Sport.pl

Liga plus, liga minus, czyli subiektywne podsumowanie sezonu PlusLigi siatkarzy

Siatkarskie rozgrywki za nami. Mistrzem Polski, jak zwykle, została Skra Bełchatów, choć tym razem po bardzo emocjonującym, zakończonym w czterech meczach finale. Był to rok ze wzlotami, ale i kilkoma upadkami. Było też sporo kontrowersji i ostrych słów.
1. Kontrowersyjny i nietrafiony system rozgrywek

Lidze "żarła karta" od kilku sezonów - kibiców w halach i przed telewizorami było coraz więcej, sponsorów i pieniędzy co za tym idzie też. Euforia była tak wielka, że po sukcesach drużyn ligowych w pucharach oraz wygranych przez męską reprezentację mistrzostwa Europy i brązowym medalu pań w tej samej imprezie, prezes PZPS Mirosław Przedpełski obwieścił, że siatkówka stanie się - o ile już się nie stała - sportem narodowym wszystkich Polaków.

Samozadowolenia nie było końca, a działacze zaczęli wyciskać cytrynę jeszcze bardziej. Przed rokiem poszerzyli ligę - jeszcze więcej meczów, jeszcze więcej widzów, a w perspektywie splendoru i kasy. Dwie rundy zasadnicze, pierwsza rozgrywana w szaleńczym tempie, druga rozwleczona na kilka tygodni i dopiero później pozbawiona ćwierćfinałów faza play off.

Były z tego same kłopoty. Największe gwiazdy z Pawłem Zagumnym, Sebastianem Świderskim, Dawidem Murkiem, Mariuszem Wlazłym, czy Michałem Winiarskim, bez ogródek krytykowały zwariowany system oraz działaczy, którzy go wymyślili. Ci zaś w obronie swojego produktu wydali okólnik zabraniający ludziom związanym z PlusLigą wypowiadania jakichkolwiek gorzkich słów. Na operatywkach klubowych prezesów władze zastanawiały się nawet, jak odsunąć od pracy zajmujących się siatkówką niewygodnych dziennikarzy.

Nie odsunęli, za to od siatkówki odsunęli się nieco kibice. Pierwsze ligowe hity były porywające, później zwyczajnie się przejadły, bo fani - zwłaszcza ci przed telewizorami - nie bardzo wiedzieli, który mecz w lawinie propozycji jest szlagierem, a który zwyczajnym sparingiem. Do tego jeszcze dostali mecze decydujące o złocie w środku tygodnia. Nic dziwnego, że sympatycy innych sportów pytają teraz, dlaczego finał siatkarzy przeszedł bez echa?

O dekoniunkturze na siatkówkę nie może być mowy, ale działacze dostali sygnał ostrzegawczy, że nawet najlepszy produkt można zarżnąć. Wnioski chyba wyciągnęli, bo zapowiadają powrót systemu do normalności. Obronił ich także fascynujący - jak na ostatnie lata - finał ligi. Dzięki temu o lidze nie mówiło się wyłącznie źle.

2. Kontuzja, a później powrót Sebastiana Świderskiego

Niedługo po starcie kolejnej, bardzo groźnej kontuzji doznał jeden z symboli polskiej siatkówki, Sebastian Świderski. Po wcześniejszych kłopotach - zerwaniu ścięgna Achillesa i problemów z kolanem - tym razem zerwał mięsień czworogłowy uda. Jego menedżer mówił na łamach gazet: - Mięśnie są zwapnione, bo przez wiele lat Sebastian grał na blokadach. Ta kontuzja to w dużej mierze efekt polskiej szkoły, według której przez wiele lat kazano grać zawodnikom mimo bólu.

- Ta kontuzja jest efektem tego systemu. Gramy co trzy dni, nie mamy kiedy się regenerować, nie mamy kiedy trenować. Jeszcze raz gratulacje i pozdrawiam wszystkich w Polskim Związku Piłki Siatkowej - dodawał Murek.

Mało kto spodziewał się, że 34-letni przyjmujący ZAKS-y wróci jeszcze w tym sezonie, byli i tacy, którzy wieszczyli mu koniec kariery. W drugim meczu finałowym ze Skrą Świderski wszedł na boisko. - Zdawałem sobie sprawę z tego, jak żmudna rehabilitacja przede mną. Od początku jednak wiedziałem, że wrócę - mówił szczęśliwy siatkarz, który odebrał w czwartek kolejny po latach przerwy na występy we Włoszech medal mistrzostw Polski.

3. Dołujący Jastrzębski Węgiel

Wicemistrz Polski oraz zdobywca Pucharu Polski przy wsparciu niemałych pieniędzy Jastrzębskiej Spółki Węglowej od kilku sezonów systematycznie bił się o medale, ale tym razem zaczął fatalnie. Fakt, odeszło dwóch znaczących graczy - Paweł Abramow i Patryk Czarnowski - ale transfery, m.in. Mitji Gaspariniego i Lukasa Divisa, miały zrekompensować te straty.

Nie udało się, tak jak Igorowi Prielożnemu nie udało się zastąpić na stanowisku trenera Włocha Roberto Santillego. Słowak zrezygnował po kilku poważnych wpadkach, zostawił drużynę w dole tabeli i na ostatnim miejscu w Lidze Mistrzów. Lorenzo Bernardi, wielka gwiazda włoskiej siatkówki bez większego doświadczenia jako szkoleniowiec, odmienił zespół i pozwolił mu uratować twarz. Choć w lidze drużynie przyszło walczyć tylko o utrzymanie, w LM zawędrowała aż do Final Four.

Miejsce Jastrzębia w czołowej czwórce ligi zajął niedoceniany jak zwykle AZS Częstochowa. I jak zwykle wypromował kolejnych młodych zawodników, m.in. Fabiana Drzyzgę czy Łukasza Wiśniewskiego, o których w okresie transferowym będą bić się ligowe tuzy.

4. Świetna postawa Farta Kielce, a później walka o utrzymanie

Mało kto wierzył, że absolutny beniaminek z Kielce podoła organizacyjnie i sportowo wymogom PlusLigi. Początek wskazywał na to, że nie tylko da radę, ale może nawet starać się o miejsce w czołowej szóstce. Wszystko szło jak należy, póki kielczanie byli w swym debiucie zaskoczeniem dla innych. Kiedy rywale poznali się, o co w ich grze naprawdę chodzi, Fart już nie miał farta i przyszło mu walczyć o utrzymanie.

Największym wygranym kieleckiej drużyny w tym sezonie (choć baraże trwają nadal) jest chyba rozgrywający Maciej Dobrowolski. Kiedy odchodził ze Skry w roli rezerwowego, Kielce miały być dla niego ostatnim przystankiem przed emeryturą. A stały się prawdopodobnie trampoliną do kolejnego klubu, bo o 34-letnim rozgrywającym myśli budująca zespół na nowo Resovia.

5. Młode warszawskie wilki

Warszawska Politechnika została w PlusLidze dzięki odkupieniu miejsca od rywala, z którym walkę o utrzymanie przegrała. Środowisko czyni akademikom z tego powodu wyrzuty, a ci obrócili to w atut wykorzystując przygarniętych z odkupionej drużyny graczy - Maikela Salasa, czy Ardo Kreeka. A że do zespołu wzięto młode, głodne i niewykorzystane gdzie indziej wilki - Michała Kubiaka i Zbigniewa Bartmana - zrobiła się z tego jedna z najbardziej widowiskowych ekip rozgrywek.

Największym sprzymierzeńcem warszawiaków była atmosfera. To w stolicy głód siatkówki poczuł na nowo 36-letni Marcin Nowak. Patrząc na to jak wiele różnych i trudnych osobowości spotkało się w jednej szatni, za sukces można uznać również to, że nie doszło w niej do żadnego wybuchu.

6. Tylko brązowy medal Resovii

Ma cierpliwość właściciel klubu Adam Góral. Kolejny sezon, coraz to większe pieniądze na utrzymanie drużyny, kolejne gwiazdy, znów wielkie aspiracje i znów tylko brąz. Tym razem nie pomogły nawet takie asy jak Georgy Grozer, Matej Cernic czy Ryan Millar. Istotnie, były kontuzje, ale przecież nie wynikały one jedynie z przypadku, część z nich to - tak jak w poprzednich sezonach - kwestie przeciążeniowe.

Za brak wyniku, bo przecież trzecie miejsce to dla tak mocnego klubu to urzędowy obowiązek, zapłacił trener Ljubomir Travica, z którym nie przedłużono kontraktu. Ciekawe, jak spisze się jego następca Andrzej Kowal i jaki system budowy drużyny wybierze - tu i teraz, a więc największe gwiazdy gotowe do gry o złoto, czy też spokojne przygotowywanie zespołu do tego, by dopiero w przyszłości zagroził Skrze.

7. Wprowadzenie systemu powtórek

Jak potrzebny jest dodatkowy sprzęt wspomagający niedoskonałe ludzkie oko, pokazał finał. Gdyby nie możliwość weryfikowania spornych sytuacji, i ZAKSA, i Skra mogłyby się poczuć skrzywdzone. W wielu sytuacjach doszłoby także do wielkich awantur, a tak było cicho i sprawiedliwie.

Pytanie tylko, dlaczego powtórki były na meczach o złoto, a na tych o brąz już nie. Idźmy dalej - dlaczego krzywdzone nie są tylko kluby z czołówki, a te walczące o niższe lokaty, zwłaszcza o utrzymanie, muszą polegać jedynie na intuicji i dobrej woli sędziego? Jeśli liga ma się za profesjonalną, powinna być od A do Z.

8. Pierwszy mecz finałowy wygrany przez ZAKS-ę

Może właśnie dlatego mieliśmy najbardziej emocjonujący finał od lat. Może gdyby kędzierzynianie wygrali w Bełchatowie także drugie spotkanie, byłaby jeszcze większa wojna. Zwycięstwo w pierwszym meczu można uznać za wydarzenie sezonu, ale w konsekwencji wyszło jak zawsze: grali wszyscy, a na końcu i tak zwyciężyła Skra...

9. Reprezentacja bez bohaterów ligi

Bohaterami finału byli wyróżniający się gracze Skry, przede wszystkim Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i Daniel Pliński, których zabraknie w kluczowych meczach kadry. Wszyscy odmówili powołania, tłumacząc to problemami ze zdrowiem. - Po siedmiu sezonach ciągłej gry, muszę kiedyś odpocząć - mówił po ostatnim meczu z ZAKS-ą Wlazły.

Artur Popko, szef PlusLigi, nie martwi się tym i twierdzi, że to czas na odmłodzenie kadry. - Trzeba myśleć o mistrzostwach świata 2014, które odbędą się Polsce. Kiedyś trzeba dać szansę następcom, teraz jest idealny moment. Poza tym, rzeczywiście, część siatkarzy musi odpocząć.

Do końca nie wiadomo - bo zdania są podzielone - czy nieobecność ligowych gwiazd w kadrze to ich porażka, czy też działaczy, którzy nakłonić je do tego nie potrafiły.

10. Ligowy Dream Team

Paweł Zagumny (ZAKSA), Bartosz Kurek (Skra), Łukasz Wiśniewski (AZS Częstochowa), Mariusz Wlazły (Skra), Michał Kubiak (Politechnika), Jurij Gładyr (ZAKSA) oraz Damian Wojtaszek (Politechnika) lub Paweł Zatorski (Skra).

Siódme mistrzostwo z rzędu dla Skry »


Więcej o:

PlusLiga 2018/19

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 62 65:22 21 3
2 ONICO Warszawa 57 61:28 19 5
3 Jastrzębski Węgiel 50 55:34 17 7
4 Aluron Virtu Warta Zawiercie 43 54:42 15 9
5 Cerrad Czarni Radom 42 48:37 14 10
6 PGE Skra Bełchatów 38 51:45 14 10
7 Asseco Resovia Rzeszów 35 42:48 11 13
8 GKS Katowice 32 44:47 11 13
9 Indykpol AZS Olsztyn 30 45:51 9 15
10 Trefl Gdańsk 28 41:53 9 15
11 Chemik Bydgoszcz 22 32:57 7 17
12 Cuprum Lubin 20 29:57 7 17
13 MKS Będzin 9 22:68 2 22

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały