Sport.pl

Nie ma formy, nie ma atmosfery. Polska do domu?

Siatkarki zamiast bić się w Japonii o medale, muszą stanąć na głowach, by nie wrócić z mistrzostw świata razem ze słabymi Peruwiankami i Tajlandkami. We wtorek drużyna Jerzego Matlaka dostała trzysetowe lanie od Chinek
Blog Iwańczyka: Czarny rok siatkówki. Kto odpowie? >

To już czwarta porażka Polek na japońskich mistrzostwach i od środowego meczu z Turcją (początek, godz. 7.45, transmisja w Polsacie), ostatniego w drugiej fazie mundialu, zależy, czy nie trzeba będzie rezerwować samolotu do kraju jeszcze przed finałami. Sytuacja komfortowa - łatwa drabinka, kryzys niektórych rywali i całkiem niezła dyspozycja na początku reprezentacyjnego sezonu - zmieniła się w fatalną. Siatkarki mają jeszcze szansę bić się o miejsca 5.-8. (przy zwycięstwie i korzystnych wynikach innych meczów), ale grozi im też zajęcie miejsc 13.-16. Jeśli sprawdzi się najczarniejszy scenariusz, drużyna Jerzego Matlaka zamknie najgorszy od dawna rok polskiej siatkówki z dwoma fatalnymi występami w MŚ, bez sukcesów w mniej prestiżowych imprezach i kiepskimi wynikami reprezentacji juniorskich.

Chinki - złote medalistki igrzysk sprzed sześciu lat, a w Pekinie brązowe - ostatnio znacznie obniżyły loty. Szczytem kryzysu był ubiegły rok, kiedy w mistrzostwach Azji wyprzedziły je reprezentantki Tajlandii. Regres widoczny jest do teraz, w Japonii poległy z Turcją, Koreą, Rosją i Serbią. Ich gra ma coraz mniej wspólnego z typowym, opartym na kombinacjach i doskonałej obronie azjatyckim stylem. Opiera się głównie na potężnej skrzydłowej Wang (190 cm, 90 kg), do której rozgrywająca wystawiała piłkę aż 25 razy.

Właśnie dlatego Polki nie stały na straconej pozycji, ba, przy wspomnianych wyżej kłopotach Chinek były nawet trochę faworytem. Znów jednak popełniły masę błędów (21, przy zaledwie 9 rywalek) oraz zaprzepaściły szansę na wygranie seta, w którym prowadziły 15:10. - Zespół nie jest chyba przygotowany mentalnie, bo taka sytuacja się powtarza - uważa Andrzej Niemczyk, były selekcjoner, który poprowadził Polki do podwójnego złota mistrzostw Europy.

Ciężar gry próbowała brać na siebie Małgorzata Glinka, która poprowadziła nawet jedną z pogadanek w przerwie dla drużyny zamiast trenera, ale ona - zgodnie z tym, co zapowiadała - jechała do Japonii dawać wsparcie, a nie pełnić funkcję przywódcy. Niestety, żadna z jej koleżanek liderką być nie potrafi.

- Doszliśmy do momentu, w którym możemy uznać te mistrzostwa za nieudane - dodaje Wojciech Drzyzga, telewizyjny ekspert w magazynie siatkarskim w portalu Sport.pl. - Graliśmy z jednym silnym rywalem, jakim jest Rosja, i przegraliśmy. Gdybyśmy byli w drugiej połowie mundialowej drabinki, nie widzę przeciwnika, którego bylibyśmy w stanie pokonać.

Matlak przyznał, że mecz z Chinkami był najgorszym na mundialu. - A powinien być jednym z najlepszych, bo mógł nam otworzyć drogę do lepszego miejsca. Nie graliśmy tak, jak powinniśmy. Po drugim secie zawodniczki wyszły na boisko, by przetrwać, a nie walczyć. Straciły wiarę w zwycięstwo - stwierdził opiekun Polek.

Najdosadniej i najtrafniej spotkanie podsumowała jedna z najmniej doświadczonych siatkarek. Berenika Okuniewska na pytanie dziennikarzy, czy razem z koleżankami pozbiera się fizycznie do spotkania z Turcją, odpowiedziała: - Chyba nikt się za bardzo w dzisiejszym meczu nie zmęczył.



- W naszej drużynie nie ma atmosfery - dodała 22-letnia środkowa bloku, jedna z tych, które mogą wracać do kraju z podniesioną głową. - Nikt się na boisku nie odezwie, jest cisza. Każda z nas czeka tylko, aż koleżanka zrobi coś dobrego dla drużyny. Nie czuje się tego, że jedna pójdzie za drugą w ogień. Chyba nie jesteśmy w takiej formie, w jakiej powinnyśmy być. Nie wiem dlaczego. Przygotowywałyśmy się do tej imprezy pół roku.

Po wtorkowym meczu odżyły dyskusje o odsunięciu od drużyny najbardziej utytułowanej obecnie polskiej siatkarki Katarzyny Skowrońskiej i czołowej rozgrywającej Katarzyny Skorupy. Oficjalnie wypadły z powodu słabej formy sportowej, nieoficjalnie - właśnie ze względu na atmosferę. - Powinno się usiąść w ścisłym gronie i wyjaśnić nieporozumienia. Po to, by na mundialu znalazły się wszystkie najlepsze polskie siatkarki - uważa Niemczyk.

Drzyzga: - Oczywiście nie wiemy, co by się wówczas stało, ale trener Matlak miał do dyspozycji przed mistrzostwami wszystkie najlepsze polskie siatkarki. To on dobrał drużynę grającą teraz w Japonii.

Z "polskiej" grupy obok Rosjanek do półfinałów awansowały Japonki, które gładko wygrały prestiżowy mecz z sąsiednią Koreą 3:0 i mają szansę na pierwszy medal od 1978 roku. Trzecim półfinalistą została Brazylia, dołączą do niej Amerykanki lub Włoszki. O tym rozstrzygnie m.in. dzisiejszy hit będący powtórką z finału ostatnich igrzysk olimpijskich - między "Canarinhos" i USA.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

Więcej o: