Piotr Rozpara: Ułożył pan już scenariusz na mecz z Macedonią? Bogdan Wenta: Przede wszystkim nie możemy zagrać tak jak w pierwszej połowie ze Szwecją. Jeśli nie będziemy grać do przodu, akcje będą statyczne, a już po dwóch, trzech podaniach nastąpi zagranie do obrotowego albo oddanie rzutu, będziemy tylko pomagali przeciwnikowi w budowaniu jego przewagi. Wyglądało to tragicznie. Jeśli jednak zagramy przeciwko Macedonii jak po przerwie ze Szwedami, będzie dobrze. Bieganie do przodu, walka o każdą piłkę, bardzo mocno w obronie. Okazało się, że można. To nasz największy argument, choć oczywiście trudno tak grać przez pełne 60 minut.
A jak zagra Macedonia? - Zobaczymy, jak poukładają sobie w głowach sobotni mecz z Danią. Praktycznie przez całe spotkanie prowadzili i przegrali w końcówce. Z kolei my w drugich 30 minutach zostawiliśmy bardzo pozytywne wrażenie, choć oczywiście w każdym został kac po pierwszej połowie. To naprawdę ewenement, by na imprezie tej rangi zespół mający taką przewagę mógł przegrać. A przecież byliśmy bardzo blisko, by nawet pokonać Szwedów.
Da się zagrać przez cały mecz jak po przerwie ze Szwecją? - Chciałbym, żeby tak było, każdy trener chciałby. Z doświadczenia wiemy jednak, że nie zawsze wszystko się układa. Możesz stwarzać sobie świetne sytuacje, ale jest jeszcze bramkarz, słupki czy poprzeczki. Wszystko się może zdarzyć. Te mistrzostwa obalają teorie, że coś w krótkim czasie nie może się już wydarzyć. Pokazał to nasz mecz czy spotkanie Serbów z Niemcami, w którym gospodarze wygrywali już 14:8, a jednak zremisowali. Zresztą tu w każdym spotkaniu dzieje się bardzo dużo. Wierzę jednak, że nie będziemy już przeżywać takiej pierwszej połowy jak ze Szwecją.
Myśląc Macedonia, mówi się o ich l iderze Kirile Lazarowie. Ale to świetnie zgrany zespół, bo występują w nim głównie zawodnicy z dwóch najlepszych macedońskich klubów. - Metalurg Skopie i Vardar Skopie to dwa zespoły, w które w tamtejszej lidze zdecydowanie dominują. Podobnie jest u nas. Macedończycy bazują na tym, że obrona rywala jest skoncentrowana na Lazarowie, więc inni rozgrywający mają więcej miejsca. Wtedy trzeba szukać planu B, tak prostego jak w naszym sobotnim meczu: walczyć o każdą piłkę. Wydaje mi się, że siłowo jesteśmy dobrze przygotowani, bo już drugi raz reagujemy w ten sposób. Nie wiem, czy to jest jakaś wewnętrzna polityka ekonomiczna zawodników, że na początku jadą na dieslu, a dopiero potem włączają turbo. Mam nadzieję że nie, bo w poniedziałek duże tempo będzie potrzebne od początku.
Za nami cztery mecze serbskich m istrzostw, ale przed nami kolejne, być może też cztery. - Taki turniej jest bardzo męczący, jeśli ktoś się wyłamie, zabraknie mu koncentracji i zacznie coś robić po swojemu, zaczyna być problem. Dlatego duży wpływ ma atmosfera. I to nie tylko na boisku, a tu z dnia na dzień zaczyna przeszkadzać ci coraz więcej rzeczy. To gdzieś nad nami o godz. 3 w nocy była impreza, a to było jakieś spięcie na śniadaniu. Dlatego potrzebna jest bardzo duża wyrozumiałość. Ta na szczęście jest, to duży pozytyw. Jesteśmy ze sobą od 2 stycznia, a wydaje nam się, że siedzimy w tej Serbii już z miesiąc. Budzisz się rano, ten sam widok z okna, te same metalowe rury, na śniadaniu te same
ogórki z pomidorami. I wtedy trzeba pokazać siłę, cieszyć się, jakie pyszne to
śniadanie.