Po ostatnim ligowym zwycięstwie z Fartem
Kielce 3:2 warszawiacy awansowali na szóste miejsce. Na finiszu sezonu zasadniczego mają bilans (pięć wygranych, osiem porażek) lepszy niż drużyny, których aspiracją było miejsce w czołówce. M.in. kielczanie, którzy mają trzy zagraniczne gwiazdy, solidnych Polaków i... sześć porażek z rzędu.
- Patrzymy na naszych rywali z małą zazdrością, ale wiemy, że walczymy o swoją przyszłość. Nawet, jeśli teraz nie jest różowo i nie mamy wypłaconych wszystkich pieniędzy - mówi Jakub Bednaruk, drugi trener Politechniki.
Więcej szkoleniowcy i siatkarze nie chcą mówić, ale sytuacja jest niewesoła. Sponsora, który załatałby
budżet jak nie było, tak nie ma. Jeśli nawet przychodzi do klubu jakaś firma ze wsparciem, to najchętniej rzeczowym, np. na ostatnim meczu jedna z sieci ufundowała kibicom pizzę.
Sytuacji zawodników to jednak nie poprawia, ci jednak grają nie dość, że dobrze, to jeszcze promują się na przyszłość. Już teraz o dwóch podstawowych przyjmujących Wojciecha Żalińskiego i Krzysztofa Wierzbowskiego wypytują bogatsze kluby. Miejsca długo nie zagrzeje pewnie libero Damian Wojtaszek, który co lato ma wiele propozycji, ale z nich nie korzysta. Teraz, kiedy jest jednym z najlepszych graczy, trudno będzie go zatrzymać.
- Tak powtarza nam trener, że mamy wychodzić i walczyć o swoją przyszłość. Wielu graczy odchodziło z Politechniki, teraz zarabiają i grają solidnie u konkurencji - mówi Wojtaszek.
Do końca sezonu zasadniczego zostało pięć spotkań. Oprócz AZS
Częstochowa i regularnie zawodzącego Lotosu Trefla Gdańsk (w rundzie rewanżowej nie wygrał nawet seta) rywalami Politechniki będą wszyscy kandydaci do medali. W najbliższą sobotę - Skra Bełchatów.
W czwartek w
Warszawie akademicy rozegrają rewanż w Pucharze Challenge z Dynamem Krasnodar. Mimo porażki w pierwszym meczu, akademicy nie są bez szans. - Dla nas to bezcenne doświadczenie, choć pewnie kosztowne dla kasy klubu. Dostaliśmy jednak zapewnienie, że są na to pieniądze - dodaje Bednaruk.