Jeszcze tylko jeden mecz - niedzielny finał (o godz. 15) - pozostał Danielowi Castellaniemu, żeby wybrać skład kadry na mistrzostwa Europy w Turcji. Z dnia na dzień wątpliwości jest coraz mniej. - Mam już tyle materiałów, że spokojnie jestem w stanie wystawić najsilniejszy skład, na jaki nas stać - mówi Argentyńczyk. - Tak będzie w niedzielę, bo chcemy ten turniej wygrać.
Wśród środkowych wizy tureckie mogą już kupować Daniel Pliński i Marcin Możdżonek, a o kolejne miejsce (miejsca!) rywalizują Piotr Nowakowski i Łukasz Kadziewicz. Pojawiły się jednak głosy, że szans nie stracił też 20-letni Karol Kłos, występujący w memoriale w drugiej reprezentacji.
Po spotkaniu z Chinami argentyński trener Polaków z pewnością wie niewiele więcej niż po czwartkowej wygranej z Hiszpanią. Powód jest jeden - przeciwnik nie zmusił naszej drużyny do wysiłku. Czwarta drużyna Azji, która tak dobrze spisywała się w Lidze Światowej, od początku grała bardzo słabo. Wygrała jednego seta, ale było to wynikiem fatalnej postawy polskich siatkarzy, w większości zmienników. Castellani zapłacił za to chrypą, bo tak głośno krzyczał na swoich podopiecznych.
W naszej drużynie wystąpili zawodnicy, którzy w czwartek albo grali mniej, albo wcale. Szansę dostali Grzegorz Łomacz i Łukasz Kadziewicz, których w spotkaniu przeciwko Hiszpanii nie było nawet w 14. Już po kilku akcjach widać było, że ten pierwszy nie wierzy w wyjazd. Z trzech pierwszych piłek, które wystawił do Daniela Plińskiego, dwie były całkowicie niecelne, a trzecią środkowy Skry skończył tylko dzięki swoim umiejętnościom. Paweł Woicki może więc już pakować walizki - to on będzie zmiennikiem Pawła Zagumnego. Kapitan biało-czerwonych narzeka uraz, dlatego nie znalazł się w kadrze. - Spięło go, ale to nic groźnego - tłumaczyli koledzy z drużyny. Selekcjoner nie wyklucza, że w niedzielę pojawi się na boisku.
W trzecim secie kontuzji pleców doznał za to Kadziewicz. Dopiero w sobotę okaże się, czy to coś poważnego. Selekcjoner nie powinien się jednak martwić, bo wśród środkowych mamy kłopot bogactwa.
Po raz pierwszy po kontuzji zagrał Marcin Wika. Dla niego był to bardzo ważny sprawdzian, bowiem Castellani wciąż zastanawia się, czy wciąć na mistrzostwa czterech, czy pięciu przyjmujących. Niestety, zawodnik Resovii jest daleki od swojej normalnej formy. Po trzecim secie, przegranym przez Polskę w fatalnym stylu, zszedł z boiska, ustępując miejsca Michałowi Ruciakowi. To otworzyło szansę przed Marcelem Gromadowskim. Jakub Jarosz i Piotr Gruszka nie muszą się martwić o miejsce w samolocie do Izmiru, ponieważ zawodnik Paris Volley gra gorzej od nich, lecz Castellani w nadzwyczajnej sytuacji bierze pod uwagę wariant z przesunięciem Gruszki na przyjęcie zagrywki.
Pozytywnych elementów w grze Polski było znacznie więcej niż minusów. Bo mimo nieobecności czterech etatowych do niedawna reprezentantów, Castellani na większości pozycji ma po dwóch czy trzech równorzędnych zawodników. Przeciwko Hiszpanii rewelacyjnie wypadł Bartosz Kurek, lider drużyny w ataku. W piątek zastąpił go Zbigniew Bartman, zdobywca 19 punktów. Poza tym Polacy pokazali charakter, podrywając się w czwartym secie, kiedy przegrywali 9:13. Zdobyli kolejno siedem punktów, przede wszystkim dzięki zagrywce Bartmana.
W sobotę Polska B zmierzy się z Serbią (15), a Hiszpania z Chinami (17). W niedzielę finał zaplanowany jest na godz. 15. - Po nim podam 14 na mistrzostwa Europy - zapowiedział Castellani.