Kto obstawiał taki wynik mógł dobrze zarobić. Za jedną złotówkę postawiona na wygraną MKS można było wygrać aż pięć! - Ale numer! Ale jestem szczęśliwa! Jaki był nasz sposób na Muszynę? Zostawiłyśmy serce na parkiecie - cieszyła się Magdalena Sadowska, atakująca drużyny z Dąbrowy Górniczej.
Już pierwsze piłki wskazywały, że mistrzynie Polski z Muszyny mogą przeżyć w Dąbrowie koszmarny wieczór. Piłka, która opuszczała dłonie zawodniczek MKS-u po stronie Musznianki zamieniała się w gorącego kartofla, który parzył ręce rywalek i odskakiwał w każdą stronę. - Pogoniłyśmy je zagrywką. Nie były w stanie nam zagrozić - podkreślała Sadowska.
W drużynie MKS-u nie było słabego punktu. Cuda wyczyniała Krystyna Tkaczewska, która podbijała takie piłki jakby urodziła się w Japonii, bo to właśnie malutkie Azjatki słyną z najbardziej spektakularnych obron. - Jestem z Sosnowca. Proszę spojrzeć, o tam na trybunie stoi moja siostra bliźniaczka Jadzia. Też grała w siatkówkę, ale skończyła z powodu problemów z kolanem - uśmiechała się Tkaczewska, libero zespołu gospodarzy.
Siatkarki MKS-u nawet na chwilę nie straciły wiary, że mogą ograć rywalki bez straty seta. Gdy w drugiej odsłonie dąbrowianki w jednej akcji podbiły trzy piłki z których każda była trudniejsza niż zdobycie Mont Everestu trener Bogdan Serwiński zerwał się jak oparzony z trenerskiego krzesła i bezradnie wodził wzrokiem po zawodniczkach z Muszyny.
Największą próbą sił była końcówka drugiego seta. Muszynianka prowadziła już 24:21! Po tym, gdy błąd nieczystego odbicia piłka popełniła Tkaczewska. Wydawało się, że już nic nie uratuje MKS-u. - Ale wymyśliłam... Zamiast grać dołem siliłam się na wystawę palcami. Super, że dziewczyny pomogły i ten set jednak padł naszym łupem - dodała Tkaczewska.
Bo to właśnie zespół, świetnie rozumiejący się siatkarski organizm okazał się lepszy od naszpikowanej gwiazdami Muszynianki. - Dziewczyny nie mogły mi zrobić lepszego prezentu - uśmiechała się Magdalena Śliwa - rozgrywająca MKS-u, która we wtorek skończyła 40 lat. Co tam wiek! Śliwa była najlepsza na parkiecie. - To zimny prysznic na nasze głowy. Dąbrowa zagrała świetnie - chwaliła Aleksandra Jagieło, kapitan Muszynianki.
- Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka... W niedawnym meczu z Bydgoszczą były takie momenty, że uwierzyłem, że jesteśmy w stanie odwrócić losy nawet najtrudniejszej potyczki. Dziś się nie udało, bo gdy my przyciskaliśmy to Dąbrowa grała jeszcze lepiej - podkreślał Serwiński.
- Jestem tak szczęśliwy, że nawet nie wiem co powiedzieć - komentował Waldemar Kawka, trener MKS-u. Zaraz po meczu do zawodniczek z Dąbrowy nie dochodziło, że sa nowym liderem rozgrywek. - Naprawdę? No to radość jest podwójna - śmiała się Sadowska.
Enion Energia MKS Dąbrowa Górnicza - Muszynianka 3:0 (25:17, 27:25, 25:17)
MKS: Liniarska, Sadowska, Szczurek, Sieczka, Tkaczewska (l), Śliwa, Gajgał oraz Walawender
Muszynianka: Bełcik, Zenik (l), Bednarek-Kasza, Mirek, Pycia, Żebrowska, Jagieło oraz Witczak, Śrutowska, Solipiwko, Pykosz, Skowrońska
Widzów: 2500.
W innym spotkaniu Centrostal Bydgoszcz przegrał z BKS-em Aluprof Bielsko-Biała 2:3 (27:25, 25:19, 24:26, 10:25, 10:15). W tabeli prowadzi Dąbrowa Górnicza z 13 pkt, BKS jest trzeci z 11 pkt.