Sport.pl

Liga Światowa. Murilo: Wygramy z każdym

Gorycz dwóch porażek z USA osłodziło Brazylijczykom tyleż samo wygranych w katowickim Spodku z Polakami. Mistrzowie świata grają coraz lepiej, ale w turnieju Final Eight w Gdańsku (6-10 lipca) znów przyjdzie im się zmierzyć ze swoją zmorą i jedynym pogromcą - USA. - Nie boimy się ich, a w finale możemy wygrać z każdym - zapowiada najlepszy siatkarz globu - Murilo Endres.
USA to jedyny zespół, który znalazł patent na galaktyczną Brazylię. W fazie interkontynentalnej LŚ mistrzowie olimpijscy pokonali Brazylijczyków i u siebie () i w Rio de Janeiro. Odwieczni rywale znów spotkają się w Gdańsku, gdzie w turnieju finałowym zagrają razem w grupie F. Starcie gigantów w czwartek.

- Nie wiem właściwie, skąd się wziął ten fenomen USA. Może nie robią nic poza studiowaniem naszej i tylko naszej gry? - żartował MVP MŚ 2010 - Murilo. Już na poważnie przyznał, że jego zespołowi brakuje do Amerykanów cierpliwości. - W końcu pokonali nas też w finałach LŚ i IO w 2008. Oni zawsze są świetnie przygotowani taktycznie - dokładnie wiedzą, co zagramy. To chyba jakiś nasz kompleks - gdy nasz trener - Bernardo Rezende grał przeciwko USA 30 lat temu, również przegrał finał igrzysk. Może USA to nasz karman? (w hinduizmie system nagród i kar bożych, prawo przyczyny i skutku - przyp.red.) Kolejnym silnym rywalem w "grupie śmierci" będą Rosjanie. Z nimi Brazylijczycy zmierzą się na zakończenie fazy grupowej (piątek, 13.30). Zmagania w Gdańsku zaczną od meczu z Kubą (środa, 13.30).

- Kuba ma w tym roku wiele problemów, bo straciła trzech podstawowych graczy (wykluczenie z kadry za próbę opuszczenia kraju - przyp.red.). A Rosja to Rosja, nawet nie wiem co o nich powiedzieć. To jeden z najsilniejszych zespołów na świecie, ale czasami nie potrafią pokazać tego na boisku. To czyni nas silniejszymi. Wierzę, że w finale możemy ulepszyć naszą grę. Możemy pokonać każdego. Nasza determinacja w najważniejszych spotkaniach sięga wtedy szczytu i wiemy jak grać takie mecze - zapewnił Murilo, przyznając jednak, że w pierwszej fazie gra jego zespołu nie wyglądała najlepiej. - Mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowania. W ciągu dwóch tygodni nie mieliśmy nawet czasu zagrać sparingu - tłumaczy. Dodatkowo Brazylijczycy stracili na chwilę swoją armatę - atakującego Leandro Visotto. 212-centymetrowy siatkarz ma kontuzję pachwiny. Oba mecze z Polską w Katowicach oglądał z trybun. Strata nie była odczuwalna - zmiennicy zagrali świetnie i Brazylijczycy stracili w dwumeczu jednego seta. Błyszczeli atakujący Theo (łącznie 31 pkt.) i świetnie serwujący środkowy Sidao (21).

- Chłopaki są w reprezentacji od 3-4 lat, ale nigdy nie mieli tylu okazji do gry. Choć nam potrzeba jeszcze młodszych graczy. Sidao w przyszłym tygodniu skończy 29 lat. Brakuje nam środkowego, który ma 21-22 lata. Zwłaszcza potrzebujemy młodych zawodników na pozycji przyjmującego. Ja mam już 30 lat, ale zacząłem występy w reprezentacji mając 22 lata - granie robi się coraz bardziej uciążliwe. Giba ma 35 lat. Na tej pozycji nie mamy wielu możliwości - siatkarze chcą blokować, chcą atakować, ale nikt nie chce popracować nad przyjęciem. Ta pozycja sprawia nam największy problem. Zwłaszcza, że w świecie jest moda na bardzo wysokich zawodników. Mając poniżej 190 cm jesteś już za niski. Może trzeba zmienić nieco tok myślenia i dać szansę także zawodnikom o gorszych warunkach fizycznych? - zastanawiał się Murilo, który zmiany w składzie przewiduje dopiero po przyszłorocznych igrzyskach w Londynie.

- W 2013 r. Bernardo (Rezende, trener - przyp.red.) musi dokonać zmian i zbudować nową reprezentację na IO w Rio de Janeiro. Ja chciałabym tam być, na pewno pojedzie też Bruno, ale Sergio, Giba - niemożliwe. Potrzeba nam zmian, a nowi zawodnicy muszą zdobyć doświadczenie - podkreśla MVP mundialu we Włoszech, który w Katowicach był oszczędzany. Do gry po drobnym zabiegu wracał Dante Amaral, który dopiero w Katowicach rozegrał dwa pełne spotkania. To nie jedyne roszady, jakich dokonał z składzie Rezende.

- Drużyna więcej wciąż dochodzi do formy. Na prawdę nie wiem nawet, kto zagra w środę w Gdańsku. Bernardo ma wielu zawodników do dyspozycji. Być może do dyspozycji będzie już Visotto (kontuzja pachwiny - przyp.red.). Jeśli nie, ma świetnych zmienników, jak Wallance i Theo. Rozgrywający Marlon i Bruno są na tym samym poziomie, więc nie ma różnicy, który z nich wejdzie na boisko. Jedynym pewniakiem jest Sergio.

Razem dla brazylijskiej siatkówki

Murilo miał być jednym z transferowych hitów PlusLigi. Do podpisania kontraktu jednak nie doszło, bo siatkarz ma wciąż ważną umowę z brazylijskim klubem SESI Sao Paulo i nie zamierza jej zrywać. I on, i pozostali kadrowicze coraz częściej chcą grać w ojczyźnie. Nie tylko z tęsknoty za rodziną, ale by rozwijać brazylijską siatkówkę.

- To ważne, żebyśmy grali w krajowej lidze, bo w ten sposób pomagamy naszej federacji zbudować mocne rozgrywki. Są jednak pewne reguły, utrudniające grę niektórym zawodnikom. Istnieje specjalny ranking, przypisujący zawodników punkty od 0 do 7. W zespole nie może być więcej niż trzech zawodników z "7". Tyle punktów ma ośmiu reprezentantów Brazylii. Najlepsze drużyny w kraju wyczerpały już ten limit i nie wszyscy kadrowicze mogą grać w najbogatszych klubach. Dlatego niektórzy zawodnicy - jak Visotto - są zmuszeni do powrotu Europy - wyjaśnia Murilo.

Wedle zasad rankingu, każdy gracz sprowadzony z europejskiej ligi jest wart 0 pkt. Klub Superligi ma do dyspozycji 32 punkty i w nich musi się zmieścić budując skład. Takie reguły pozwalają na wyrównanie poziomu rozgrywek.

- To bardzo dobra liga. Trudno przewidzieć, które cztery drużyny wejdą do półfinałów po play-offach. Superliga to kawał dobrej siatkówki dla widzów, ale i dobra szkoła dla zawodników - w każdym meczu musimy dawać z siebie wszystko.

Polacy uniknęli grupy śmierci - Finał Ligi Światowej  »


Więcej o: