Sport.pl

Siatkówka. Kadziewicz: Nigdy nie kierowałem się tym, kto da więcej

To jego kolejny sezon w SuperLidze i jak sam mówi - powodów do narzekania brak, wręcz przeciwnie - jest mnóstwo pozytywów. O nowym klubie, rosyjskich realiach i grze w dalekim Surgucie, w rozmowie z Reprezentacja.net, opowiada jedyny Polak grający aktualnie w Rosji, Łukasz Kadziewicz.
Reprezentacja.net: Po kilku latach przerwy po raz kolejny znalazł się Pan w Surgucie. Jak wyglądają teraz realia w tym klubie i jak Pan się czuje w tym "starym-nowym" środowisku?

Łukasz Kadziewicz: W Surgucie byłem sześć lat temu, a to jest spory kawał czasu. To są dwa, zupełnie inne zespoły. Zawodnicy, z którymi grałem, powoli zamieniają się rolami i zaczynają swoją pracę jako trenerzy w różnych drużynach czy rosyjskich reprezentacjach różnych kategorii wiekowych. Teraz jest nowy, bardzo młody skład i cieszę się, że tu jestem, że zostałem w Rosji i że mogę grać w takiej lidze. Zobaczymy jak to się dalej potoczy.

To nie jest Pana pierwszy sezon w Rosji. Czy w związku z tym jest Pan już traktowany jak, mówiąc kolokwialnie, swój człowiek?

- Przyznam się szczerze, że ostatnio mieliśmy słabszy okres w swoich występach i nawet pan prezes, osoba bardzo charyzmatyczna i wybuchowa, miał do mnie dość dużo pretensji o to, że nie chciałby, żebym ja czuł się w tym klubie jak obcokrajowiec. Nie chciałby, żebym się zachowywał jak obcokrajowiec. Nikt tutaj nie traktuje mnie jak obcokrajowca. Jestem zawodnikiem, który nie pierwszy rok gra w tej lidze i w tym klubie, i jestem tu odbierany jak swój, może nie jak Rosjanin, ale człowiek, który jest blisko nich. Wszystkie problemy klubu, drużyny są też moimi problemami. Nie przyjechałem tutaj, na Wschód, tak jak część obcokrajowców - żeby dobrze zarobić. To jest moje miejsce. Ja się tutaj czuję - nie powiem, że jak w domu - ale na pewno nie odliczam dni do końca. To jest pewien etap mojego sportowego życia, który spędzam akurat tutaj, w tym miejscu.

Jak wiadomo Gazprom Surgut w ubiegłym sezonie miał problemy finansowe. Czy teraz, w tej kwestii jest już wszystko w porządku?

- Ja mogę powiedzieć, że po przyjeździe tutaj rozmawiałem z zawodnikami. Wiem, że kontrakty z zeszłego roku są wypłacone całe. Rozmawiałem z prezesem, który nie oszukiwał mnie, jaki jest stan finansowy klubu. Po prostu gram, a sprawy finansowe będą regulowane po Nowym Roku. Ufam temu człowiekowi, ufam też sobie, swojemu sportowemu poziomowi i wiem, że to jest mój zawód. Muszę grać jak najlepiej, to jest mój zawód i liczę na to, że kiedy po ostatnim meczu będę wracał do domu mój kontrakt będzie uregulowany. Nigdy, jako zawodnik nie kierowałem się tym, że pójdę tam, gdzie ktoś da mi najwięcej. Wiele razy pewnie zrobiłem głupotę, bo kierowałem się innymi kategoriami. Siatkówka była dla mnie czymś innym, a nie sposobem na zarabianie pieniędzy, to nigdy nie było priorytetem. O konkretach, jeżeli chodzi o stan finansowy tego klubu, będę mógł porozmawiać w maju, a na razie nie mam najmniejszych problemów.

Za wami osiem kolejek i jak dotąd udało się wygrać trzy mecze. Taki rezultat jest chyba poniżej waszych oczekiwań?

- To na pewno jest poniżej oczekiwań. Nie oszukujmy się - liga w tym roku jest bardzo mocna i bardzo wyrównana. A nasza drużyna jest, jaka jest. Wszyscy nam tutaj powtarzają, że jakby odjąć wiek Igora Szulepowa i mój, to średni wiek drużyny byłby chyba dwadzieścia dwa lata. Mamy dziewiętnastoletniego rozgrywającego (Igor Kobzar - przyp.red.), chłopców, którzy mają po dwadzieścia, góra dwadzieścia trzy lata i to są dla nich jedne z pierwszych, jeśli nie pierwsze, sezony na takim poziomie. Straciliśmy kilka, głupich punktów. Mamy świadomość tego, że jeżeli wychodzimy na mecz i ktoś nas bije w czterdzieści minut, to jesteśmy po prostu słabsi. A mecze, w których powinniśmy zgarnąć po dwa, trzy punkty kończyły się tie breakami, często przegranymi. Mamy do siebie dużo pretensji, jednak to jest sport. Przed nami jeszcze dwa mecze do końca pierwszej kolejki i na pewno będzie bardzo ciężko załapać się do play offów, chociaż gdybyśmy się tam znaleźli, to byłoby super. Ale tak jak mówię - młoda drużyna i dużo pracy. Bardzo ciężko trenujemy, dużo latamy, do tego dochodzą jeszcze europejskie puchary i lekko nie jest. Ja jestem zdrowy i to jest dla mnie najważniejsze. Mam świadomość, że będąc zdrowym, jestem w stanie grać na odpowiednim poziomie.

Skoro już mówimy o europejskich pucharach, to tam wiedzie się wam znacznie lepiej. Wygraliście już trzy mecze. Jak ważny jest ten turniej dla klubowych włodarzy?

- Nie oszukujmy się - gramy w pucharze trzeciej kategorii, jak ja to mówię, w pucharze pocieszenia (uśmiech). Poziom sportowy tych rozgrywek na razie jest nijaki. Nie wiem, czy władzom klubu zależy na tym, żebyśmy grali w tych pucharach jak najdłużej i doszli jak najdalej. Jest ciężko, bo podróże zajmują dużo czasu, Ostatnio lecieliśmy dwadzieścia cztery godziny do Rumunii, droga powrotna zajęła nam tyle samo. Ratuje nas to, że sponsor i włodarze klubowi podjęli decyzję, że na terenie Rosji najczęściej poruszamy się czarterami. Tak naprawdę gramy systemem środa-sobota i nie mamy czasu, żeby trenować, a tak młodej drużynie jest to bardzo potrzebne. Teraz czeka nas ciężki okres, bo gramy w Nowosybirsku, potem z Odincowem i z Dynamo Moskwą, więc tak naprawdę z samą czołówką. Ale walczymy. Zobaczymy, może uda się uzbierać trochę tych punktów i dojść do play-offów.

Więcej w serwisie Reprezentacja.net


Więcej o: