Choć oba zespoły w tabeli dzieli pięć miejsc i aż 13 punktów, to w zespole lidera nie lekceważą przeciwnika. - Z AZS zawsze nam się ciężko gra - opowiada Michał Bąkiewicz, przed laty zawodnik częstochowskiego klubu. Przypomina spotkanie w pierwszej rundzie, wygrane przez jego drużynę 3:1, ale po zaciętej walce.
Ostrzeżeniem dla PGE Skry powinien być wynik ostatniego pojedynku Tytana AZS w PlusLidze. Podopieczni Marka Kardosa pokonali w
Kielcach Farta 3:1. W czwartek odnieśli kolejny sukces, wygrywając także 3:1 z Unikają Almeria w Challange Cup.
Jak już informowaliśmy, w ekipie mistrza Polski są małe problemy, bo chory jest Mariusz Wlazły. Jego występ w
Częstochowie jest mało prawdopodobny.
Zapewne zastąpi go Aleksandar Atanasijević, co nie powinno być wielkim osłabieniem. Serb mimo młodego wieku jest już świetnym atakującym.
Pozostali bełchatowianie są zdrowi, ale - jak twierdzi trener Jacek Nawrocki - czterodniowa przerwa może odbić się na ich dyspozycji. Nawet jeśli tak będzie, to Miguel Falasca, Bartosz Kurek,
Michał Winiarski czy Paweł Zatorski powinni zniwelować to większymi umiejętnościami.
Spotkanie rozpocznie się w niedzielę o godz. 18. Bełchatowianie będą więc znali wynik meczu dwóch zespołów goniących ich w tabeli - Resovii i Zaksy Kędzierzyn-Koźle.
Na razie PGE Skra wyprzedza zespół z Kędzierzyna tylko jednym punktem, zaś rzeszowian - siedmioma.