Siatkarze wrócili do Polski zmęczeni, ale kilka najbliższych dni spędzonych w ojczyźnie powinno pozwolić im wrócić do normalności. - Zmęczenie jest, ale bardziej zmianami czasu, bo spałem po cztery, pięć godzin i nie było kiedy się zregenerować. Przyjechałem do Spały i tu na pewno sobie odrobię - mówi z uśmiechem Grzyb.
Jak zwycięstwa z Wenezuelą wpłyną na postawię „biało-czerwonych” już w najbliższą sobotę? - Poczuliśmy się pewnie, zwycięstwo podniosło nas na duchu. Wierzę, że sprawi to, iż nasze potyczki z Brazylią będą bardziej wyrównane i będą lepiej wyglądały niż te na ich terenie - ocenia młody atakujący. Co więc trzeba będzie poprawić w grze, by te słowa stały się prorocze? - Brazylia gra bardzo dobrze. Są konsekwentni, wykorzystują wszystkie sytuacje nadarzające się w kontratakach. W pierwszym spotkaniu pokazaliśmy, że potrafimy wygrać seta. Musimy zagrać dokładnie tak jak w tej partii - podkreśla środkowy.
Niezaprzeczalnym argumentem przeważającym na korzyść Polaków jest fakt, iż kolejne spotkania zagrają przed własna publicznością. - Cztery razy graliśmy przed ogromną publicznością, ale zawsze na wyjeździe. Ta publika była przeciwko nam - wspomina Jarosz. - Teraz będzie za nami. Mam nadzieję, że jeszcze bardziej poniesie nas to do zwycięstwa. Doda nam nowych sił - spekuluje Kuba.
Czego więc Polscy kibice mogą spodziewać się po najbliższych meczach? Awans do turnieju finałowego może być bardzo trudny, w opiniach wielu specjalistów wręcz nieosiągalny. Siatkarze nie spuszczają jednak głów i deklarują walkę do upadłego. - Mocno w to wierzę, że jesteśmy w stanie nie tylko powalczyć, ale i wygrać z Brazylią. Biorąc pod uwagę skład, w którym oni aktualnie występują wydaje mi się, że jeśli zagramy bardzo dobre spotkanie, to jesteśmy w stanie odnieść zwycięstwo - odważnie obiecuje Jakub Jarosz. - Mierzymy jak najwyżej. Mamy nadzieję, że wygramy te spotkania, a potem zobaczymy. Może nawet uda nam się wyjść z grupy z pierwszego miejsca. Trzeba sobie stawiać cele wysoko, ale po kolei i powoli. Na razie najbliższy mecz i później stopniowo każdy następny - kończy zawodnik.