Sport.pl

MŚ siatkarzy. Drzyzga: Śmiało możemy myśleć o złotym medalu

Złoto dla polskich siatkarzy? Możemy śmiało o tym myśleć, lecz trzeba do gry naszego zespołu wnieść kilka istotnych korekt i stabilizację - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl
Przemysław Iwańczyk: Widziałeś w siatkówce, by ktoś tak ordynarnie podłożył się jak Serbowie w meczu z Polską?

Wojciech Drzyzga: Znam takie przypadki, tyle że ich wykonanie było jeszcze gorsze. Pamiętam, jak Andrzej Niemczyk, prowadząc reprezentację kobiet, celowo podłożył się rywalowi, w dodatku mówiąc o tym głośno przed meczem. Nie chciał trafić na silnego rywala, trafił jak chciał najsłabszego, który i tak mu dokopał.

Mniejsza o szczegóły, w każdym dużym turnieju dochodzi do takich kalkulacji, ale nigdy nie robiły tego tak wielkie zespoły jak Serbowie. Zachowanie naszych poniedziałkowych rywali sprowokował system, który anuluje dotychczas osiągnięte wyniki. Przebiegła kalkulacja wynika z niepewności, braku wiary we własne siły. Tu szukanie łatwiejszej drogi, a tak zachowują się drużyny niepewne.

Jak dla mnie Polacy są wielkimi zwycięzcami tego mundialu już teraz...

- I mogli dziś rano spokojnie golić patrząc w lustro, Serbowie powinni iść do golibrody i siedzieć z zamkniętymi oczami. W następnej fazie turnieju życzę im, żeby ogolili ich rywale. Największą odpowiedzialnością za to, co się dzieje, obarczam działaczy FIVB. Ci panowi "zagrali" na najwartościowszych cechach sportowca - uczciwości, waleczności. Lubią szafować terminami fair play, honor, duma, a sami okazali się hipokrytami.

Polaków pod względem sportowym trudno oceniać w takim meczu, kiedy rywal nie gra poważnie.

- 34 punkty na koncie Polaków to błędy - być może celowe - Serbów. Jak w takim razie rzetelnie ocenić sportową wartość tego meczu. Ale część zagrań mogła się podobać, jak as serwisowy Zbyszka Bartmana, czy ataki Michała Wniarskiego.

Trzy mecze, trzy zwycięstwa, awans do następnej rundy. Jak ocenisz Polaków na starcie mistrzostw?

Pozytywnie, bo zakładany plan został osiągnięty. Jesteśmy w drugiej rundzie, a dwa pierwsze spotkania pokazały wiele ważnych cech zespołu, który ma walczyć o finał mistrzostw.

Z Kanadą wyszło doświadczenie Polaków, kiedy po zaciętej końcówce pierwszego seta i złym początku drugiego chłopcy potrafili bez większych emocji spokojnie zwyciężyć. Tu nie liczył się styl gry i indywidualne popisy, bezcenna była wygrana dla spokoju na otwarcie mundialu. Miało to niebagatelne znaczenie dla drugiego spotkania. Z Niemcami, mimo ujemnego bilansu z nimi w tym sezonie, mimo presji, jaka ciążyła na naszych i bardzo dobrych opiniach o grze rywala [m.in. dwa zwycięstwa z Brazylią - red.], tocząc ciężki bój wykazaliśmy wyższość. A nie wszystko w naszej drużynie układało się, tak jak powinno. W szkolnej skali ocen za początek mistrzostw świata wystawiam Polakom czwórkę z plusem.

Każdy z tych meczów miał innego bohatera.

- Przeciwko Kanadyjczykom wyróżniłem Michała Winiarskiego, ale i inni zagrali na poziomie, który dał nam zwycięstwo. Właściwie każdy dołożył cegiełkę do wygranej. W niedzielnym starciu z drużyną Raula Lozano mieliśmy pełną huśtawkę. Chwilę słabości przeżywały naprzemiennie obie drużyny, poszczególni zawodnicy również. Nie znajduję nikogo, kto zagrałby w naszym zespole równo całe spotkanie, ale najlepsze wrażenie zrobili Bartosz Kurek i Piotr Nowakowski. Nie zapominam oczywiście o fantastycznie grającym, ale dopiero w końcówce meczu, Piotrze Gruszce. Całą drużynę wyróżniam za dobre i stabilne przyjęcie zagrywki, szybujący serwis sprawiający przeciwnikowi kłopot w kluczowych momentach meczu oraz obronę.

I znów - powtarzając za Zdzisławem Ambroziakiem - gdyby nie było Piotra Gruszki, trzeba by go wymyślić...

- Pozycja atakującego, na której grają Piotr Gruszka i Mariusz Wlazły, wymaga niesamowitej odporności psychicznej. To ogromna odpowiedzialność w najtrudniejszych momentach seta czy meczu. Jak dotąd ta para się uzupełnia, ale żaden z nich nie jest pewnym punktem na tej pozycji patrząc na całe spotkania, a nie tylko ich fragmenty.

Ale przecież gdyby nie Gruszka, poleglibyśmy z Niemcami...

- W tym właśnie wielka intuicja trenera Castellaniego, bo być może w następnych spotkaniach takim bohaterem będzie Wlazły, na co czekam. Myślę przede wszystkim o jego mocnej zagrywce. Gruszka potwierdza klasę i odporność na stresujące sytuacje. Drużyna może na niego liczyć w beznadziejnych momentach.

Na szczęście nie było ich zbyt wiele. - Tak. Zespół uniknął długi serii błędów i mimo że oddał Niemcom przewagę psychologiczną w czwartym secie - a to na razie najbardziej krytyczny moment turnieju - zachował koncentrację do końca z dobrym skutkiem.

Może nie będzie to mankamentem Polaków w następnych spotkaniach, ale zwracam uwagę na niezbyt urozmaiconą grę w ataku. Zbyt wiele razy piłka dość czytelnie przechodzi w ataku do zawodnika. Rywale orientują się w tym bardzo szybko i wielokrotnie ustawili na nas skuteczny blok. proporcja wystaw Pawła Zagumnego do skrzydłowych i środkowych jest zachwiana. Ci pierwsi zbyt często dostają wysoką, a co za tym idzie łatwą do przewidzenia przez rywala piłkę. Tu trzeba poszerzyć formy wystawy do skrzydeł - zmienić szybkość rozegrania, przecież nawet do skrzydła można wystawić piłkę w trzech tempach.

Nie jesteś zbyt surowy? Może taka jest właśnie taktyka trenera Castellaniego?

- Jeśli takie są założenia trenera, żeby nie grać zbyt kombinacyjnie, a co za tym idzie uniknąć błędów własnych, nie mam zastrzeżeń do Zagumnego. Będziemy obserwować, czy taki sposób gry przeciwko najlepszym przyniesie zwycięstwa. Mam małe wątpliwości, bo z tuzami trzeba zagrać bardziej niekonwencjonalnie niż do tej pory.

Inni faworyci do złota mają większe kłopoty - Brazylia, której rozchorował się podstawowy rozgrywający, a atakujący boryka się z drobnym urazem. Bułgaria, która poległa z Francją. Amerykanie z trudem uciułali punkty ze słabiutkim Meksykiem, a Serbia przegrała z Kanadą.

- Historia pokazuje, że jak w każdym długim turnieju zwycięstwa faworytom w pierwszej fazie nie przychodzą bez trudu. Powodów jest kilka: szukają formy na kluczowe mecze, nie są jeszcze tak skoncentrowani, trenerzy dokonują wiele znaczących zmian w wyjściowych składach.

Zdobędziemy złoto na tych mistrzostwach?

- Możemy śmiało o tym myśleć. Wierzę, że nasz zespół stać na grę na poziomie, który taki wariant dopuszcza. Do tej pory Polacy nie pokazali wszystkich swoich możliwości, a jest ich naprawdę wiele: zagrywka, czy nietuzinkowe rozegranie, a co za tym idzie skuteczniejszy atak.



Więcej o: