Sport.pl

MŚ w siatkówce 2014. Wrocław sprzedany, kibiców żal

Polski Związek Piłki Siatkowej liczy zyski ze sprzedaży biletów i zmian umowy z Wrocławiem, który w jeden dzień upewnił się, że podczas mundialu Hala Stulecia będzie wypełniona kibicami. I tylko ci ostatni są rozczarowani, bo mnóstwo chętnych nie zobaczy z trybun wrześniowych meczów drużyny Stephane'a Antigi.
- W Łodzi graliśmy w nowoczesnej hali, a tu czujemy, że ocieramy się o kawałek historii - mówił w 2009 roku Daniel Castellani. Wtedy, pod jego wodzą, polscy siatkarze rozegrali we wrocławskiej Hali Stulecia pierwsze mecze od 2002 roku.

Po dwóch spotkaniach Ligi Światowej z Wenezuelą zawodnicy chwalili zabytkowy obiekt m.in. za świetną akustykę, cieszyli się, że dla odmiany mieli okazję zagrać w hali niepodobnej do innych, przypominającej nie obiekt sportowy, tylko katedrę.

W Polsce bilety najdroższe. A w Czechach...

PZPS nie zrywa, ale zmienia

Wtedy nikomu nie przeszkadzało, że mecze z trybun obejrzało zaledwie po 6,5 tysiąca widzów. Teraz jest zupełnie inaczej. We wrześniu we Wrocławiu Polacy rozegrają swoje mecze mistrzostw świata z Wenezuelą, Australią, Kamerunem i Argentyną. Na te cztery spotkania kibice wykupili bilety w jeden dzień, choć kosztowały od 100 do 400 złotych.

We wtorek zabrakło też biletów na mecze, które hitami nie będą, bo trudno uznać za takie starcia Wenezueli z Kamerunem oraz Serbii z Australią, Wenezuelą i Kamerunem. Prawo wejścia na te spotkania kibic kupował w pakiecie z "wejściówkami" na mecze Polski.

Krytykowany za wysokie ceny biletów PZPS mógł tak naprawdę zażądać jeszcze więcej, a i tak znaleźliby się chętni. Na każdy mecz do sprzedaży trafiło tylko po 3,5 tys. biletów. Resztę dostaną sponsorzy.

Biletów dla kibiców byłoby za mało, nawet gdyby Polska grała w takiej hali, w jakiej osiem lat temu rywali podejmowali Japończycy dysponujący 20-tysięcznym obiektem w Saitamie.

Ale dziwi, że nasza drużyna w pierwszej fazie będzie grać w najmniejszej hali turnieju. - Kiedy podpisywaliśmy umowy z poszczególnymi miastami, Wrocław obiecał nam, że rozbuduje trybuny do 10 tysięcy miejsc. Niestety, nie zrobił tego - mówi Mirosław Przedpełski, prezes PZPS.

Wszystko, co warto wiedzieć o mistrzostwach świata w siatkówce

Dlaczego w takim razie federacja nie zerwała umowy i nie przeniosła spotkań Polaków do Łodzi, Katowic, Krakowa albo Gdańska, gdzie na trybunach zasiąść będzie mogło od 11 do 15 tysięcy kibiców?

- Nie zrywamy umów, które podpisaliśmy - mówi Przedpełski, przyznając, że powiększenia Hali Stulecia do kontraktu z miastem nie wpisano. - Za to otwarcie mistrzostw miało być we Wrocławiu, a będzie w Warszawie - dodaje prezes.

I właśnie tu znaleziono rozwiązanie, które za korzystne uznały obie strony. Federacja ugra swoje, przenosząc na Stadion Narodowy najlepiej zapowiadający się mecz z Serbią. Na jego organizacji w Hali Stulecia zarobiłaby ok. 700 tysięcy złotych, a sprzedając ponad 60 tysięcy biletów, zyska 5 milionów oraz doskonałą promocję turnieju w postaci inauguracji w tak nietypowym dla siatkówki miejscu.

Wbrew decyzji FIVB

Od Wrocławia związek i tak dostanie umówione 8 mln złotych. Czy to dużo? Bardzo, biorąc pod uwagę, że Łódź tyle samo zapłaciła za mecze Polski w dalszej fazie turnieju, gdzie przeciwnicy będą bardziej atrakcyjni.

Obecność na Dolnym Śląsku nie zaszkodzi też zawodnikom. Halę, w której nie grali zbyt często, będą mieli okazję poznać od 16 do 18 maja, grając w niej trzy mecze eliminacji ME 2015. Zresztą, mierząc w medal mundialu z Australią (mimo porażki na igrzyskach w Londynie), Wenezuelą, Kamerunem i nawet Argentyną, siatkarze musieliby wygrać, choćby przyszło im grać bez kibiców, w szkolnej świetlicy.

Wrocław przeklinają więc tylko kibice. Oczywiście trudno mieć za złe władzom miasta, że chcą je promować przez sport, trudno twierdzić, że wielkie imprezy jak piłkarskie Euro 2012 czy walka Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką się tam nie udawały. Ale te wydarzenia z trybun mogło oglądać ponad 40 tysięcy widzów. Skoro mecz z Serbią na Stadionie Narodowym zobaczy 60 tysięcy kibiców, nie ma wątpliwości, że każde kolejne spotkanie Polaków powinno odbywać się wszędzie, tylko nie w najmniejszej hali mistrzostw.

Takiego scenariusza nie przygotował wcześniej żaden z gospodarzy siatkarskiego mundialu, nie przewidziała go też Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej. Kiedy o mecze z udziałem Polaków starała się Bydgoszcz, FIVB zareagowała, tłumacząc, że mogąca pomieścić maksymalnie 8 tys. widzów Łuczniczka nie spełnia wymogów, bo gospodarze muszą grać w obiekcie mogącym pomieścić minimum 10 tysięcy ludzi. Jak widać - wcale nie muszą.

Więcej o:
Komentarze (8)
MŚ w siatkówce 2014. Wrocław sprzedany, kibiców żal
Zaloguj się
  • rbj

    Oceniono 43 razy 35

    Skandal, hala na 6,5 tys widzów i mecze polskiej reprezentacji.
    W Krakowie ponad 15tys i....guzik
    PZPS wziął kasę z Wrocławia i tracą na tym tylko kibice.
    Wstyd panie Przedpełski wielki wstyd!!!

  • yendrol

    Oceniono 6 razy 4

    8 baniek znow poszlo sie bujac. Typowe dla Wroclawia Dutkiewicza.

  • tygrys102

    Oceniono 2 razy 2

    co jest przed P...paranoja

  • 1zygmunt123

    0

    Mam 6 biletów na MŚ w hali stulecia Wrocław 2.09 świetny sektor A3 mecz POLSKA-AUSTRALIA.Tel 506 571 708

  • elegcez

    Oceniono 64 razy -28

    ehhhh te siatkarskie pikniki TYLKO TRĄBEK nie zapomnijcie no i tych waszych KAŁbojskich czapeczek

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX