Sport.pl

Talant Dujszebajew: Na PSG stawiało 99 procent ludzi

- Oni mogą ściągnąć każdą gwiazdę, a my nie mamy szans zatrzymać zawodnika, który chce odejść do nich, do Barcelony, do Kilonii czy do Veszpremu - mówi Talant Dujszebajew, trener Vive Kielce. Mimo to piłkarze ręczni mistrza Polski pokonali najbogatszy klub świata, czyli Paris Saint Germain, w walce o awans do Final Four Ligi Mistrzów.

Finansowane przez katarskich szejków PSG ma w składzie wyłącznie największe gwiazdy światowej piłki ręcznej. W trzech ostatnich edycjach Ligi Mistrzów paryżanie zdobywali medale, ale nie wygrali żadnego z turniejów. Kończyli je na trzecim, drugim i znowu trzecim miejscu. W tym sezonie PSG było nie do zatrzymania, aż przed tygodniem w Kielcach zostało rozbite przez Vive. Po wygraniu 34:24 pierwszego meczu Vive w Paryżu broniło zaliczki. Było nerwowo, kielczanie przegrali 26:35, ale w dwumeczu okazali się lepsi i to oni zagrają w Final Four w Kolonii na przełomie maja i czerwca.

Duża w tym zasługa trenera Dujszebajewa. Były szkoleniowiec reprezentacji Polski Ligę Mistrzów wygrywał już cztery razy - trzykrotnie z hiszpańskim klubem Ciudad Real i raz z Vive.

Łukasz Jachimiak: "Panowie, co ja wam powiem? Świętujmy!" - tak pan powiedział do swoich zawodników w niedzielę po awansie do Final Four Ligi Mistrzów. Czy w poniedziałek daje im pan odpocząć, czy już ich pan zagonił do pracy?

Talant Dujszebajew: Nie, nie, nie, taki nie jestem. W poniedziałek mamy dzień wolny i powrót do domu. Dopiero od wtorku zaczniemy przygotowania do finału Pucharu Polski [w niedzielę 12 maja w Poznaniu Vive zagra z Wisłą Płock]. 

Dużo zdrowia kosztował pana rewanż w Paryżu?

- Sporo, nie powiem.

Bał się pan, gdy na 10 minut przed końcem PSG wyszło na prowadzenie różnicą 11 bramek?

- Oczywiście, jak każdy. Gdy wynik zrobił się korzystny dla Paryża, to wszyscy mieliśmy obawy. A łatwiej dla nas zrobiło się, gdy w 56. minucie rzuciliśmy 24. bramkę. Wtedy wiedzieliśmy, że już na pewno nie będziemy mieli mniej bramek rzuconych na wyjeździe i że rywalom nie wystarczy zwycięstwo nawet różnicą 10 bramek.

Chwilę wcześniej, przy wyniku 32:21, PSG popełniło szkolny błąd zmiany, dzięki czemu graliście w liczebnej przewadze. Ta sytuacja dodała wam otuchy, pokazała, że nawet taki doświadczony gwiazdozbiór bardzo się denerwuje i nie wytrzymuje ciśnienia?

- Tak, to był ważny moment, potwierdziło się, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi.

Paryż w końcówce się pogubił, wy świetnie wytrzymaliście, ale w normalnych okolicznościach, a nie w dwumeczu z pierwszym spotkaniem wygranym 34:24, pewnie byłby pan wściekły po wyraźnej, dziewięciobramkowej porażce?

- Byłbym wkurzony, oczywiście. Ale tu zupełnie nie można patrzeć na jeden mecz. Walka o Final Four to było 120 minut gry. My tak dobrze zagraliśmy pierwszą godzinę, że wypracowaliśmy sobie dużą przewagę. Później gra była o to, żeby ją utrzymać. Przegrywaliśmy "szóstką", "siódemką", długo broniliśmy tego, co sobie wypracowaliśmy w Kielcach. I w końcu obroniliśmy, tylko to się liczy.

Wasz awans kosztem PSG to sensacja, jak mówi większość, czy jednak to za dużo powiedziane, bo przecież też jesteście mocnym klubem, zwycięzcą Ligi Mistrzów sprzed trzech lat, a nie jakimś zespołem z europejskiego drugiego szeregu?

- Nie obrażam się, gdy ktoś mówi, że sprawiliśmy sensację. Kiedy się okazało, że o Final Four zagramy z Paryżem, to dawano nam 1 procent szans na awans. Tak, na PSG stawiało 99 procent ludzi.

Mecz z PSG w Kielcach był najlepszym, jakie Vive rozegrało za pana kadencji trwającej już ponad pięć lat?

