Sport.pl

Po klęsce siatkarzy w ME. Polski węzeł trenerski

Kapitan rywali Todor Aleksiew niepowodzenie Polaków, którzy w barażu o ćwierćfinał przegrali wygrany mecz z Bułgarią, tłumaczył przerwą po drugim secie. Według niego wybiła ich z uderzenia, uniemożliwiła to, o czym wspominał mistrz olimpijski z Montrealu Ryszard Bosek - ?zamiast nadepnąć na rurkę z tlenem, pozwolili Bułgarom oddychać?. To jedyna dłuższa przerwa, w siatkówce wręcz nienaturalna, bo obie drużyny schodzą do szatni.
Akurat Polacy do wyrwy w grze jednak przywykli. Japończycy wymyślili ją, by w telewizyjnej transmisji upchnąć więcej reklam, a my przejęliśmy, gdy obłędną popularność zyskała Liga Światowa. I nasza reprezentacja od dawna po drugim secie znika w szatni na sześć minut. Hipoteza Aleksiewa brzmi wątpliwie, w każdym razie nie zdołamy jej zweryfikować, ale posiada nośność symboliczną. Przerwę zrodziły wymogi komercyjne, a nam coraz częściej powinno przemykać przez głowę, że rozbuchane organizacyjno-marketingowe opakowanie siatkówki okrywa stosunkowo wątłą zawartość merytoryczną.

Owszem, ta dyscyplina wykonała niekwestionowany sportowy postęp, zwłaszcza jeśli wspomnieć ponure lata 90. Czy jednak ostatnio dorównuje on rozmachem rozwojowi widowiskowo-finansowej nadbudowy? Czy jedyny kraj na kontynencie, w którym nie brakuje jej niczego, nie powinien zrewidować perspektyw i oczekiwać, że reprezentacja będzie

kolekcjonowała medale bez wytchnienia?

Że jeśli turniej nie wyjdzie, to na miarę sąsiedztwa pod podium, a nie miejsc 9.-12.? Anastasi rozpoczął pracę z naszą kadrą właśnie tak, jakby zamierzał wynieść ją na wyższy poziom. Od ery sukcesów incydentalnych przeprowadzić do ery masowego wygrywania. Wziął brąz LŚ, brąz ME, srebro Pucharu Świata, złoto LŚ. Imponujące, czterech medalowych imprez z rzędu nie przeżyli nawet bohaterowie Wagnera.

Być może dlatego włoski selekcjoner dostał od szefów PZPS najwięcej szans. Trwał na stanowisku mimo marnych wyników, symptomów utraty kontroli nad drużyną, postępującej niechęci konsultowania się z kimkolwiek poza samym sobą. Ci, którzy mieli dostęp do wyników badań fizjologicznych przeprowadzonych przed igrzyskami, mówią, że jasno z nich wynikało, iż siatkarze polecieli na londyński turniej przetrenowani. Trenerzy i działacze odpowiedzialni za kwestie sportowe opowiadają też, że wraz z upływem czasu Anastasi coraz rzadziej cokolwiek wyjaśniał, zbywając pytania przypomnieniem, że jako jedyny trener zdobył medale ME z trzema różnymi reprezentacjami. I wykrzykiwanymi zapewnieniami, że nad wszystkim panuje.

Fakty temu przeczyły. Zwłaszcza te najnowsze. Grzegorz Bociek, który wspaniale zbijał w barażu Bułgarów, spadł mu z nieba - wczoraj nie mieścił się w bardzo szerokiej, 22-osobowej kadrze, dziś miał prowadzić ofensywę w meczu o życie. Niewiele bardziej doświadczony Fabian Drzyzga nie mógł wypolerować wystaw do kolegów, bo zastygł wśród rezerwowych, czyniąc coraz częściej drętwiejącego w krytycznych chwilach Łukasza Żygadłę najbardziej samotnym rozgrywającym świata. W ogóle cała drużyna wyglądała na rozchwianą, po raz pierwszy ujrzeliśmy w reprezentacji kaleczącego seriami odbiór serwisu Michała Winiarskiego.

Mecz z Bułgarami wypadł wręcz znakomicie, jeśli pomyśleć, że w przededniu zdawało się nierealne, że Polacy w ogóle zdołają wznieść się na szczytowy poziom gry. Niestety, kto wznosi się raz w roku, musi liczyć się z ryzykiem, że i tak nie da rady.

Kiedy działacze podejmowali decyzje o rozstaniach z poprzednimi zagranicznymi trenerami, były wątpliwości. Raul Lozano skłócił się ze środowiskiem (z winy obu stron) i współpraca stawała się nie do zniesienia, ale na pożegnalny turniej - olimpijski - gdzie milimetry dzieliły Polaków od pierwszego od 28 lat półfinału, przygotował drużynę dobrze. Daniel Castellani podpisał klęskę na mundialu w 2010 r., ale posadę stracił zaskakująco szybko - to była jego pierwsza wpadka, odebrano mu prawo do jakiegokolwiek błędu. Anastasi właściwie

nie pozostawił zwierzchnikom alternatywy.

Przerżnął trzy kolejne turnieje. W szokującym stylu. Na igrzyskach Polacy ulegli nawet Australii. Ligę Światową skończyli na 11. miejscu, najniższym od 1998 r. Na mistrzostwach Europy jedyne zwycięstwa odnieśli - po nielekkich przeprawach - nad Turcją i Słowacją. To seria ciosów, jakiej nasza siatkówka pod obcymi selekcjonerami nie przyjęła. Zaufanie zawodników do szefa poważnie naruszyła już klapa londyńska, potem ochłodzenie w jego relacjach z działaczami zaczęło przechodzić w zlodowacenie. I zwolenników nierozwiązywania wygasającego po przyszłorocznym mundialu kontraktu nie ma.

Co dalej? Włoska szkoła trzyma się mocno, jej absolwenci nadal projektują współczesną siatkówkę. Na trwającym turnieju Italię reprezentują czterej selekcjonerzy - Anastasi, Camillo Placi od Bułgarów, Emanuele Zanini od Turków oraz kierujący rodakami Mauro Berruto. A jeśli zajrzymy głębiej, to u Rosjan, Finów, Holendrów i Słoweńców odkryjemy importowanych z Półwyspu Apenińskiego drugich trenerów. Czyli połowa finalistów ME czerpie z włoskiego know-how.

Co nie oznacza, że i nasza reprezentacja utrzyma kierunek. Po głowach działaczy krążą najrozmaitsze opcje - od Kanadyjczyka Glenna Hoaga, zasłużonego w Lidze Mistrzów z klubami o ograniczonym potencjale, po kandydatury ze Wschodu (mistrz olimpijski z Londynu Władimir Alekno). Sytuacja jest skomplikowana. Na rynku płytko, a cały świat zdaje sobie sprawę, iż organizujący za rok mundial Polacy znaleźli się w potrzebie, co podnosi żądania finansowe. Dlatego całkiem wykluczyć nie wolno nawet pozostawienia Anastasiego, który po wypadzie do Włoch w przyszłym tygodniu ma przekonywać do siebie w PZPS (on sam nie uważa, by musiał przekonywać). Gdyby ocalał, to nie dlatego, że jego przełożeni chcą, lecz dlatego, że muszą. Trenerski węzeł gordyjski, tyle że byle tasakiem go nie rozetniemy.

Szefowie siatkówki tym razem zarzucają myślenie o dłuższej perspektywie, jak przy zatrudnianiu Lozano, Castellaniego i Anastasiego. Przeciwnie, niebezpiecznie bliski cel trzeba osiągnąć za wszelką cenę i wszelkimi dostępnymi siłami, być może po ponownym zaciągnięciu do reprezentacji notorycznie niesubordynowanego atakującego Mariusza Wlazłego oraz pomnikowego rozgrywającego Pawła Zagumnego, z obecnym selekcjonerem żyjących źle lub średnio. Niezbędna jest totalna mobilizacja, entuzjastyczna współpraca wszystkich ze wszystkimi, sterylnie czyste powietrze w szatni. Klęska na mundialu w Polsce byłaby klęską śmiertelnie bolesną, więc już dziś wiadomo, że siatkarze zderzą się na nim z jednym ze swoich najgroźniejszych rywali - potworną presją.



Więcej o:
Komentarze (31)
Po klęsce siatkarzy w ME. Polski węzeł trenerski
Zaloguj się
  • lukasz.kowalczuk

    Oceniono 76 razy 64

    Czy nowemu trenerowi starczy czasu ??? Alekno, Hugh McCutcheon, Glen Hoag czy nawet takie nazwiska zbudują ekpię na medal w kilka miesięcy ??? Sytuacja jest ciężka bo żaden wybór nie jest do końca racjonalny. Dlaczego?

    Racjonalność zniknęłą gdy PZPS przedłużuł kontrakt z AA już po LŚ 2012 (zachłyśnięcie się wynikiem, brak konsekwencji, miękka postawa negocjacyjna) zamiat jak wcześniej było sygnowane poczekać na DOCELOWY i wyczekiwany jak cholera występ na IO w Londynie. Na Medal. Tym samym zniknęła Londyńska "gilotyna" (która już wtedy mogła ew. wyłonić nowego trenera) co mogło mieć wpływ na serię porażek której byliśmy świadkami.

  • majkel33

    Oceniono 43 razy 35

    A w mojej ocenie zabrakło tej kadrze zawodnika z jajami... takiego jak Gruszka, Igła czy Guma, który w najtrudniejszym momencie nie zepsuje piłki tylko wystawi właśnie najlepszą... Anastasi wywalił wszystkie co silniejsze charaktery z kadry... szkoda. Ja bym chciał, żeby Anastasi został ale żeby wrócili Igła, Guma i Wlazły :) Może by coś z tego było :) Boję się, że jedyna droga do ich powrotu to rezygnacja z Anastasiego, który wypowiada się strasznie buńczucznie...

