Sport.pl

Siatkówka. Final Four w Łodzi przełożone

Twarda postawa Skry Byłchatów i miasta Łodzi zadecydowały o przełożeniu finału Ligi Mistrzów siatkarzy. - Nawet jeśli władze europejskiej federacji zdecydują, że Final Four powinien się odbyć, Skra nie weźmie w nim udziału - przekonywał prezes Skry, Konrad Piechocki. Ostatecznie jednak, po kilkugodzinnych burzliwych rozmowach z przedstawicielami Dynama Moskwa, Trentino Volley i ACH Volley, podjęto decyzję o odwołaniu Final Four.
W sobotę o godz. 15.30 miała rozpocząć się w Łodzi największa klubowa impreza w męskiej siatkówce. Jednak po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem stało się jasne, że turnieju nie da się rozegrać. Ok. godz. 11 wszystko wskazywało jednak, iż najlepsze europejskie zespoły jednak wyjdą na boisko. - Prawdopodobnie będą mecze, ale bez oprawy muzycznej i dopingu - informowali organizatorzy.

Im jednak bliżej było do planowanego początku, tym doniesienia była bardziej dramatyczne. - Nie wyobrażam sobie, żeby w takiej sytuacji grać. To niemożliwe - twierdził kategorycznie Tomasz Zadroga, prezes Polskiej Grupy Energetycznej, sponsora Skry i całej imprezy. Wiele zależało od stanowiska uczestników, czyli Trentino Volley, Dynama Moskwa i ACH Volley Bled. Szefowie Skry od razu podjęli decyzję, że nawet jeśli władze europejskiej federacji zdecydują, że Final Four powinien się odbyć, ich drużyna nie weźmie w nim udziału. - Konsultowaliśmy to z panem Zadrogą z PGE i doszliśmy do wniosku, że Skra nie może zagrać - tłumaczył Konrad Piechocki.



Stanowisko mistrza Polski poparł Diego Mosna, prezes Trentino. Zdaniem włoskich działaczy nie można było grać w takim dniu. Nie zastanawiali się też Słoweńcy z Bledu. Oba kluby błyskawicznie podpisały apel o znalezienie nowego terminu. Najwięcej problemu było z Dynamem. Szefowie ekipy tłumaczyli się tym, że nie mogą skontaktować się ze swoimi władzami w Moskwie. Wydawało się, że impreza zostanie rozegrana bez Skry i bez kibiców. Andrzej Lemek, szef polskich sędziów siatkarskich, zagroził jednak, że wycofa naszych arbitrów liniowych.

Stanowisko władz europejskiej siatkówki zmieniał się co kilkanaście minut. Głównym problemem oprócz Dynama był brak wolnego terminu. W końcu do Atlas Areny dotarł Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Jego mediacja przyniosła efekt. Po godz. 14 Philip Berben, wiceprezydent europejskiej federacji ogłosił, że impreza została odwołana. - Robimy to z szacunku dla Polaków - stwierdził. - Pozostali uczestnicy podpisali dokument, że solidaryzują się z Polakami w tych trudnych chwilach.

Riet Ooms, odpowiedzialna w federacji za rozgrywki pucharowe, tłumaczyła, że największym problemem jest znalezienie dogodnego terminu. Podkreślała dobrą wolę klubów. Na razie nikt nie był w stanie podać daty imprezy. Najbardziej prawdopodobne jest rozegranie jej w maju, być może 12 i 13. W ostateczności półfinałowe spotkania zostaną rozegrane w innych terminach, zaś finał w Łodzi. - Na pewno coś znajdziemy - uważają jednak szefowie klubów.

Zawodnicy Skry nie chcieli komentować sytuacji. Nie wyobrażali sobie jednak rozgrywania spotkań. - Jak mielibyśmy cieszyć się z punktów w obliczu takiej tragedii - mówili.

Przełożone Final Four  »


Więcej o: