Przed świętami najlepsza polska drużyna przegrała pierwszy mecz ćwierćfinałowy aż 0:3, więc żeby marzyć jeszcze o awansie, musi w sobotę zwyciężyć w takim samym rozmiarze. Ale to nie koniec, bowiem ważna jest też różnica małych punktów - rzeszowianie zdobyli ich o dziewięć więcej. I choć statystyka spotkań jest korzystna dla PGE Skry (Resovia wygrała z nią dopiero raz), to w zdecydowanie lepszej sytuacji są wicemistrzowie Polski. Oni muszą wygrać tylko jednego seta. - Trzeba wyjść na boisko z przekonaniem, że jesteśmy w stanie wygrać mecz - twierdzi Krzysztof Gierczyński, kapitan Resovii.
Rywale mogą jednak zagrać na zdecydowanie większym luzie niż zawodnicy PGE Skry. Mogą ryzykować zagrywką, tym bardziej że ostatnio bełchatowianie mają spore problemy z przyjęciem. To była jedna z przyczyn porażki w Rzeszowie. Drugą - zdecydowanie najważniejszą - była słaba gra w ataku. Starał się Bartosz Kurek, który bywał już jednak w lepszej dyspozycji. Inna sprawa, że sposób gry zespołu jest łatwy do rozszyfrowania, bowiem większość piłek kierowana jest do młodego reprezentanta Polski.
Kolejny problem bełchatowskiej drużyny to słabsza forma Stephane'a Antigi, dlatego przy systemie gry z trzema przyjmującymi Kurek nie miał odpowiedniego wsparcia. Kolejny problem to nie najlepsza dyspozycja Miguela Falaski. Hiszpan zapomniał, że ma obok siebie dwóch najlepszych polskich środkowych - gra z nimi w ataku bardzo rzadko. Poza tym na palcach jednej ręki można policzyć rozgrywanie tzw. pajpa, czyli zbicia ze środka drugiej linii.
Powstaje pytanie, dlaczego drużyna, która tak świetnie spisywała się w pierwszej części sezonu, nagle przestała grać. Trener Jacek Nawrocki podkreśla, że od 1 listopada do 23 grudnia jego zawodnicy odbyli osiem normalnych treningów. - Obciążenie trójki przyjmujących było ogromne. Wprowadzamy do gry naszych atakujących, lecz po półrocznej przerwie trudno oczekiwać, by ich forma eksplodowała - dodaje. Jednak już w trzecim secie spotkania w Rzeszowie bardzo dobrze zgrał Jakub Novotny, zaś Mariusz Wlazły był jednym z głównych autorów rozgromienia Delecty Bydgoszcz. - Ale obaj mają problem z ustabilizowaniem dyspozycji. Pomogłoby im rozegranie pięciu spotkań, najlepiej sparingowych. Niestety, to niemożliwe - mówi Nawrocki.
Siatkarze PGE Skry w tym roku nie nacieszyli się świętami, podobnie jak zabawą sylwestrową. Od niedzieli ćwiczą bowiem codziennie, w poniedziałek i wtorek nawet dwukrotnie. Wczoraj trenowali po południu, zaś po zajęciach rozpoczęli krótkie przedmeczowe zgrupowanie. - Bo choć nie koncentrujemy się tylko na meczu z Resovią, to zamierzamy powalczyć o awans. Nie możemy zapominać, że w styczniu czeka nas kolejny maraton z trzema spotkaniami w Lidze Mistrzów - przypomina szkoleniowiec.
W środę wieczorem PGE Skra grała z Pamapolem Wieluń, który w ćwierćfinale Pucharu Polski sprawił wielką sensację, wygrywając w Bydgoszczy z Delectą 3:1. W sparingu padł takim sam wynik, ale na korzyść bełchatowian. Nawrocki jest przekonany, że jego zawodnicy w sobotę wypadną lepiej, bowiem nabiorą świeżości po ciężkich treningach. - Powtarzam jednak, że najważniejsze jest dla nas poprawienie gry, a wtedy wyniki przyjdą same. Poza tym nadmierna motywacja w tym momencie nie jest dobra - kończy.
Za to prowadzący Resovię Ljubo Travica przestrzega swoich siatkarzy: - Nie możemy myśleć, że jedziemy po seta. Jeśli ktoś tak myśli, popełnia duży błąd. Jedziemy po to, by wygrać. Możemy grać lepiej niż przed świętami w Rzeszowie. Z każdym meczem nasza forma idzie w górę. Jeśli Skra zagra na 110 proc., będzie bardzo trudno. Ale jeśli my tak zagramy, to i oni będą mieli problemy. Oni mają dużo pozmieniać, ale my jesteśmy gotowi na wszystkie opcje.
Optymistyczne jest to, że gorzej niż w Rzeszowie PGE Skra nie może chyba zagrać. Jej zawodnicy stracili wówczas aż 27 punktów po własnych błędach. Tyle samo co w ligowym spotkaniu, ale w pięciu setach.
Bilety na mecz będzie można kupić w kasie hali Energia od godz. 10. Transmisję przeprowadzi Polsat Sport.