  • arab-z-bajki

    Oceniono 30 razy 30

    Ta idiotyczna przerwa jest wymysłem polskich telewizji dla celów reklamowych. I własnie tym sposobem siatkowka traci widzów a głupich i bezsensownych reklam ludzie mają szczerze dosyć.

  • pendrakwielki

    Oceniono 40 razy 24

    I trzeba się zgodzić z opinią A leksiejewa. Chytrość nie popłaca. Zgubiły ich reklamy, wybiły z rytmu.
    I co z tych reklam? A największą reklamą byłaby wygrana Polski.

  • stasieczek5

    Oceniono 29 razy 21

    Oczywiście, że kibicuję biało-czerwonym.
    Oczywiście, ze chcę aby byli najlepsi.
    Ale zwróciłem uwage na drobny fakt (z tekstu artykułu):
    Cztery medalowe imprezy z rzędu. ALE JAKIE !
    brąz i zloto - Liga Światowa
    srebro - Puchar Świata
    brąz - Mistrzostwo Europy
    Przecież to, RAPTEM, jeden medal mistrzostw Europy a reszta, z całym szacunkiem, imprezy komercyjne !
    Gdzie medale olimpijskie, mistrzostw świata ?
    Zaraz sie dowiem , że się czepiam. Ale przyznajmy się do tego, że rozdmuchaliśmy nasze nadzieje medalowe do absurdu, mamy wspaniała publiczność (ale ona nie gra !). pieknie organizujemy imprezy, bardzo interesującą ligę z ogromną ilością obcokrajowców, których udział, niestety, przysłania faktyczny potencjał reprezentacji.
    Trzeba pracę zacząć od nowa ale z pokorą, mniejszym zadęciem. Może się uda...

  • matitalolo

    Oceniono 21 razy 15

    Od dawna wiadomo, że w biznesie zwanym sportem, kasa jest najważniejsza. I tylko kasa się liczy.

  • teacher

    Oceniono 18 razy 10

    W w sportach zespołowych (ale nie tylko) wiele rzeczy nam się udaje, ale - esencjonalnie rzecz ujmując - jesteśmy słabi i gdy tylko ktoś potrafi się nam postawić i zyska choćby chwilową przewagę, natychmiast tracimy udawane poczucie pewności i przypominamy sobie, że zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy słabi. Taką mamy mentalność, mentalność ludzi słabych, miękkich, mentalność "loserów", którzy czasami coś tam ugrają, pokażą się na jakiejś imprezie, ale w ostatnim akcie przypominają sobie, że zwycięstwo nie jest dla nich, że zgodnie ze "scenariuszem" muszą ponieść porażkę. Такова судьба.

  • kitefan

    Oceniono 6 razy 6

    Chodzi o to ze trener przestal miec motywujacy wplyw na druzyne. Ewidentnie widac ze jest dokladnie tak samo za kazdym razem. Nasza reprezentacja jest jak rozkapryszony chlopak ktory szuka dziewczyny. Jak ja znajduje sa motyle w brzuchu-mistrzostwa ale milosc a wlasciwie zauroczenie szybko mija-pojawia sie nuda. Wszystko cignie przyzwyczajenie w tym przypadku nazwijmy to profesjonalizmem. Ale prawdy nie oszukasz. Wielkiej chemii w tym nie ma. Spojrzenie na odrobine atrkcyjniejsza czy psychicznie czy fizycznie rozstraja przerdzewialy juz uklad doszczetnie. Taka moja teoria jest.

  • spectator_zm

    Oceniono 5 razy 5

    Ostatnie zmianytrenerów podziałały bardzo ożywczo na naszą reprezentację. Można nawet ze zdumieniem stwierdzić, że sukcesy dostali jakby awansem, jakby na kredyt, którego nie spłacali, przez co musieli kończyć w niesławie. Innymi słowy zamiast ciężkiej pracy na początku przygody z kadrą i systematycznym podnoszeniu poziomu, od razu sukces a później już tylko gorzej. Trzeba przyznać, że to fascynujące zjawisko socjologiczne. Na tej podstawie można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że nowy trener też zacznie od sukcesów, co w perspektywie przyszłorocznego mundialu byłoby wielce pożądane. Musi to być jednak znów trener z najwyższej półki, bo to przedziwne zjawisko wydaje się być nierozerwalnie z tym związane.
    Kto to będzie jeszcze nie wiemy, moim idealnym kandydatem jest Hugh McCutcheon i coś mi się zdaje, że onumiałby znaleźć odpowiedź na tozadziwiające zjawisko...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX