Sport.pl

Siatkówka. Polacy znów zasadzają się na Brazylię

W meczu o punkty nasi siatkarze nie pokonali jej od 2002 roku. W środę i czwartek w katowickim Spodku zagrają z mistrzami świata na zakończenie rundy grupowej Ligi Światowej. Relacje na żywo na Sport.pl.
Bilety sprzedały się na pniu, biało-czerwonych dopingować będzie 11-tysięczna publiczność. Rywale uznawani za siatkarską drużynę wszech czasów - z charyzmatycznym trenerem Bernardo Rezende, legendarnym kapitanem drużyny Gibą oraz najlepszym siatkarzem świata Murilo Endresem - na naszego kibica zawsze działali jak magnes. - Polacy nas uwielbiają. Mam stąd same dobre wspomnienia - podkreśla Giba, symbol sukcesów kadry Rezende. 52-letni szkoleniowiec prowadzi tę fenomenalną kadrę od 2001 roku. Zdobył z nią wszystko. - Mierzymy się nie z jedną z najlepszych drużyn na świecie, ale po prostu z najlepszą - mówi trener Polaków Andrea Anastasi.

Oba mecze mają większe znaczenie dla Brazylijczyków. Nasza reprezentacja jako gospodarz ma zagwarantowany udział w turnieju finałowym LŚ (6-10 lipca w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu). Awans uzyskają po dwie najlepsze drużyny z czterech grup. Jeśli Polacy zajmą w swojej trzecie miejsce (zajmują drugie), wicelider z najgorszym bilansem do Trójmiasta nie pojedzie.

Brazylijczycy prowadzą w tabeli (24 punkty, Polska i USA po 18), ale do bycia pewnym awansu potrzebują punktu, czyli porażki 2:3. Jeśli Polacy wygrają dwukrotnie do zera, a Stany Zjednoczone w takim samym stosunku uporają się ze słabeuszem grupy Portoryko, "Canarinhos" przedwcześnie wrócą do ojczyzny.

Dla Polaków ma to być przede wszystkim doskonała próba przed turniejem finałowym. Ale i szansa na poprawienie niekorzystnego bilansu meczów z supermocarstwem. Na 24 oficjalne starcia z Brazylią Polacy wygrali tylko cztery. Ostatni raz w 2002 roku - właśnie w Spodku, w fazie grupowej LŚ.

W tegorocznych meczach wyjazdowych byli blisko hegemona: sześć z siedmiu setów skończyło się na przewagi.

Brazylijczycy przylecieli do Katowic z USA, gdzie grali w poprzedniej kolejce. - Jesteśmy zmęczeni, ale to chleb powszedni w LŚ - nie szuka usprawiedliwienia Giba. - Łatwo nie będzie. Oglądam mecze Polaków i widzę, że stają się coraz lepsi w elementach, z którymi mieli wcześniej problemy - zachwala brazylijski szkoleniowiec, który z powodu kontuzji atakującego Leandro Vissotto w trybie awaryjnym musiał powołać Wallace'a Martinsa.

Więcej o: