Sport.pl

Czy na polskim mundialu też będziemy oszukiwać?

Kto gra gorzej może trafić na łatwiejszego rywala - o tym jak działacze zabijają sportową rywalizację na mistrzostwach we Włoszech - pisze Rafał Stec
Skandalem cuchnęło jeszcze przed siatkarskimi mistrzostwami świata i skandal wybuchł, regulamin turnieju zachęcał do kombinowania, więc niektórzy kombinowali bez skrupułów, waląc w twarz kibica na odlew. Serbowie nie próbowali pokonać Polski, choć nie wolno wykluczyć, że były między nimi podziały. Kiedy Michał Winiarski rzucił po meczu, że wierzy w uczciwość Nikoli Grbicia i wiarygodność jego złości okazywanej na boisku, a sam Grbić wyznał na konferencji prasowej, że ma moralnego kaca, przemknęło mi przez głowę, że niektórzy rywale chcieli walczyć bardziej, inni mniej, jeszcze inni wcale. Najbardziej ponure jest to, że w ogóle musimy się takimi dywagacjami zajmować.

Serbowie dzięki porażce uniknęli grupy złożonej wyłącznie z medalistów poprzedniego mundialu - złotych siatkarzy brazylijskich, naszych srebrnych, brązowych bułgarskich. A Włosi, którzy właśnie powygrywali sobie z Egiptem, Iranem i Japonią, za chwilę zmierzą się z zawsze groźnym Portoryko.



Co chwilę tutaj słyszę, że gospodarze muszą zwyciężać, bo ich siatkówka przechodzi kryzys, a bez zwycięstw reprezentacji nie odzyska popularności, nie podniesie się, ludzie kompletnie o niej zapomną. W gazetach też jest żałośnie, Włosi opiewają swoje małe sukcesiki jak epokowe triumfy, trzeźwą ocenę sytuacji trudno tu nawet wytropić między wersami.

W siatkówce nic nowego, o zabijaniu sportu w tym sporcie pisałem nie raz, czasem korzystaliśmy na krętactwie i my. Dlatego dziś serio boję się, że jeszcze większe zażenowanie i niesmak poczuję za cztery lata, na następnych MŚ. Zorganizuje je Polska. A doświadczenie nie daje wielkiej nadziei, że nasi działacze - jako mający wiele do powiedzenia gospodarze - zachowają się przyzwoiciej.

Przeczytaj też inne wpisy na blogu Rafała Steca