na kandydatów do medalu PlusLigi?

- Nawet nie chcę o tym myśleć. Jestem niezwykle przejęty tym, że kolejny mecz w piątek zagramy w Katowicach. Wie pani dlaczego? Bo czeka nas kolejna długa podróż po Polsce i mało czasu na trening. Mam nadzieję, że wygrana w Pucharze Polski stanie się dla nas siłą, by grać lepiej i lepiej.

Mówi pan o tym tak łatwo, a to kolejna presja, z którą przyjedzie się wam zmierzyć.

- Radzę sobie z presją, bo sam nakładam na siebie gigantyczną. Cały czas chce być lepszym trenerem, a kiedy nie widzę poprawy u moich podopiecznych, to jestem na siebie zły. Nie jestem szkoleniowcem, który uważa, że za każdym razem gracze są winni złym decyzjom na boisku. To ja za nie odpowiadam, bo ja mam ich wyszkolić. Kiedy przegrywamy, jestem pierwszą osobą, która patrzy na siebie w lustrze i pyta "dlaczego".

Jak zmieniły pana ostatnie kłopoty Trefla jako trenera?

- Jeszcze bardziej nie chcę tracić czasu. Pamiętam pierwszą rozmowę z zawodnikami po przyjeździe do Gdańska. Powiedziałem, że chcę zbudować z nich zespół mimo tego, że pieniędzy w tym sezonie jest mniej.

Czuł pan choć przez moment, że traci czas?

- Nie, nigdy. Mam wiele motywacji, bardzo dużo pracuję i staram się polepszać swój warsztat. Podchodzę indywidualnie do graczy - jednego z nich zabrałem ostatnio na rozmowę w nieco luźniejszej atmosferze. Zapewnił mnie, że wie, że drużyna jest na właściwej ścieżce, i że ciężki trening popłaci. W końcu stało się to faktem.

W 2015 roku poza Pucharem wygraliście też srebro PlusLigi. Wierzy pan w to, że historia lubi się powtarzać?

- Historia lubi się powtarzać, ale inną rzeczą jest wygrać Puchar, a inną PlusLigę. Trefl nie jest zespołem pokoju ZAKSY czy Skry, który ma całą ławkę zawodników, z których może korzystać w każdym momencie. Na razie skupiam się więc na pozostaniu w szóstce rozgrywek. O innych nie myślę.

Więcej o:
Komentarze (5)
Siatkówka. Andrea Anastasi: Nie chcę tracić czasu. Tegoroczne trofeum jest ważniejsze od tego z 2015 roku, bo obecnie nie jest nam łatwo
Zaloguj się
  • zubur

    Oceniono 5 razy 5

    Cofnięcie sponsoringu przez Lotos to była zemsta na gdańszczanach, że nie głosują na PiS... Zapamiętamy!

  • Oceniono 3 razy 3

    Niestety boom siatkarski w Polsce się skończył. Liga robi się znów średnia, a sponsorzy nie garną się tak chętnie jak kiedyś. To samo przeżywaliśmy lata temu z koszykówką. Gdzie jest teraz polski kosz? Gdzieś. Za to budujemy tysiące kościołów i bezdomni darują auta Rydzykowi. Na szczęście tylko luksusowe, by nie było obciachu. Obrażamy się na cały świat i z dumą prężymy muskuły, podczas gdy w głowie pusto i wieje. Taka jest nasza cudowna Polska .

  • dert4

    Oceniono 3 razy -3

    wywiad nudny jak flaki z olejem.
    Same banały.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX