Sport.pl

Mirosław Przedpełski: Nie chcę wojny na kwity

Trzech kandydatów wystartuje w wyborach na szefa PZPS. Dwóch z nich to sojusznicy, ale trzeci nie jest bez szans.
Do wyborów został niespełna miesiąc, kandydaci gorączkowo liczą szable. O ponowną reelekcję będzie ubiegał się 61-letni Mirosław Przedpełski. Dla niego to już trzeci start, ale nie zabrania mu tego ustawa o sporcie kwalifikowanym, bo jej zapisy o co najwyżej dwukrotnej kadencji weszły w życie, kiedy po raz drugi wygrał wybory.

20 lat młodszy Artur Popko, wiceprezes związku i szef obu profesjonalnych lig, jest tylko pozorną alternatywą. Wszystko dlatego, że już za tydzień w USA dojdzie do wyborów władz światowej federacji (FIVB), a tam Przedpełski liczy co najmniej na stanowisko wiceprezesa. - Jeśli zostanę wybrany, nie wiem, czy FIVB pozwoli mi sprawować funkcję szefa w Polsce - mówi. - To byłoby dla wszystkich najlepsze rozwiązanie, ale gdyby moje zajęcia były bardzo absorbujące, na czele PZPS powinien stanąć Artur.

Ale podczas ostatniej kadencji w siłę urosła opozycja, na czele której stanął 64-letni Waldemar Bartelik, były prezes Koncernu Energetycznego Energa SA z czasów, gdy stanowiska w spółkach skarbu państwa obsadzali głównie politycy SLD. W wyborach poprą go delegaci z Wybrzeża oraz z Łodzi, skąd wywodzi się wieloletni sekretarz generalny PZPS Bogusław Adamski.

Prawdopodobnie to on będzie języczkiem u wagi w wyborach na prezesa, podobnie zresztą, jak było to przy przejmowaniu władzy, jednym głosem, przez Przedpełskiego w 2004 roku. Dziś Adamski stoi w opozycji do szefów związku, ostatnio został przez nich odwołany za doniesienie do CBA o nieprawidłowościach finansowych w związku.

CBA prowadzi kontrolę w PZPS od kilku tygodni. Przesłuchuje nie tylko pracowników związku, ale również prezydentów miast gospodarzy mistrzostw świata w 2014 r., które w umowach zobowiązały się wypłacić związkowi w sumie kilka milionów złotych na promocję poprzez siatkarski mundial.

Adamski zarzucił PZPS, że oddaje organizację imprez spółkom zewnętrznym, zamiast oprzeć ją na pracownikach związku. Stwierdził także, że zarząd "prowadzi kreatywną księgowość, by przed wyborami pokazać, że z finansami nie jest źle".

We wtorek na zarzuty te odpowiedział Przedpełski. "Były sekretarz nie rozumie na czym polega nowoczesne zarządzanie tak dużą organizacją jak związek sportowy i najwyraźniej w widzeniu świata zatrzymał się w poprzedniej epoce (...) To prawda, że polska siatkówka to nie prezes i wiceprezes związku. Ale także nie były sekretarz. Polska siatkówka to miliony kochających ją kibiców, tysiące zawodników, działaczy i trenerów, którzy poświęcając się budują jej potęgę. Jesteśmy pewni, że nieodpowiedzialne, nieuczciwe i destrukcyjne działania byłego sekretarza tej potęgi nie zniszczą (...)" - napisał w swoim oświadczeniu szef związku, dodając już w rozmowie z dziennikarzami, że nie interesuje go przedwoborcza wojna na kwity tylko merytoryczna rozmowa o sporcie.

W najbliższych tygodniach będziemy chcieli przeprowadzić w Sport.pl i Radiu TOK FM rozmowy z kandydatami na prezesa PZPS. Będziemy również dążyć, by wszyscy zgodzili się wystąpić w jednej audycji, której zapis zamieścimy na łamach "Gazety" i na Sport.pl.

Więcej o: