Sport.pl

Londyn 2012. Siatkówka. Zenik: Wszystko albo nic

- Kaśka Skowrońska prezentuje się bardzo dobrze. Tak samo jest w przypadku Kaśki Skorupy. I dalej nie będę wyliczać, bo u nas naprawdę nie ma jednej siatkarki, na którą biernie patrzy cała reszta - mówi Mariola Zenik. Libero reprezentacji Polski siatkarek nie zmieściła się w składzie na turniej w Ankarze. W Turcji podopieczne Alojzego Świderka walczą o kwalifikację olimpijską. W pierwszym meczu Polki zmierzą się we wtorek z Holenderkami. Transmisja w Polsacie Sport, relacja na żywo w Sport.pl od godz. 15.30.
Łukasz Jachimiak: Mecze (3:2 i 2:3) z Niemkami przed wylotem do Ankary niewiele powiedziały nam o formie drużyny Alojzego Świderka. Pani trenowała z koleżankami przez dwa tygodnie, dlatego proszę powiedzieć, w jakiej są dyspozycji. Stać je na wygranie bardzo trudnych kwalifikacji olimpijskich?

Mariola Zenik: To prawda, sparingi z Niemkami nie były meczami, na które ktokolwiek szykowałby szczyt formy. To była jeszcze faza treningów. Wszystko, co najlepsze zespół ma pokazywać od 1 maja. Turniej na pewno będzie bardzo ciężki, wiadomo, że faworytem nasza drużyna nie jest, ale trener zabrał do Turcji najlepsze w tej chwili dziewczyny w Polsce i ja wierzę, że jest szansa wygrać tę imprezę.

Katarzyna Gajgał, Anna Podolec i Mariola Zenik już do tych najlepszych nie należą? Nasza kadra jest aż tak mocna, że brakuje w niej miejsca dla pań?

- To jest proste: ktoś był od kogoś słabszy, dlatego w kadrze się nie znalazł. Trener wybrał swoim zdaniem zespół na dziś optymalny. To jego decyzja, a ja też myślę, że te dziewczyny, na które postawił stać na powalczenie o awans.

Paulina Maj, z którą przegrała pani rywalizację, po pierwszym meczu z Niemkami rozmawiała z trenerem i podobno po tej rozmowie była przekonana, że to pani pojedzie do Ankary. Pani też jest zaskoczona decyzją trenera?

- Absolutnie nie. Tak jak Paulina, byłam na rozmowie z trenerem, żeby się dowiedzieć, jak według niego wygląda nasza rywalizacja. Powiedział, że idziemy równo i sam jeszcze nie wie, którą z nas wybierze. Wiedziałam, że może być różnie, bo moim zdaniem do końca nie dało się wyczuć, która z nas jest bliżej tego wyjazdu.

Świderek przyznał, że z wyborem libero miał największy problem.

- Trzeba się cieszyć, że mamy problem bogactwa.

W 2005 roku zdobyła pani z zespołem mistrzostwo Europy w Chorwacji i od tego czasu grała pani na wszystkich wielkich turniejach. Jeśli teraz Maj pomoże drużynie wywalczyć awans na igrzyska, pewnie to ona będzie miała większe szanse na wyjazd do Londynu.

- Powiem szczerze, że tak daleko myślami nie wybiegam. Z trenerem miałam umowę, że przyjadę tylko na ten obóz przed Ankarą, on zadecyduje, kto jedzie na kwalifikacje, a później będę zwolniona z kadry. Przez cały sezon męczyłam się z kontuzjowanym kolanem, było ustalone, że albo po zgrupowaniu, albo po Ankarze wreszcie się zrehabilituję i teraz się tym zajmę. Oczywiście chciałabym zdążyć na ewentualne przygotowania do igrzysk, ale naprawdę nie wiem, ile czasu zajmie mi dochodzenie do zdrowia.

Pytam o przyszłość, bo odnoszę wrażenie, że ta wreszcie zapowiada się dobrze. Trener Świderek zdołał zebrać wszystkie najlepsze zawodniczki poza Małgorzatą Glinką, wygląda na to, że wszystkim znów zależy na reprezentacji, która niedawno była w rozsypce.

- Nie wiem czy aż w rozsypce. U trenera Matlaka też były praktycznie wszystkie najlepsze dziewczyny. Przynajmniej na początku, bo później, z różnych przyczyn, już niektórych nie było. Poprzedni sezon był taki przejściowy, mieliśmy zmianę trenera. Dobrze, że teraz wszystkie dziewczyny zdecydowały się na grę. Cel jest poważny, warto walczyć.

Trener Matlak straszył przed mistrzostwami świata w 2010 roku, że zrezygnuje z doświadczonych zawodniczek i powoła młodzież, skreślił Katarzynę Skowrońską-Dolatę, a wielu twierdziło, że powodem był jej konflikt z Anną Werblińską. Teraz liderki drużyny potrafią się dogadać?

- Byłam z kadrą dwa tygodnie i nie zauważyłam żadnych nieporozumień. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, atmosfera na pewno jest dobra.

Która zawodniczka rządzi w zespole?

- Prawdziwa siła tej ekipy tkwi w zespołowości. Nie można obciążać jednej zawodniczki odpowiedzialnością za wynik. Dobrze będzie wtedy, kiedy każda weźmie coś na siebie. Kaśka Skowrońska prezentuje się bardzo dobrze, już w sparingach z Niemkami pokazywała wysoką formę, a ona na pewno jeszcze pójdzie w górę. Tak samo jest w przypadku Kaśki Skorupy. I dalej nie będę wyliczać, bo u nas naprawdę nie ma jednej siatkarki, na którą biernie patrzy cała reszta. W tej drużynie jest wiele dziewczyn potrafiących zebrać zespół do kupy.

Skowrońska przed wyjazdem do Turcji przypominała niespodziewane złoto, jakie zespół Andrzeja Niemczyka wywalczył tam na mistrzostwach Europy w 2003 roku. Miejsce to samo i teraz też mało kto wierzy w polskie siatkarki.

- Turniej też podobny, bo zagrają w nim wszystkie najlepsze drużyny kontynentu. A nawet trudniejszy, dlatego, że tu się srebra czy brązu nie zdobywa. Albo bierze się wszystko, albo nic. Ale szanse na wszystko są. W teorii najmocniejsze są Rosjanki, jednak my z nimi umiemy grać. Najważniejsze to dobrze zacząć. Jak dziewczyny wygrają pierwszy mecz z Holenderkami, to pójdą za ciosem. Naprawdę widzę szansę.

Sprzyjać naszym zawodniczkom powinna stosunkowo niewielka presja, bo przecież jeśli w Ankarze nie wygrają, nikt nie będzie tym szczególnie zaskoczony.

- Ta presja mimo wszystko będzie. Od zespołu trzeba wymagać, bo inaczej mógłby przechodzić obok każdego kolejnego turnieju. Ale taka presja, która pojawia się wtedy, gdy ktoś stawia sobie ambitny cel, jest normalna. Dziewczyny są doświadczone i z taką presją sobie poradzą, bo są do niej przyzwyczajone.

Więcej o: