Przed dwumeczem z Brazylią wiadomo było, że odmłodzonej kadrze trenera Castellaniego trudno będzie z Sao Paulo wywieźć punkty. Wszyscy liczyli jednak na to, że "biało - czerwoni" postawią gospodarzom trudne do przejścia warunki i powalczą z nimi, jak równy z równym.
- Brazylijczycy w sobotę mieli bardzo niepewny początek - przyznaje Witold Roman, menadżer reprezentacji Polski. - Nie zapominajmy jednak, że to nowa drużyna, która nie startowała jeszcze w takim składzie w Lidze Światowej, chociaż część ich zawodników jest już doświadczona, Nie usprawiedliwia to bynajmniej naszych chłopaków, którzy wczoraj niestety nie zagrali dobrze. A już na pewno nie tak, jakbyśmy się tego po nich spodziewali - dodaje Roman.
- Cóż mogę powiedzieć? Brazylijczycy na dzień dzisiejszy są dla nas po prostu za mocni. Próbowaliśmy walczyć, ale nie udało nam się, co zresztą wszyscy mieli okazję zobaczyć - mówił tuż po niedzielnym meczu Krzysztof Stelmach. - Po sobotnim "przetarciu" mieliśmy nadzieję, że w niedzielę zaprezentujemy się lepiej, ale niestety. Zagraliśmy przede wszystkim bardzo słabo w ataku. Oni grali agresywnie, a my zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy atakowali na pół gwizdka.
Co jednak było tego przyczyną? Stres? Zdenerwowanie? Presja? Zbyt wielka chęć pokazania się przed kibicami w kraju? Jak słusznie zauważa Witold Roman, porównując oba mierzące się ze sobą w ostatni weekend składy, powinniśmy spojrzeć na to, kto gra po jednej i drugiej stronie siatki.
- W czym "przebierają", mówiąc kolokwialnie, Brazylijczycy, a w czym my? - pyta Roman. - Visotto to zawodnik, który gra w pierwszej szóstce w zespole, który w tym roku wygrał Ligę Mistrzów. Z drugiej strony mamy Jarosza, który nawet nie jest zawodnikiem szóstkowym w swoim klubie. Podobna sytuacja jest z Kurkiem, a po drugiej stronie siatki na jego pozycji jest Murilo, który już wcześniej występował w podstawowym składzie reprezentacji Brazylii.
- W przyjęciu mamy też Bąkiewicza, ale on sam o sobie mówi "ekskluzywny rezerwowy". Bardzo lubię tego zawodnika i chciałbym, żeby grał jak najdłużej, ale tak naprawdę w miejscach, do których trafia, zawsze jest ktoś lepszy od niego - dodaje. - Taka sama sytuacja jest z rozgrywającymi. Bruno gra w lidze brazylijskiej, a w swoim zespole występuje w pierwszym składzie. A my na rozegraniu mamy Łomacza i Woickiego - obaj przez ostatni sezon byli drugimi rozgrywającymi w swoich klubach.