- Nie. Naprawdę nie. Wtedy zagraliśmy świetnie, ale co by było, gdybyśmy w niedzielę przegrali 11 bramkami? Paryż już tyloma prowadził, mógł awansować. Ale nie daliśmy się złamać, odpowiedzieliśmy i możemy być zadowoleni z tego, co zrobiliśmy w trakcie 120 minut walki o Final Four, a nie tylko w trakcie 60 minut w Kielcach.

We wtorek poznacie półfinałowego rywala. Będzie nim Barcelona, Veszprem albo Vardar Skopje. Jest w tym gronie zespół na który chciałby pan i na który by pan nie chciał trafić?

- Nie ma. Wszyscy się bardzo dobrze znamy, wszyscy uczestnicy Final Four są z jednej grupy z pierwszej fazy rozgrywek. Coś takiego zdarzyło się chyba pierwszy raz w historii Ligi Mistrzów. W grupie A zajęliśmy czwarte miejsce, za Barceloną, Veszpremem i Vardarem. Czyli nie będziemy faworytem w żadnym wypadku. Oczywiście mogę powiedzieć, że najbardziej nie chcemy Barcelony, bo to ona jest najmocniejsza. Pokazała to we wcześniejszej fazie, na sto procent. Ale Paryż też grał dotąd świetnie [w fazie grupowej przegrał tylko jedno z 14 spotkań, Barcelona miała dwie porażki, a Vive aż siedem]. Barcelona i Paryż to byli główni faworyci Ligi Mistrzów. Teraz została Barcelona. Uważam ją za głównego kandydata do wygrania Final Four. Ale z każdym można grać.

Gdybyście trafili na Veszprem, to w ramach przygotowania do meczu włączyłby Pan drużynie finał z 2016 roku, w którym odrobiliście dziewięć bramek straty i wygraliście po rzutach karnych?

- Nie, to już było dawno i po tym finale graliśmy już ze sobą nie wiem ile meczów. Poza tym u nas nie ma już większości zawodników z tamtego zespołu. Trzeba byłoby poszukać innego sposobu.

Jaki jest pana i Vive sposób na sukces? Znów jesteście w elicie Ligi Mistrzów, a przecież choć macie mocny kadrowo zespół, to jednak nie możecie się równać choćby z Paryżem, gdzie roczny budżet wynosi 15 mln euro i jest około cztery razy większy od waszego.

- To jest zupełnie inny świat. Oni mogą ściągnąć każdą gwiazdę, a my nie mamy szans zatrzymać zawodnika, który chce odejść do nich, do Barcelony, do Kilonii czy do Veszpremu. Nie mamy budżetu na tym poziomie i nie jesteśmy wielkim miastem. Kielce są fajne, ja je bardzo kocham, ale nie da się ich porównać z Barceloną czy Paryżem. Co możemy zrobić? Musimy trzeźwo patrzeć na sytuację i spokojnie reagować. Kiedy ktoś od nas odchodzi, to musimy umieć sprowadzić kogoś innego, kto też dobrze zagra. Radzimy sobie.

Czuje pan, że teraz Vive ma taki zespół i takich zawodników, by po raz drugi w historii wygrać Ligę Mistrzów?

- Nie patrzę na to, co będzie w Kolonii. Teraz musimy się skoncentrować na Pucharze Polski, bo chcemy go wywalczyć. Później mamy półfinał ligi polskiej. Musimy okazać szacunek przeciwnikom, z którymi zagramy. A potem pomyślimy o Final Four i o pucharze za Ligę Mistrzów.

Więcej o:
Komentarze (12)
Talant Dujszebajew: Na PSG stawiało 99 procent ludzi
Zaloguj się
  • zebrzec

    Oceniono 6 razy 6

    brawo, szkoda że reprezentacja jest w zupełnie innym miejscu :(

  • Sara S

    Oceniono 4 razy 4

    Brawo trenerze gratulacje dla całej ekipy

  • janbar22

    Oceniono 4 razy 4

    Super! Dzięki awansowi VIVE Michał Olszański nie będzie w "Trójce" śpiewał disco-polo, ufff...Wg mnie mógłby tez przestać mówić na antenie, ale to tak nawiasem.

  • jurandx3

    Oceniono 2 razy 2

    Wystarczy zobaczyc, kto rzucal bramki dla Vive w meczu z PSG aby odpowiedziec sobie w jakim miejscu jest polska reprezentacja. Zaden Polak nie rzucil nawet jednej.

  • byann

    Oceniono 1 raz 1

    Dujszebajew to Bóg piłki ręcznej. Dla mnie strzelił najbardziej niesamowitą bramkę w historii.
    Czy jest prawdą, że nie może ruszyć nogą przy tym golu?
    youtube.com/watch?v=4Ag3nfEi5vQ

  • plkibic

    Oceniono 4 razy -4

    Fuck yea!

  • the-voice-of-reason

    Oceniono 6 razy -6

    Jeżeli potrafili wygrać z nimi aż 10 bramkami, to dlaczego z takim trudem obronili tak ogromną przewagę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX