Sport.pl

Po finale Pucharu Polski. "To nie jest wina PGE Skry, że wygrywa"

Jarosław Bińczyk
2012-01-24 , aktualizacja: 23.01.2012 19:58
A A A Drukuj
Siatkarze PGE Skry Bełchatów cieszą się ze zdobycia Pucharu Polski Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta Siatkarze PGE Skry Bełchatów cieszą się ze zdobycia Pucharu Polski
Finał Pucharu Polski miał być najbardziej wyrównany w historii. Okazało się, że PGE Skra wciąż jest poza zasięgiem krajowych rywali
POLECAMY! Piłkarz, którego nie stać na bilet

W niedzielę bełchatowscy siatkarze po raz szósty wywalczyli Puchar Polski, rozbijając w finale Jastrzębski Węgiel. Po spotkaniu pojawiły się głosy, że dominacja PGE Skry jest już nudna. Mówili o tym nawet prominentni działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej. - Może dla innych jest nudne, ale dla nas nie - odpowiadają w Bełchatowie. A prezes klubu Konrad Piechocki dodaje, że dla jego drużyny motywacja jest taka sama od pierwszego triumfu, czyli od 2005 roku. Widać to było choćby po ogromnej radości, która wybuchła po zdobyciu ostatniego punktu w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem (Marcin Możdżonek zablokował Russella Holmesa).

Tak więc przeciwnicy muszą poczekać na kolejną szansę na zdetronizowanie bełchatowskiego hegemona. - Jeszcze tydzień czy dwa temu zapowiadano, że to będzie przełomowy turniej, bo zespoły dojrzały do zdetronizowania Skry. Były ku temu podstawy, bo przecież bełchatowianie przegrali w Tours. A to, że emocje skończyły się po pierwszym dniu, nie jest winą Skry. Poza tym tak zaciętych spotkań jak w sobotę chyba jeszcze nie było. Poziom półfinałów był wyborny, niespotykany w Polsce od wielu lat. Nie wolno więc mówić, że zwycięstwa Skry są nudne - mówi Ireneusz Mazur, były trener Skry i selekcjoner reprezentacji Polski.

Mazur przypomina, że jednostronny mecz finałowy to niemal reguła w Pucharze Polski. - O ile dobrze pamiętam, to tylko w 2010 roku decydujące spotkanie było bardzo zacięte - dodaje. Wtedy PGE Skra odpadła w ćwierćfinale, ulegając Resovii, która później w finale przegrała z Jastrzębskim Węglem 2:3.

W Rzeszowie drużyna ze Śląska nie była w stanie nawiązać walki z bełchatowianami. Być może przyczyniły się do tego kontuzja Zbigniewa Bartmana czy nie najwyższa forma pierwszego rozgrywającego Raphaela Margerido Vinhedo (był po urazie). Ale z drugiej strony jastrzębianie byli w najbardziej komfortowej sytuacji spośród czterech finalistów pucharu, bowiem nie musieli rozgrywać spotkań w europejskich pucharach, jak PGE Skra, Resovia czy Zaksa Kędzierzyn-Koźle.

Okazało się jednak, że gwiazdy sprowadzone do Jastrzębia mimo wielkiej klasy jeszcze nie dorównują tym z Bełchatowa. Michał Kubiak, Holmes, Rob Bontje, Brian Thornton czy Zbigniew Bartman są reprezentantami swoich krajów, ale wciąż są gorszymi siatkarzami od Bartosza Kurka, Michała Winiarskiego, Marcina Możdżonka, Daniela Plińskiego i Miguela Falaski.

Nawet jastrzębski as, czyli Michał Łasko, był w cieniu Mariusza Wlazłego. Ten ostatni posiadł niesamowitą zdolność, jaką jest najlepsza gra w najważniejszych momentach. Tak było w półfinale z Resovią czy w trzecim secie finałowego meczu. Według kapitana PGE Skry sukcesy jego drużyny to efekt wielkiej koncentracji. Widać to było choćby w czasie rozgrzewki. Gdy przeciwnicy dowcipkowali, żartowali, on był bardzo skupiony, wyłączony. To także trzeba umieć.

Na najlepszego zawodnika turnieju wybrano Falascę. Hiszpan grał bardzo dobrze, świetnie serwował, zdobywał dużo punktów atakiem, starał się grać bardzo szybko. Ale mimo wszystko był w cieniu swojego kapitana. Bez fantastycznej gry Wlazłego PGE Skrze nie udałoby się awansować do finału. Wlazły na osłodę dostał nagrodę dla najlepiej serwującego zawodnika. Choć jego drużyna wygrała finał, to najlepszym atakującym imprezy został Łasko.

TYLKO U NAS! Bartosz Kurek o PGE Skrze, reprezentacji i wyjeździe za granicę


Lubisz Siatkówkę?

Najnowsze informacje Ekskluzywne zdjęcia prosto na Twojego Facebooka

Podziel się