Sport.pl

ME siatkarzy. Co się dzieje z reprezentacją Polski?

Bliżej im do poziomu mistrzów świata czy drużyny, która w ćwierćfinale mistrzostw Europy obrywa od Słowenii? Odpowiedź brzmi pocieszająco, ale moment jest krytyczny. Trener Stéphane Antiga musi działać delikatnie.
W czwartek, dzień po porażce 2:3 nastroje w hotelu Vitosha Park najlepiej oddał, choć wcale nie miał takiej intencji, rzecznik reprezentacji i jej były rozgrywający Mariusz Szyszko, który poinformował, że trwa "akcja ewakuacyjna". Jakby upychani pojedynczo w różnych samolotach siatkarze nie tyle wracali do domów, ile uciekali z terenu zakażonego, niebezpiecznego dla życia lub zdrowia.

A wysiłek, jaki włożyli Polacy w sezon reprezentacyjny, idealnie zilustrował Włodzimierz Sadalski. Mistrz olimpijski z Montrealu, dziś szef szkolenia w PZPS, rzucił, by zwrócić uwagę na ich sylwetki. Michał Kubiak miał stracić pięć kilogramów ze swojej dotychczasowej, "ligowej" wagi. A libero Paweł Zatorski - nawet sześć. - W Sofii byli już potwornie zmęczeni, więc w ostatnim secie ćwierćfinału decydowała grawitacja. Słoweńcy mieli więcej mocy, by się jej opierać, frunęli dłużej i wyżej - wzdychał Sadalski.

"Zmęczenie" to najpopularniejsze pojęcie opisujące tegoroczne zmagania siatkarzy. Zmagania poprzedzone majowym zgrupowaniem w Spale, otwarte międzykontynentalnym podróżowaniem po Lidze Światowej, z kulminacją w morderczym Pucharze Świata w Japonii, zwieńczone mistrzostwami Europy. Złowrogie słowo rozbrzmiewało tak często, że nawet gdyby siatkarze nie czuli zmęczenia, to prawdopodobnie wmówilibyśmy im, że je czują.

Przykład Włochów

Czy redukowanie przyczyn porażki do kondycji fizycznej siatkarzy - która "musiała" spaść - jest uprawnione?

Można mieć wątpliwości, gdy spojrzymy na Włochów. Ich sezon wyglądał identycznie, a w środę rozbili do zera Rosję i wytrzymali do półfinału ME. Wątpliwości jednak maleją, gdy przyjrzymy się detalom. Gdy dostrzeżemy Osmany'ego Juantorenę, naturalizowanego Kubańczyka, który debiutował w nowej reprezentacji dopiero na PŚ i natychmiast jął odgrywać kluczową rolę. Gdy przypomnimy sobie, że po konflikcie w kadrze kierować grą zaczął znienacka młodziutki Simone Giannelli, w fazie eliminacyjnej LŚ wpuszczany na boisko tylko epizodycznie. On znużenie musi odczuwać później, bo wszystko jest dla niego nowym, ekscytującym doświadczeniem, tak jak dla Mateusza Bieńka, który jako jedyny wśród Polaków wytrwał w podstawowej szóstce bez żadnej przerwy od inauguracji sezonu z Rosją w Gdańsku do zakończenia w Sofii ze Słowenią. Tyle że on pełni funkcję mniej newralgiczną niż Giannelli.

I najważniejsze: Włosi awansowali na igrzyska, zatem wystartowali w ME (są współgospodarzami, grali u siebie) spełnieni, zrelaksowani i świadomi, że przedolimpijski stres się skończył. Tymczasem Polakom stanął przed oczami cel ponad wszystkie, czyli kwalifikacje w Berlinie (5-10 stycznia). I sami nazywali mistrzostwa Europy towarzyskimi.

Czy wyleczą głowy?

Gdyby Stéphane Antiga zabrał tu kilku rezerwowych, przyjęlibyśmy to ze zrozumieniem, zresztą trener przyznał, że taki wariant rozważał. W istocie jednak wybór miał pozorny, skoro sami siatkarze rwali się do kontynuowania walki w kolejnym turnieju. Zdawali sobie sprawę, że jego ranga zmalała, a zarazem chcieli czym prędzej zrekompensować sobie niepowodzenie w Japonii. Prawdopodobnie zakładali nawet - czego się nigdy głośno nie deklaruje - że poprawią sobie humory stosunkowo niewielkim wysiłkiem, bo grupę w pierwszej rundzie wylosowali słabszą niż kiedykolwiek w jakichkolwiek rozgrywkach mistrzowskich (z Belgią, Słowenią i Białorusią). Porównywalną mieli chyba tylko w eliminacjach LŚ w 2008 r., gdy ówczesny selekcjoner Raul Lozano zażyczył sobie przed igrzyskami Chin, Japonii oraz Egiptu.

Wyżęte do granic organizmy siatkarze odbudują, pozostaje pytanie, czy wyleczą głowy. O ile bowiem po PŚ mieli prawo czuć się arcymocni (odnieśli 10 zwycięstw, podobnie jak lepsi o pojedyncze sety Amerykanie oraz Włosi), o tyle teraz ponieśli bezdyskusyjną sportową klęskę. Ona mogła zachwiać ich przekonaniem o własnej wartości, w krytycznych momentach bezcennym. Antiga wskazał zresztą na konkretny aspekt techniczny gry wymagający wyraźnej poprawy. Nie wymieniał nazwisk, lecz powiedział, że zbijający potrzebują precyzyjniej wystawianej piłki, a na pytanie o powrót Pawła Zagumnego odparł, że "jest możliwy". Fabian Drzyzga, który doskonale rozgrywał przy 38-letnim już koledze, usłyszał podany między wierszami komunikat, że bez wsparcia weterana wygląda gorzej.

Selekcjoner już namawiał Zagumnego na powrót. W czwartek nie protestował też, gdy pytaliśmy go o ewentualne negocjacje z Mariuszem Wlazłym i Michałem Winiarskim, choć podkreślał, że każdego zawodnika niezaangażowanego w długodystansowe przygotowania trudno wszczepić do drużyny, niezależnie od jego klasy. Ich powroty są raczej nierealne, ale dyskusja wróci, więc siatkarze będą słyszeli, że zaufanie do ich umiejętności jest ograniczone. Antiga musi działać ostrożnie, by nie naruszyć tej trudnej do zdefiniowania równowagi - chemii? - w szatni, która przesądza o sukcesach w sportach zespołowych.

Co dalej?

On wciąż karierę trenerską rozpoczyna, jednak obok stoi Philippe Blain. Więcej niż asystent, doświadczony 12 latami prowadzenia reprezentacji Francji. A popisy Polaków w roku 2015 pomimo słoweńskiej klapy i tak zasługują na duży plus. Po mundialu ogłaszałem w "Wyborczej", że złota reprezentacja przestaje istnieć, a jej następczyni już w LŚ wypadła bardzo dobrze. Gra na PŚ wyglądała jeszcze lepiej, zrecenzować można ją nawet jako "fantastyczną". I paradoksalnie to tam siatkarze ponieśli jedyną porażkę, do ME na dobrą sprawę w ogóle się nie przygotowywali.

Bo to były ME towarzyskie, właściwe odbędą się w styczniu. Tam Polacy zagrają z Niemcami, Serbią, Słowacją (stworzą prawdopodobnie grupę A), Rosją, Bułgarią, Francją i Finlandią (prawdopodobna grupa B). Triumfator otrzyma zaproszenie na igrzyska, druga i trzecia drużyna poleci w lipcu na interkontynentalne eliminacje do Japonii, skąd awansować będzie stosunkowo łatwo. Nawet jeśli środowy wypadek uczy, że przysłówka "łatwo" najbezpieczniej używać w siatkówce dopiero po ostatniej akcji.

Polacy zdruzgotani po odpadnięciu z mistrzostw Europy [ZDJĘCIA]




Więcej o:
Komentarze (34)
ME siatkarzy. Co się dzieje z reprezentacją Polski?
Zaloguj się
  • xxx82xxx

    Oceniono 5 razy 3

    Nikt nie miałby pretensji do Antigi, gdyby wziął II lub III skład. ME nic nie dawały, a mogliśmy tylko stracić - i straciliśmy. Tak własnie zrobił Alekno. wziął kilku młodych i nie ukrywał, że jego celem jest Berlin, a tu ma zamiar ograć młodych. Nikt teraz w Rosji nie ma do niego poważnych pretensji. Wymęczenie, trudy wojaży po świecie - wszystko to jest zrozumiałe, ale jeżeli mistrzowie świata przegrywają ze Słowenią to jest kompromitacja.

  • gregory433

    Oceniono 2 razy 2

    Mają doły,stracili wiarę po tym chorym turnieju,przegrali tylko jeden mecz i nie awansowali do igrzysk,każdy by się załamał.Tyle walki,tyle wysiłku i gó... z tego mają.
    Potrzebni im teraz dobrzy psycholodzy sportowi.

  • eldorius

    Oceniono 1 raz 1

    Być może trzeba było wysłać na ME zmienników i dokooptować do nich Jarosza oraz reprezentantów polskiej młodzieżówki.

  • Oceniono 1 raz 1

    NIE LUBICIE KRYTYKI :-panie Adamie Michnik niech pan cos zrobi ze swoimi moderatorami manipulujac komentarzami zaklamuja prawde ,-a nie oto Panu chodzi.

  • klimuk

    Oceniono 1 raz 1

    Jak nie wróci Zagumny i Wlazly to możemy zapominać o igrzyskach olimpijskich.
    Im taki Antige nie będzie w grze przeszkadzał .

  • augenthaler

    Oceniono 1 raz 1

    Antiga popełnił kilka błędów, ale jeśli wyciągnie z nich wnioski to nie powinno być źle, bo wciąż potencjał ta kadra ma spory. A jeśli wrócą Wlazły, Winiarski i Zagumny, to w kwalifikacjach olimpijskich powinniśmy dać sobie radę.

    Protestuję też przeciwko nazywaniu brązowego medalu PŚ klęską. W LŚ tez doszliśmy do najlepszej czwórki. Klęską były tylko ME i niestety dość kompromitująca porażka ze Słowenią. Ale widać było, że z meczu na mecz gramy coraz gorzej, to był pewien trend.

  • demkel

    Oceniono 3 razy 1

    A co się ma dziać. Teraz liczy się tylko kwalifikacja olimpijska, a ten turniej jej nie dawał. Szkoda że w ogóle na niego pojechali

  • 0

    MAM DOSC TEGO KSENOFOBICZNEGO SERViSU ZA GRANICA PRAKTYCZNIE NIC DO OGLADANIA --CZY NIE WIECIE ZE INTERNET JEST TRANSGRANICZNY .-DLA POLAKOW MIESZKAJACYCH DALEKO W SWIECIE STANOWI JEDYNE ZRODLO INFORMACJI WSTYD TAKIE SKAPSTWO TO TYLKO W POLSCE !!!!!

  • dorotkaidarek

    0

    Dajcie im spokój. Nie macie o czym pisać, hieny?! Na razie nic się nie dzieje, a wy już debatę narodowa rozpoczynacie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX