Grudzień w wykonaniu PGE Skry to ligowo-pucharowy turniej. Drużyna gra trzy razy w tygodniu, nie mając czasu ani na odpoczynek, ani nawet na trening. 20 godzin po zakończeniu spotkania z Radnickim Kragujevac rozpoczęli grę z AZS-em UWM Olsztyn. To zaległy pojedynek szóstej kolejki, kiedy mistrzowie Polski przebywali w Katarze.
Trener Jacek Nawrocki musiał zmienić skład, bo po niektórych zawodnikach widać zmęczenie. Tym razem rozgrywał Maciej Dobrowolski, miejsce Mariusza Wlazłego zajął Jakub Novotny, zaś Stephane'a Antigi - Michał Bąkiewicz. Olsztynianie nie ukrywali, że przyjechali do Bełchatowa sprawić niespodziankę, jaką byłoby urwanie punktów faworytowi. - Warszawa pokazała, że ze Skrą można zdobyć punkty - mówił Jakub Oczko.
Szybko przekonali się jednak, że PGE Skra ma wyrównany skład, a kryzys jest już za nią. Przewidywał to zresztą szkoleniowiec. Jego zdaniem po niefortunnym występie w Hiszpanii jego drużynie potrzebne było przełamanie, niekoniecznie nawet po dobrej grze. Tak stało się w środę z Radnickim, kiedy mistrzowie Polski nie zachwycili, lecz zainkasowali trzy punkty.
W pierwszym secie wyrównana walka skończyła się przed pierwszą przerwą techniczną, a im dłużej trwała gra, tym przewaga gospodarzy była większa. Liderami w ataku już nie byli środkowi (jak w środę), ale Bartosz Kurek i Novotny. Po tym drugim widać było, że miał długą przerwę w grze spowodowaną operacją kolana. Brakuje mu jeszcze dynamiki i ogrania, jednak rozkręcał się z akcji na akcję. Potwierdził, że w obijaniu bloku mało kto w PlusLidze mu dorównuje. Może Bąkiewicz, znakomicie radzący sobie nawet w bardzo trudnych sytuacjach - gdy nie mógł uderzyć mocno, opierał piłkę o ręce rywali albo sprytnie kierował ją w wolne miejsce na boisku.
- Jestem bardzo zmęczony - przyznał po spotkaniu czeski atakujący. - Od sześciu miesięcy nie grałem w meczu, a trening to nie jest to samo. Koncentrowałem się na tym, by popełnić jak najmniej błędów - mówił.
Po gospodarzach widać było zdenerwowanie, czemu zresztą trudno się dziwić. Ale kiedy już się rozluźnili, pokazali, że umiejętnościami przewyższają olsztynian o klasę. Goście w trudnych sytuacjach najczęściej bili z całych sił, nadziewając się na blok lub popełniając błędy. Zawodnicy Skry wybierali najróżniejsze rozwiązania, zwykle przynoszące efekt w postaci punktów. - Przewyższali nas w każdym elemencie - przyznał Paweł Siezieniewski.
O tym, że opuścił ich stres, świadczy też znakomita obrona. A zdaniem trenerów zależy ona przede wszystkim od głów, czyli nastawienia. Wczoraj mistrzowie Polski dali pokaz defensywy. Po atomowych atakach rywali piłki podbijali nawet środkowi, a przecież Możdżonek czy Pliński przy swoim wzroście nie są tak sprawni jak o kilkanaście centymetrów niżsi koledzy.
Od połowy drugiego seta przewaga Skry była już ogromna, a zespół z Olsztyna zdobywał punkty tylko przy zagrywce Dawida Guni, który jest wypożyczony z bełchatowskiego klubu. Za to w AZS-ie kariery zaczynali Możdżonek i najlepszy zawodnik spotkania - Dobrowolski. W Olsztynie grał też Bąkiewicz, ale ani on, ani koledzy nie mieli litości dla przeciwników.
Wygrana pozwoliła gospodarzom awansować na pierwsze miejsce w tabeli PlusLigi. A w zapasie mają jeszcze zaległy pojedynek z AZS-em Częstochowa.
Bilety na Roeselare
Już dziś można kupować bilety na trzeci mecz PGE Skry w Lidze Mistrzów. Sprzedawane są w łódzkiej Atlas Arenie. W przyszłym tygodniu kasy będą czynne we wtorek i środę. Przypomnijmy, że rywalem bełchatowskiego zespołu będzie lider grupy D Knack Randstad Roeselare (w środę o godz. 18).
PGE Skra - AZS UWM 3:0
Sety: 25:18, 25:15, 25:19
PGE Skra: Dobrowolski 2, Bąkiewicz 9, Możdżonek 6, Novotny 12, Kurek 19, Pliński 10, Gacek (libero) oraz Wlazły 4, Falasca, Kolanek.
AZS UWM: Oczko, Joao Paulo, Marcelo, Winnik, Siezieniewski, Gunia, Andrzejewski (libero) oraz Józefacki, Kusaj, Jacyszyn, Tomczyk.