Bełchatowianie wczoraj wrócili z Serbii. Siatkarze byli bardzo zmęczeni, bowiem z hotelu w Kragujevacu wyjechali o godz. 2 w nocy, zaś w hotelu w Rzeszowie zameldowali się około godz. 14. Nic dziwnego, że po zjedzeniu obiadu wszyscy poszli przynajmniej częściowo odespać zaległości, bowiem o godz. 19 trenerzy zaplanowali trening na siłowni. Mimo zmęczenia humory dopisywały, bowiem drużyna zapewniła sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek.
Wygrana z Radnickim Kragujevac nie przyszła im jednak łatwo, głównie za sprawą bardzo dobrze spisujących się gospodarzy. - Już w Łodzi szło nam ciężko, a powodem była słaba gra w ataku. Musieliśmy nadrabiać to zagrywką i blokiem. Nasi przeciwnicy mieli wtedy 30 proc. błędów w ataku, a teraz tylko 10. Spodziewaliśmy się też, że będą dobrze serwować, ale nie aż tak - opowiada trener PGE Skry. Zresztą Slobodan Kovac, szkoleniowiec gospodarzy, przyznał, że jego podopieczni rozegrali najlepszy pojedynek w Lidze Mistrzów. - Gdyby naprzeciw nas stała inna drużyna, moglibyśmy wygrać - mówił na konferencji prasowej.
Nawrocki jest zadowolony z postawy swojej drużyny. Podkreśla, że w ataku po dobrym przyjęciu serwów jego zawodnicy mieli 80-procentową skuteczność (w sumie 53 proc.). - Pretensje mogę mieć tylko za zbytnie ryzyko w zagrywce, zwłaszcza w końcówce drugiego seta. Sami doprowadziliśmy do nerwowych chwil, a przecież nie trzeba było zbytnio ryzykować - dodaje.
Trener PGE Skry ma jednak powody do optymizmu, bowiem wysoką dyspozycję pokazał Stephane Antiga, a kolejny dobry mecz rozegrał Mariusz Wlazły. - Był świetny. Nie dość, że znakomicie zagrywał, co pozwalało nam zmniejszać straty, to jeszcze był świetny w ataku. Poza tym ma dobry wpływ na drużynę - chwali kapitana Nawrocki. - Najbardziej cieszę się z tego, że udało nam się utrzymać dobry poziom w przyjęciu.
Jak już pisaliśmy, PGE Skra jest jednym z kandydatów do organizacji Final Four Ligi Mistrzów. Ma jednak poważnego rywala - włoskie Trento. Jeden z warunków bełchatowski klub już spełnił - zagwarantował sobie wyjście z grupy. Decyzja zapadnie 22 stycznia w Lozannie. Turniej rozgrywany jest zazwyczaj na przełomie marca i kwietnia. Jeśli odbędzie się w Łodzi, to mistrz Polski rozegra przed nim tylko jedno spotkanie - z CAI Teruel. Bilety sprzedają się bardzo dobrze - zostało jeszcze tylko 3,8 tys. Można je kupić na stronie www.kupbilet.pl, w hali Atlas Arena oraz w kasie biletowej na stadionie ŁKS-u. Kosztują od 15 do 70 zł.
Wcześniej jednak drużyna zagra w PlusLidze z Resovią (w sobotę o godz. 14.45).