Łodzianki zaczęły mecz spięte niczym juniorki, które pierwszy raz musiały wyjść na boisko przy pełnych trybunach. Choć przecież nieraz pokazały, że potrafią grać w siatkówkę, tym razem zachowywały się jak sparaliżowane. Efekt był dramatyczny - na pierwszą przerwę techniczną schodziły bowiem - przy porażce aż 0:8! Tak fatalnego początku Budowlane nie miały chyba jeszcze nigdy w PlusLidze. A że biednemu wiatr wieje w oczy, miały miały ogromnego pecha. Kilka piłek zawodniczki z Sopoty podbiły bowiem w nieprawdopodobny sposób (Paulina Maj głową!).
Może nawet lepiej by było, gdyby o pierwszej partii w wykonaniu łodzianek w ogóle nie wspominać. Po tragicznym początku, Budowlane nie były w stanie się podnieść i nie podjęły walki. Zamiast odważnie i atakować, łodzianki wstrzymywały ręce i klepały piłkę chcąc uniknąć błędów. Efekt? Druzgocące statystyki - 10 proc. skuteczność w ataku. Później było nieco lepiej, ale zdobycie 17 punktów na 96 prób to wynik wstydliwy.
Inna sprawa, że kilka niedopuszczalnych błędów popełnili też sędziowie, którzy nie dopatrzyli się m.in. ewidentnego zagrania w antenkę po ataku Amerykanki Megan Hodge. I tak by to nie zmieniło wyniku, ale po co pomagać faworytowi...
Ponad 3 tys. fanów, którzy oprócz atrakcyjnych nagród liczyli także na wielkie sportowe emocje, było mocno zawiedzonych. Pierwszego seta Budowlane przegrały do ośmiu!
Nieco więcej emocji - niestety tylko przez chwilę - było w drugiej partii. Łodzianki wzięły się mocno do
pracy po drugiej przerwie technicznej (7:16). Po kilku uwagach trenera Macieja Kosmola w końcu wróciły na boisku z większą wiarą i wolą walki. Efekt był taki, że zdobyły trzy punkty z rzędu, a trener Alessandro Chiappini po raz pierwszy zdecydował się wziąć czas. Po krótkiej przerwie było coraz ciekawiej, bo gospodynie wciąż ambitnie goniły wicemistrzynie Polski. Niestety, cudu nie było i sopocianki obudziły się i znów odskoczyły na kilka punktów.
Podobnie było w trzeciej partii, choć początek wskazywał, że może wreszcie doczekamy się wyrównanej walki. Animuszu łodziankom wystarczyło tylko na kilka pierwszych akcji. Obserwując drużynę Budowlanych można było odnieść wrażenie, że pierwszy ćwierćfinał z Atomem Treflem, przegrała już w szatni. Łodzianki od początku wyglądały na przestraszone i chyba nie wierzyły, że są w stanie powalczyć o zwycięstwo z utytułowanymi rywalkami.
W łódzkim zespole większych zastrzeżeń nie można mieć do Matei Ikić, środkowych czy występującej z kontuzją kciuka Katarzyny Ciesielskiej. Zabrakło liderki w ataku. Joanna Mirek nie mogła przebić się przez blok, zaś Helene Rousseaux po kilku nieudanych przyjęciach całkowicie spasowała. Rywalki za to miały Megan Hodge, Małgorzatę Kożuch i Alishę Glass, wybraną na najlepszą zawodniczkę spotkania. Kto wie jednak, czy na ten tytuł nie zasłużyła bardziej Paulina Maj.
Szkoda także kibiców, którzy licznie przyszli do Atlas Areny, a w zamian obejrzeli porażkę - praktycznie bez walki swojej drużyny.
Drugi mecz z Atomem Treflem Budowlane zagrają w piątek o godz. 19 w Sopocie.
Budowlani - Atom
Trefl Sopot 0:3
Sety: 8:25, 17:25, 15:25
Budowlani: Wójcik, Rousseaux, Golec, Mirek, Ikić, Mróz, Ciesielska (libero) oraz Grbac, Mikołajewska, Bryda, Kwiatkowska
Atom Trefl: Glass, Sieczka, Tokarska, Kożuch, Hodge, Ssuschke -Voigt, Maj (libero) oraz Dziękiewicz