Sport.pl

MŚ siatkarzy. Gdzie jest Wlazły z tamtych lat?

"Jakiś czas temu pewien polityk powiedział, że mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, tylko jak kończy. Skończył źle, więc nie ma się na nim co wzorować. Dlatego mimo tego, że za nami dopiero trzy mecze na mistrzostwach świata, pokuszę się o małą ocenę naszych siatkarzy. Przeciwników nie mieliśmy słabych, więc i odpowiednie porównanie jest" - pisze na swoim blogu dziennikarz rzeszowskiej "Gazety Wyborczej" Marcin Lew.
Wielu kibiców przed turniejem drżało o pozycję libero w naszej reprezentacji, bowiem w trakcie sparingów wyglądało to różnie. I Piotr Gacek i Krzysztof Ignaczak grali w kratkę, ale ja wiedziałem, że na najważniejsze mecze obaj potrafią się sprężyć i wspiąć na wyżyny. Ale to, co pokazuje w tych mistrzostwach Ignaczak to majstersztyk. Dobry w przyjęciu, znakomity w obronie, znalazł się w czołówce rankingów na swojej pozycji. Do tego - jak wcześniej - jest dobrym duchem tego zespołu, a jego obrony, zakończone później skutecznymi kontrami, potrafią poderwać cały zespół.

Tak samo poderwać kolegów potrafi Piotr Gruszka. Zawodnik jakiego ciężko będzie znaleźć w naszym kraju w momencie, gdy Grucha skończy swoją przygodę z siatkówką. Jak przystało na lidera drużyny nie zawodzi na tych mistrzostwach, włączając się w decydujących momentach meczów. To ten sam Gruszka z mistrzostw Europy, to ten sam atakujący najlepszego w Europie zespołu.

W punktacji z kolei liderem jest Bartosz Kurek, co nikogo nie dziwi. Zawodnik z tendencją do czasowego podpalenia się, w tych mistrzostwach potrafi skończyć najtrudniejsze piłki, długie akcje, trudne zagrania. Ma jeszcze spore rezerwy, ale biorąc pod uwagę to, że gra z urazem, wywiązuje się ze swojej roli znakomicie. A przecież to wciąż bardzo młody chłopak.

Obawy wśród kibiców były też o Michała Winiarskiego i o jego dyspozycję. Tymczasem w defensywie spełnia swoją rolę w stu procentach, pokrywając sporą część boiska i skutecznie obsługując Pawła Zagumnego. W ataku kończy tyle ile trzeba i atakuje z taką częstotliwością, jaka jest w danym momencie potrzebna. Potrafi zostać liderem zespołu w ataku, jak i jego uzupełnieniem. Pod formą z pewnością nie jest.

Tak samo jak Zagumny, który jednak dość dziwnie gra piłki na skrzydła. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do szybkich, dość niskich wystaw Gumy, a tutaj więcej jest piłek wyższych. Kurkowi akurat to odpowiada, ale co z innymi graczami? Chyba, że taka jest taktyka. Jeśli tak, to nie można mieć żadnych pretensji, czy żalów. Na razie przecież wystawy te przynoszą znakomity skutek. A do tego współpraca ze środkowymi, z której Zagumny słynie...

I właśnie środkowi. Tutaj miała być dziura po Danielu Plińskim, a na razie jej nie widać. Marcin Możdżonek i Piotr Nowakowski grają dobre zawody, a ten drugi wyniósł się ponad przeciętność. Niektórzy pewnie się nawet dziwią, że potrafi on tak grać, jak prezentuje to we Włoszech. Jeśli tylko utrzyma formę, może być jednym z bohaterów imprezy. A jeszcze dwa miesiące temu miał być poza kadrą...

Z rezerwowych natomiast na pochwałę zasługuje szczególnie Zbigniew Bartman, który dostał najwięcej szans na pokazanie się. Szansę tą wykorzystał zresztą znakomicie, bowiem zastąpił z nawiązką Bartka Kurka. Jeśli więc - odpukać - ten będzie miał słabszą chwilę, ma kto go zastąpić.

Wszystkich jak na razie trzeba chwalić, bo w sumie wygrywamy. W tym całym towarzystwie jest jednak też jeden minus, a mianowicie postawa Mariusza Wlazłego. Jak do tej pory tylko on nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Gruszka, choć znowu w polskiej lidze grał na przyjęciu, bije Wlazłego na głowę na tych mistrzostwach, a atakujący Skry Bełchatów wyraźnie szuka formy.

Oby ją znalazł, bo to zawodnik potrafiący w pojedynkę rozstrzygać losy meczów. W tej dyspozycji jednak nie ma co na to liczyć, bowiem ani w ataku, ani w polu zagrywki to nie jest ten sam Wlazły co jeszcze kilka lat temu. Czy wyobrażalibyście sobie wicemistrzostwo świata z Japonii bez niego? A czy teraz medal bez jego udziału może stać się faktem? Bardziej można to sobie wyobrazić teraz, bo z nim w szóstce mogło być ciężko, choćby w meczu z Niemcami.

Wlazły zresztą od pewnego czasu już nie gra tego, do czego nas przyzwyczaił. Zawodnik to ponadprzeciętny, ale wydaje mi się, że stanął w pewnym momencie w rozwoju. Może nawet delikatnie się cofnął, albo to świat poszedł do przodu, a Wlazły został taki sam. W każdym razie efekt jest taki, że kadra nie może już na niego liczyć w takim samym wymiarze jak wcześniej. No chyba że chodzi o załatwienie jakiś spraw. Na razie bowiem Wlazły bardziej pomaga w załatwieniu większej ilości skarpet, niż w grze. Mam nadzieję jednak, że jeszcze na tych mistrzostwach się to zmieni, bo potężne jego ataki i zagrywki, mogą być bezcenne w starciu np. z Rosją, Brazylią czy Kubą.

Podyskutuj z autorem - na jego blogu »


Więcej o: