Sport.pl

Siatkówka. Warych: Niedociągnięcia mogły być

- Wydaje mi się, że mogły jakieś niedociągnięcia być, co przy tak ogromnej imprezie i przy tak wielu ludziach zaangażowanych w organizację nie byłoby dziwne - mówi w rozmowie ze Sport.pl były asystent Huberta Wagnera, a od 17 lat działacz Polskiego Związku Piłki Siatkowej Andrzej Warych. W czwartek do siedziby federacji wkroczyło CBA, które bada umowy związane z organizacją mistrzostw świata.


Łukasz Jachimiak: Prezes Mirosław Przedpełski ma wyłączony telefon, nieuchwytni są jego zastępcy, może pan opowie, co się działo w czwartek w siedzibie Polskiego Związku Piłki Siatkowej?

Andrzej Warych: A coś się stało? O niczym nie wiem.

Nie było pana w biurze, kiedy wkroczyli do niego funkcjonariusze CBA, by zbadać umowy, jakie federacja zawierała w związku z organizacją mistrzostw świata?

- Nie, od pana słyszę o tym po raz pierwszy. Cóż, jutro rano jak co dzień pojadę do pracy i wtedy dowiem się o wszystkim, co zaszło.

Pana, jak i wielu innych działaczy, czeka deja vu, bo na pewno dobrze pamiętacie wizyty, jakie ludzie z Centralnego Biura Antykorupcyjnego składali wam dwa lata temu.

- Wtedy funkcjonariusze zabrali do swojej siedziby wiele dokumentów, z naszych komputerów przegrali wszystko, co dotyczyło spraw finansowych. Kilka tygodni trwało, zanim sprawa się wyjaśniła i dokumenty wróciły. Żadnych zarzutów nam nie postawiono. Trudno mi powiedzieć cokolwiek na temat bieżącej sytuacji.

Nie wydaje się panu, że takie instytucje jak prokuratura i CBA same z siebie nie zainteresowałyby się pracą związku przy okazji organizowania mistrzostw? Że - podobnie jak przed dwoma laty, gdy szczególnie aktywna była opozycja prezesa, ktoś z was złożył donos?

- Nie wiem, co myśleć, jestem tym wszystkim zaskoczony. Znając realia, sądzę, że w tym momencie jeszcze nawet nie wszystkie umowy zostały po mistrzostwach rozliczone, bo przecież cały czas jesteśmy świeżo po turnieju. Ale to wszystko dzieje się poza moim wglądem i poza znajomością rzeczy. Ja się zajmuję sprawami sportowymi i zamierzam dalej normalnie pracować.

Wierzy pan, że wynik kontroli będzie taki jak poprzednio? Że pańscy koledzy odpowiedzialni za sprawy organizacyjne wszystko zrobili uczciwie?

- Trudno mi zająć stanowisko. Wydaje mi się, że mogły jakieś niedociągnięcia być, co przy tak ogromnej imprezie i przy tak wielu ludziach zaangażowanych w organizację nie byłoby dziwne. Ale nie chcę przewidywać, jak to się skończy.

W związku jest pan od wielu lat, proszę więc powiedzieć, czy po ostatnich wyborach prezes Przedpełski wymieniał pracowników bardzo mocno, by wyeliminować tych, którzy byli mu nieprzychylni?

- Kilku prezesów przeżyłem, pracownikiem biurowym związku jestem od 1997 roku, ale teraz jestem konsultantem w Wydziale Rozgrywek, wcześniej byłem w Wydziale Szkolenia i zawsze koncentrowałem się tylko na sporcie, więc trudno mi takie rzeczy ocenić. Dwa lata temu nawet nie byłem przesłuchiwany, mnie nie dotyczyły te rzeczy, w obszarze których działało CBA. Ukłon dla tej instytucji za to, że pozwoliła nam normalnie pod względem sportowym działać, że cały czas realizowany był cykl szkoleniowy. Dla mnie to była i jest sprawa najważniejsza. I myślę, że nikt z nas, pracowników, nie czuje się teraz ani winny, ani upoważniony do zajmowania jakiegoś stanowiska, skoro nawet nie wiemy, czego konkretnie miałyby dotyczyć ewentualne zarzuty.

Czy wierzysz, że w PZPS miały miejsce nieprawidłowości przy organizacji przetargów przed mundialem?
Więcej o: