Sport.pl

Siatkówka. Krzysztof Ignaczak: Podpisując kontrakt w Rzeszowie każdy wiedział na co się pisze

- Resovia od lat budowana jest tak, by stworzyć grupę szesnastu, naprawdę wyrównanych graczy. Czy to może przeszkadzać? Na pewno zbyt nagłe zmiany nie pomagają, bo wydaje mi się, że pewność siebie zawodników powinno się budować z marginesem błędu - mówi w rozmowie ze Sport.pl były zawodnik Resovii i reprezentacji Polski, Krzysztof Ignaczak.
Ostatnie tygodnie nie są najłatwiejsze dla siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów. Najpierw po pięciosetowym meczu z Lotosem Treflem Gdańsk przegrali walkę o Final Four Pucharu Polski, a kilka dni później w spotkaniu 3. kolejki siatkarskiej Ligi Mistrzów w słabym stylu ulegli Cucine Lube Civitanova.

Jak patrzy pan na Asseco Resovię Rzeszów po zakończeniu kariery?

Krzysztof Ignaczak: - Gdzieś w sercu pozostał mi sentyment do tego klubu. Spędziłem w nim aż dziewięć lat, więc wciąż wiąże mnie z nim wiele emocji. Nie powinno tak być, ponieważ przeszedłem na stronę redaktorską i staram się być obiektywny, jednak czasem może mnie ponosić, ponieważ życzyłbym sobie, by Resovia grała dobrze przynajmniej na arenie międzynarodowej.

Nie zmienia to faktu, że emocje dają o sobie znać szczególnie wtedy, kiedy pojawiam się na Podpromiu jako komentator i słyszę doping, przy którym jeszcze nie tak dawno występowałem. Jako zawodnik swoim zachowaniem bardzo często współgrałem z publicznością, więc wspomnienia wracają. Mimo że jest to fajne, to ten etap został zamknięty. Myślę, że z każdym kolejnym spotkaniem i wejściem na antenę to wszystko powoli będzie umierało.

Czyli sentyment pozostał, choć pana potraktowano pod koniec poprzedniego sezonu bez sentymentów?

- Miałem z publicznością bardzo dobry kontakt, w Rzeszowie czuję się znakomicie, a ostatnio dostałem nawet odznaczenie "Zasłużony dla Miasta", co jest dla mnie świadectwem zapadnięcia w pamięć mieszkańców i niejako podziękowaniem za lata, które spędziłem w drużynie. Po rozstaniu z Resovią miałem kilka ofert od innych klubów, nad którymi głęboko się zastanawiałem, ale doszedłem do wniosku, że nie starczy mi na to sportowej i wewnętrznej siły, ponieważ za dużo włożyłem w projekt stworzony w stolicy Podkarpacia.

Jakim zespołem w pana ocenie jest w tej chwili Resovia?

- Zespołem, który gra bardzo różną siatkówkę, pokazując duże wahania formy, których nie powinien mieć. Na ten moment możemy powiedzieć, że nikt nie jest w stanie przewidzieć wyników rzeszowskiego teamu. Drużyna ta może zagrać rewelacyjne spotkanie, w którym pokona każdego, by za chwilę prezentować się bardzo słabo i przegrać ze zdecydowanie niżej notowanym rywalem. Jest to niepokojące, ponieważ w teorii potencjał sportowy ma jeden z lepszych, jak nie najlepszy, w polskiej lidze.

Patrząc na Europę, to nie wygląda już tak dobrze - w Lidze Mistrzów grają kluby, które mają w swoich szeregach jeszcze mocniejszych zawodników. Pamiętajmy jednak, że Resovia wciąż jest zespołem, który ma odnosić sukcesy nie tylko na krajowym podwórku, ale także na zagranicznych salonach. W tym momencie jej przedstawiciele mają więc duży orzech do zgryzienia, bo przed nimi niekorzystny układ meczów - spotkania rewanżowe we Włoszech oraz w Berlinie. U siebie powinni wygrać z czeskim zespołem, ale dla spokoju muszą szukać jeszcze jednego zwycięstwa. Decydującym o losach tabeli pojedynkiem może być ten w stolicy Niemiec, gdzie gra się niezwykle trudno.

Na początku sezonu dużo mówiło się o różnych wariantach, które Resovia ma w przyjęciu. W ostatnim spotkaniu w Lidze Mistrzów Ivović, Jaeschke, Perrin, Rossard i Winters pojawili się na parkiecie, a i tak ich zespół wyraźnie przegrał. W tej liczbie możliwości można się pogubić?

- Resovia od lat budowana jest tak, by stworzyć grupę czternastu, czy teraz szesnastu, naprawdę wyrównanych graczy, którzy prezentować będą bardzo wysoki poziom. Czy to może przeszkadzać? Na pewno zbyt nagłe zmiany nie pomagają, bo wydaje mi się, że pewność siebie zawodników powinno się budować z marginesem błędu, a trener Andrzej Kowal bardzo szybko rotuje składem, nie dając swoim podopiecznym możliwości poprawy. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu jest to zachowanie prawidłowe, ponieważ jak ktoś popełnia pomyłki, to nie trzyma się go na boisku, tym bardziej, kiedy na ławce ma się siatkarza, który prezentuje podobny lub lepszy poziom. Szkoleniowcy, którzy mają większą dysproporcję sił w drużynie, mogą być bardziej pobłażliwi w stosunku do błędów swojego zespołu; w przypadku Resovii mowa jest jednak o szesnastu bardzo dobrych siatkarzach.

Jeśli jednak pierwszoszóstkowy gracz jest danego dnia w słabszej dyspozycji niż jego zmiennik, to czasem warto go chwilę przytrzymać na boisku, by podbudować jego pewność siebie. Wtedy ma szansę na powrót stać się silniejszy, decydować się na mocniejsze ataki i odejść od zachowawczej gry. Zbyt duża rotacja powoduje, że w zawodnikach może wystąpić zwątpienie w swoje możliwości i irracjonalny strach przed popełnieniem błędu, który poskutkuje ściągnięciem z boiska.

Podpisując kontrakt w rzeszowskim klubie każdy siatkarz wiedział jednak na co się pisze. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że walka w takim zespole to ciągła rywalizacja, bo jego zawodnicy prezentują zbliżony poziom. Gracze Resovii to zawodowcy i mam nadzieję, że będą mieli tego świadomość do samego końca.

Czy jest pan w stanie wymienić pierwszą szóstkę Resovii w trwających rozgrywkach?

- Powiem szczerze, że nie. Jeśli nic się nie zmieniło od poprzedniego sezonu, to o wejściu do pierwszej szóstki decyduje forma na treningach, ponieważ trener Kowal zawsze powtarzał, że dyspozycja na zajęciach jest dla niego wykładnikiem tego, kto pierwszy pojawi się na boisku. Ma on jednak trzon ludzi, wokół których ustawia skład na dany mecz. Są to Fabian Drzyzga i Gavin Schmitt, którzy obecnie znajdują się na pierwszym planie, Bartłomiej Lemański i Piotr Nowakowski też raczej mogą być pewni gry, podobnie jak Damian Wojtaszek, który zabezpiecza defensywę. Jedyne pytania, jakie można postawić, odnoszą się do pozycji przyjmującego.

Brak stabilności był wskazywany jako główna przyczyna porażek Resovii w końcówce poprzednich rozgrywek, teraz jest podobnie. Kiedy będzie za późno, żeby ratować sezon?

- Myślę, że nie ma takiej daty, bo za późno będzie dopiero wtedy, kiedy zabrzmi ostatni gwizdek. Zawsze jest dobry moment na to, by ustabilizować zespół i doprowadzić do tego, żeby realizował swoje zadania. Kiedy to nastąpi w Resovii? Ciężko powiedzieć.

Czyli szybkie reakcje trenera Kowala to bardziej zaleta niż wada?

- W takim zespole, jak Resovia wszystko bazuje na szesnastu zawodnikach obdarzonych nietuzinkowymi umiejętnościami, którzy z powodzeniem zasilaliby pierwsze szóstki innych drużyn. Najważniejszą więc rzeczą w teamie rzeszowian jest komunikacja. Jeżeli występuje ona na linii trener-siatkarze i szkoleniowiec jasno określa cele zawodników, zaznaczając czego potrzebuje na dany moment, to taka drużyna nie będzie miała najmniejszego problemu z prawidłowym funkcjonowaniem.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że potrzebne są zmiany w sztabie szkoleniowym. Zgadza się pan, czy raczej zachęcałby do studzenia emocji, bo ich wybuch może przynieść Asseco Resovii Rzeszów więcej szkód?

- W Resovii od wielu lat pracują ludzie, którzy mają swój pomysł na drużynę i funkcjonowanie tego klubu, więc to w ich gestii leży podejmowanie podobnych decyzji. Jeżeli będą chcieli to zrobić, to to zrobią, lecz nie oczekiwałbym żadnych radykalnych kroków, bo w tej drużynie nigdy nic nie działo się bez dogłębnego przemyślenia kolejnych ruchów. Na końcu sezonu przekonamy się jednak, jakie kroki zostaną podjęte.

Patrząc na obecną dyspozycję Resovii i to, co stało się w czwartek w meczu z Lube, walczy ona bardziej z rywalami, czy ze sobą?

- W tym momencie trudno jest cokolwiek powiedzieć. Włosi przyjechali na Podpromie, mając świadomość, że spotkanie z Resovią jest jednym z najważniejszych, jeśli chodzi o układ tabeli. Zagrali siatkówkę, którą chcielibyśmy, by zaprezentował rzeszowski zespół. Musimy pamiętać, że w Lube grają gwiazdy z absolutnie najwyższej światowej półki, choć i to nie zmienia faktu, że u siebie nie przystoi przegrywać do 13 i 14. Gospodarze zostali rozbici i widać, że w ich szeregach jest pewien problem.

Tydzień wcześniej w meczu z osłabionymi gdańszczanami odpadli z Pucharu Polski, później przegrali z włoskim teamem i wydaje mi się, że zaczynają mieć kłopoty z graniem u siebie. Nie wiem, czy jest to paraliż przed tym, co powiedzą inni, ale obstawiałbym, że na wyjazdach będzie im szło zdecydowanie lepiej. Presja dość wymagającej rzeszowskiej publiczności ma znaczenie i zaczyna się przekładać na poczynania zespołu na boisku. Trudno było nie zauważyć, że w ostatnim meczu po niektórych zawodnikach widać było "elektryczność" i nienaturalność ruchów, które były spowodowane niczym innym, jak zdenerwowaniem.

Patrząc na europejską klasyfikację klubową i wyniki zeszłorocznej Ligi Mistrzów wielu żartowało, że Resovia jest Arsenalem Londyn siatkarskiej Ligi Mistrzów. Czy mając w pamięci wynik czwartkowego meczu byłoby to w tym sezonie przekleństwem czy też życzeniem?

- Zarówno Resovię, jak i PGE Skrę Bełchatów oraz ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle wskazywałem jako faworytów do wygrania swoich grup w Lidze Mistrzów, ponieważ uważałem, że wszystkie drużyny są w zasięgu ich rąk. Miałem wątpliwości co do gry z Lube, ale byłem przekonany, że po fazie grupowej rzeszowianie spokojnie awansują z co najmniej drugiego miejsca. Dobrze, że zmienił się system rozgrywek Ligi Mistrzów, i że liczą się zwycięstwa, a nie punkty, bo, mimo rozmiaru czwartkowej porażki, przed klubem z Podkarpacia wszystko stoi jeszcze otworem. Mam nadzieję, że w szatni Resovii odbędzie się kilka "męskich" rozmów, bo ci siatkarze nie mogą uciekać od tego, co stało się w spotkaniu z Lube - powinni to ze sobą przedyskutować i jak najszybciej wyciągnąć z tego wnioski. Pamiętajmy o tym, że zbliża się dla nich dosyć trudny terminarz i muszą pozbierać się jak najszybciej, bo przed nimi nie lada wyzwania.

Dyskwalifikacja za seks z kibicką? Najdziwniejsze kary w sporcie [HISTORIE]




PlusLiga 2018/19

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 62 65:22 21 3
2 ONICO Warszawa 57 61:28 19 5
3 Jastrzębski Węgiel 50 55:34 17 7
4 Aluron Virtu Warta Zawiercie 43 54:42 15 9
5 Cerrad Czarni Radom 42 48:37 14 10
6 PGE Skra Bełchatów 38 51:45 14 10
7 Asseco Resovia Rzeszów 35 42:48 11 13
8 GKS Katowice 32 44:47 11 13
9 Indykpol AZS Olsztyn 30 45:51 9 15
10 Trefl Gdańsk 28 41:53 9 15
11 Chemik Bydgoszcz 22 32:57 7 17
12 Cuprum Lubin 20 29:57 7 17
13 MKS Będzin 9 22:68 2 22

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały
Komentarze (2)
Siatkówka. Krzysztof Ignaczak: Podpisując kontrakt w Rzeszowie każdy wiedział na co się pisze
Zaloguj się
  • darek7262

    Oceniono 1 raz -1

    Pana kolega Kadziewicz był dużo uczciwszy, ponieważ powiedział: drużna, która co roku zmienia 10 zawodników nie może mieć sukcesów. Nie wprowadzaj Pan ciemnoty do naszych głów!.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX