Chcieli w ten sposób zwrócić uwagę kibiców, działaczy, a przede wszystkim władze miasta na fatalną sytuację finansową. Klub nie ma sponsora, mimo że władze zapewniają o przyjściu takiego lada dzień, zawodnicy nie mają wypłaconych pensji, przez co zamiast skupić się na sporcie, dyskutują o zaległościach, jakie
Politechnika ma wobec nich.
Wydawało się, że moment na taką demonstrację nie jest najlepszy, bo przecież w 1/8 finału Challenge Cup przegrali pierwszy mecz 0:3, mieli nieprzyjemne wspomnienia z dalekiej i mało komfortowej podróży, poza tym priorytetem dla warszawiaków jest PlusLiga.
Okazało się, że po meczu mogli podnieść głowę jeszcze wyżej. Choć przegrali pierwszego seta, wygrali trzy kolejne, doprowadzając tym samym do złotego seta. Rozwiązanie to stosuje się, kiedy oba zespołu wygrają po jednym meczu, bez względu na to, w jakich rozmiarach. Nim jednak do niego doprowadzili, stoczyli partię-horror, w którym częściej przegrywali niż prowadzili, pozwolili rywalowi nawet na setbola, a mimo to skutecznym blokiem i akcją Krzysztofa Wierzbowskiego wyciągnęli się znad przepaści.
W krótkim decydującym secie było wszystko, co mogło wywołać podobne emocje, ale najważniejszy był początek z prowadzeniem gospodarzy 8:3. Po asie serwisowym Macieja Zajdera i skutecznych atakach Wojciecha Żalińskiego kibice mogli odtrąbić triumf nad średnim zespołem ligi rosyjskiej, w którym kończy karierę była gwiazda kadry Roman Jakowlew.
Co oznacza ta wygrana?
W siatkówce Challenge Cup to trzecie pod względem ważności rozgrywki pucharowe. Nie mają swojego odpowiednika w futbolu, z istotnych w Europie lig kwalifikują się do niego drużyny z miejsc 4-6. Nie są dochodowe, kluby z reguły do nich dokładają, ale jak w każdej międzynarodowej rywalizacji niosą niewielki choćby prestiż i wyzwanie. Dla siatkarzy Politechniki to przede wszystkim okazja do zbierania doświadczeń. Bo jako drużyna w tym kształcie nigdy zagranicznych rywali nie mieli, a niezła postawa w Challenge Cup przekłada się także na coraz lepsze wyniki w PlusLidze.
Dobre wyniki, a jak na sytuację organizacyjno-finansowo wręcz znakomite losu warszawskich siatkarzy nie poprawiają. Kilku z nich od dawna nie widziała pensji, trenera Radosława Panasa przymierzają do swojego zespołu działacze jednego z rywali Politechniki, tego, że odejdą czołowi siatkarze, można być pewnym niemal teraz.
Na razie warszawiacy zapowiadają kolejne niespodzianki, tak w ćwierćfinale Challenge Cup (zagrają z Lokomotivem Charków), jak i w PlusLidze, gdzie ich wyjazdowym rywalem będzie w weekend Skra Bełchatów.
AZS Politechnika Warszawska - Dynamo Krasnodar 3:1 (18:25, 25:22, 25:15, 29:27). Złoty set: 15:8 dla Politechniki i awans do 1/4 finału.
AZS Politechnika: Steuerwald, Żaliński, Nowak, Szymański, Wierzbowski, Zajder oraz Wojtaszek (libero), Kreek, Mikołajczak, Gałązka.
Nie ma pieniędzy Sytuacja w Politechnice jest niewesoła. Sponsora, który załatałby
budżet jak nie było, tak nie ma. Jeśli nawet przychodzi do klubu jakaś firma ze wsparciem, to najchętniej rzeczowym, np. na ostatnim meczu jedna z sieci ufundowała kibicom pizzę. Sytuacji zawodników to jednak nie poprawia. Więcej o
problemach finansowych Politechniki.