Wszystkie serwisy

Marco Bonitta o konflikcie ze Złotkami: Kilka osób poza zespołem

Rozmawiał Przemysław Iwańczyk
04.07.2008 , aktualizacja: 04.07.2008 18:48
A A A Drukuj
Fot. Itsuo Inouye AP
34 dni przed igrzyskami Polki przegrywają mecz za meczem, a zamiast znakomitej atmosfery są nieporozumienia i kłótnie. - Nie wiem, co się dzieje. Rozumiem tylko, że w Polsce twardy trener nie jest akceptowany - mówi w wywiadzie dla Gazety Wyborczej i Sport.pl włoski selekcjoner reprezentacji siatkarek Marco Bonitta.
Polki, które występują bez najlepszych zawodniczek, przegrały wczoraj z USA (1:3) siódmy mecz z rzędu w World Grand Prix. Dziś i jutro ostatnie spotkania - z Włoszkami i Turcją. W poniedziałek reprezentacja wraca do Polski, gdzie rozpocznie w Szczyrku przygotowania do igrzysk.

Przemysław Iwańczyk: Co się dzieje?

Marco Bonitta: Naprawdę nie wiem. Mam wrażenie, że kilka osób jest poza reprezentacją, choć do niej należą, i niektóre sytuacje są niejasne. Skąd się to wzięło? Na zgrupowaniu w Szczyrku podjąłem bardzo trudną i poważną decyzję o odsunięciu trzech siatkarek, które nie przyszły na kolację. Wszyscy powinni jednak wiedzieć, że to wynik nieporozumienia. Po fakcie okazało się, że zostałem źle poinformowany przez menedżera kadry, który nie mówi ani po angielsku, ani po włosku i stąd moja reakcja. Pomijając nawet ten incydent, nie wszystko wygląda, jak należy i ja o tym wiem. Wiem też, że należy zmienić kilka rzeczy, by do nieporozumień już nie dochodziło. Chcę mieć współpracownika, z którym podyskutuję twarzą w twarz i mam nadzieję, że będzie nim Wojciech Czayka, który został nowym menedżerem.

Kto jest poza zespołem?

- Kilka osób. Także dlatego, że trenowaliśmy ostatnio w dwóch grupach - jedna we Wrocławiu przed Grand Prix, druga - w Miliczu. Ale zapewniam: wszystko pozostaje pod moją kontrolą. Moim celem jest, by drużyna była zamkniętą grupą, z której nic nie wypływa. I ta grupa ma przygotowywać się do igrzysk w Pekinie. Popracujemy nad atmosferą, kiedy już będziemy wszyscy razem.

Nie ma pan wrażenia, że po aferze w Szczyrku zespół się podzielił?

- Być może, choć czasem jest naprawdę normalnie i tworzymy jedną silną grupę mówiącą tym samym językiem. Tak powinno być zawsze, bo przecież przed nami igrzyska, na które Polska czekała 40 lat. Zostało nam nieco ponad miesiąc, nie powinniśmy myśleć o podziałach w kadrze, tylko o meczach.

We Wrocławiu pokłócił się pan z Katarzyną Skorupą. Wszystko zostało już wyjaśnione?

- Relacje między nami są trudne. Ale to ja jestem trenerem i jako szef mam prawo oczekiwać, że siatkarka będzie wykonywać moje polecenia. Nie dlatego, że mi się tak wydaje, tylko po to, by wygrać mecz. Rolą zawodniczki jest samemu podejmować decyzje na boisku, ale czasami również zrobić to, czego chce trener. Kasi trudno było to zrozumieć i zagrała coś zupełnie innego od tego, o co ją prosiłem. Przegraliśmy przez to z Tajlandią. Nie wiem, czy Kasia zawsze się tak zachowuje, ale nie chcę, by zdarzyło się coś takiego raz jeszcze. Nie będę tego akceptował.

Skorupa pojedzie na igrzyska?

- Nie wiem. Mam jeszcze trochę czasu, by wytypować dwunastkę.

Skorupa czy Milena Sadurek - kto jest pierwszą rozgrywającą? Może to jest powód nieporozumień?

- W piłce nożnej trener stawia na bramkarza, którego wskazuje jako numer jeden. Tak, by miał czystą głowę, by wiedział, że nie broni tylko do pierwszego błędu. Dla mnie od początku pierwszą rozgrywającą jest Milena. Kasia dołączyła do nas na styczniowy turniej w Halle, grała tam od czasu do czasu, pomogła nam, ale musi pokazać coś więcej niż Sadurek, by wejść do szóstki. Jestem otwarty na każdą zawodniczkę, ale muszę zobaczyć, że jest lepsza od poprzedniej, by zasłużyła na grę.

We Wrocławiu siatkarki mówiły, że potraktował pan je zbyt ostro.

- Bo byłem bardzo wk... I miałem prawo, bo drużyna, a właściwie jedna zawodniczka, nie zrobiła w trakcie meczu tego, o co prosiłem. W szatni możemy oczywiście dyskutować, jaka taktyka jest dobra, ale na boisku gra się dla zespołu, nie dla siebie.

W szatni powiedział pan: komu się nie podoba, proszę wyjść.

- Tak. Dodając - co jeszcze raz powtórzę - że albo gra się dla siebie, albo dla drużyny.

Siatkarki coraz częściej wspominają pana burzliwe rozstanie z reprezentacją Włoch - po buncie drużyny.

- A skąd one mogą wiedzieć, jaka tam była atmosfera?

W Polsce jest dobra? Nie ma pan wrogów?

- Nie wiem, choć pewnie nie wszyscy są moimi przyjaciółmi. Rozmawiam z prezesem PZPS i nie czuję, by był przeciwko mnie.

Pytam, bo czytałem artykuł o pana zwolnieniu jeszcze przed igrzyskami.

- Chcą zerwać kontrakt? A to ciekawe.

Chciałby pan pracować w Polsce po igrzyskach?

- Myślę, że będzie to bardzo trudne. Zrozumiałem, że tutaj twardy trener nie jest akceptowany. Nie wiem dlaczego, bo przecież taka praca przynosi efekty - po 40 latach uzyskaliśmy awans na igrzyska.

Trudno się u nas pracuje?

- Teraz wiem, że naprawdę bardzo, bardzo trudno.

Lubisz Siatkówkę?

Najnowsze informacje Ekskluzywne zdjęcia prosto na Twojego Facebooka

Podziel się