W trakcie pomeczowej konferencji prasowej trener
Bogdan Wenta wydał oświadczenie krytykujące
pracę sędziów z Norwegii Kennetha Abrahamsena i Arne Kristiansena w sobotnim meczu półfinałowym
Polska -
Chorwacja (21:24). - Miałem dość mówienia w kuluarach o sprawach, które nikt nie chce oficjalnie poruszyć. Stąd moje oświadczenie i zobaczymy, czy EHF [Europejska Federacja Piłki Ręcznej] na to zareaguje - powiedział polski szkoleniowiec.
Nigdy wcześniej żadna osoba ze środowiska nie zdecydowała się na podobny krok, obawiając się możliwych konsekwencji, grożących choćby ze strony arbitrów, podczas następnego ważnego turnieju. Nikt też nie miał nadziei, że coś z kontrowersyjnymi decyzjami sędziów można zrobić.
Poza tym członkowie polskiej ekipy wypowiadali się o przegranym meczu o brązowy medal mistrzostw Europy z Islandią (26:29).
Bogdan Wenta: W tym sporcie dwie, trzy bramki to jest nic, dziewięć to już dużo. Pokazaliśmy, że te dziewięć też mogliśmy złamać. W pierwszej połowie na pewno nie byliśmy takim zespołem, jak wynikało z przebiegu całego turnieju. Po wczorajszym spotkaniu (przegranym z Chorwacją w półfinale), po tej frustracji, zabrakło nam tego zacięcia. Islandczycy ukarali nas za łatwo.
Dzisiaj w tych ostatnich dziesięciu minutach, gdy już było na dwie bramki straty - znów popełniliśmy takie śmieszne błędy. Szczególnie w wykończeniu akcji. To się mści. Pierwsze minuty bolą. Byliśmy nimi bardzo zdegustowani.
Sławomir Szmal: Islandczycy grali swoją grę. Weszliśmy w jakiś chaos. My zawodnicy. Bogdan przygotował nas taktycznie, bo wiedzieliśmy co oni grają, ale nie potrafiliśmy tego opanować. Zeszliśmy w dół i potrafiliśmy z niego wyjść. Dopiero w drugiej połowie coś się odbudowało. W szatni w przerwie powiedzieliśmy sobie wiele twardych słów. 10 minut drugiej połowy to jest za mało. My musimy grać 60 minut na miarę równym poziomie. Taki dół, jak pierwsze 30 minut, nie może nam się zdarzać.
Mariusz Jurasik: Jechałem tu po medal. W Chorwacji (w MŚ w 2009 roku - PAP) było odwrotnie, nie zasłużyliśmy na medal, a go zdobyliśmy. Tu zasłużyliśmy i nie zdobyliśmy. To jest taki sport i trzeba się z tym pogodzić.
Chcieliśmy grać na stojącego. Myśleliśmy, że
Islandia nam odda wszystkie piłki i będziemy łatwo zdobywać bramki. Chcieliśmy indywidualnie rozwiązywać akcje, a zapomnieliśmy, że piłka ręczna to gra zespołowa, a szczególnie w naszym wykonaniu, bo naszą mocną stroną jest zespołowość. Dzisiaj w pierwszej połowie w ogóle tego nie było. Dobrze że w drugiej połowie Sławek Szmal nas podniósł i uwierzyliśmy w to, że jeszcze możemy powalczyć. Rzuciliśmy chyba pięć bramek pod rząd i znów zaczęliśmy wierzyć w to, że możemy nawiązać równą walkę. Potem w końcówce można wyliczyć z pięć, sześć sam na sam, które zmarnowaliśmy ja, Mateusz Jachlewski, Bartek Jaszka, Bartek Jurecki, Michał Jurecki, Krzysiek Lijewski. No było tych akcji sam na sam mnóstwo.
W przerwie powiedzieliśmy sobie w szatni, że jak mamy grać tak jak w pierwszej połowie, to może nie wychodźmy w ogóle z szatni na parkiet, bo to nie ma co swojego nazwiska szargać. Nie ma co denerwować tych ludzi, co przyszli nas oglądać. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Powiedzieliśmy sobie, że z każdą piłką jedziemy do kontrataku. Tak też się stało, ale niestety przegraliśmy mecz przez pierwszą połowę.
Bartłomiej Jaszka: W pierwszej połowie defensywa wyszła do nas bardzo wysoko na połówkach. Nie mogliśmy za bardzo znaleźć na to recepty. Nie mogliśmy jako środkowi podać piłki do połówki, to nas zwalniało, nie potrafiliśmy złapać rytmu gry.
W obronie też nie było najlepiej i to były przyczyny naszej porażki w pierwszej połowie. W drugiej połowie wyszliśmy z założeniem, że skoro można przegrywać połowę ośmioma bramkami, to tak samo można je odrobić. Chieliśmy pokazać charakter, wolę walki, serce. Było blisko. Gdybyśmy wykorzystali większość dogodnych sytuacji, to mogło być inaczej.