Sport.pl

MŚ piłkarzy ręcznych. Korea pękła w drugiej połowie. Mamy awans!

Polska pokonała trudnego przeciwnika Koreę 25:20 dając momentami koncert piłki ręcznej. Biało-czerwoni się rozpędzają. W czwartek najcięższy test - mecz ze Szwecją o pierwsze miejsce w grupie
20 : 25
Informacje
MŚ piłkarzy ręcznych 2011 - Grupa D
Wtorek 18.01.2011 godzina 18:15
Wyniki szczegółowe
1 poł
2 poł
Wynik
Korea Płd.
11
9
20
Polska
10
15
25
Składy i szczegóły
Korea Płd.
Skład:: Chang Woo Lee, Chan Young Park, Dong Myung Lee - Dong Geun Yu 5, Yi Kyeong Jeong 4, Jung Geu Park 3, Jae Bok Sim 2, Ci Yoel Yoon 2, Su Young Jung 1 Duk Jun Lim 1, Jae Woo Lee 1, Seung Do Na 1, Hwan Sung Kim 0, Chan Yong Park 0, Yun Suk Oh 0, Hyo Won Eom 0.
Polska
Skład: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski - Grzegorz Tkaczyk 5, Bartosz Jurecki 5, Bartłomiej Jaszka 4, Karol Bielecki 4, Patryk Kuchczyński 3, Tomasz Tłuczyński 3, Marcin Lijewski 1, Bartłomiej Tomczak 0, Artur Siódmiak 0, Mariusz Jurasik 0, Piotr Grabarczyk 0, Mariusz Jurkiewicz 0.
Dopiero w drugiej połowie Koreańczycy pękli pod naporem wspaniale grającej polskiej obrony. Dopiero w 42 minucie meczu Polacy objęli prowadzenie po raz pierwszy, ale jak już tego dokonali, nie odpuścili do końca.

Wcześniej - a na pewno przez pierwsze 30 minut - mecz z Koreą przypominał ciężką robotę w tartaku. Drugiego gola udało się zdobyć - Karolowi Bieleckiemu - dopiero po ośmiu minutach. Właśnie dzięki niemu Polacy zaczęli odzyskiwać początkowo stracony teren - rzucił kolejne trzy bramki. Ale już w tym momencie widać było, że polska obrona nabiera wagi. Artur Siódmiak, Piotr Grabarczyk, Mariusz Jurkiewicz z Bieleckim, Marcinem Lijewskim i coraz lepiej grającym w turnieju Grzegorzem Tkaczykiem zaczęli murować dostęp do bramki. W obronie walka była na noże. Zdarzało się, że sędziowie odbierali rywalom piłkę, bo ci nie potrafili skonstruować ataku. Sławomir Szmal obronił 15 rzutów.


Po dwóch meczach, w których biało-czerwoni musieli przystosować się do gry z drużynami broniącymi daleko od swojej bramki, ekipa Bogdana Wenty znów zderzyła się z podobną, niewygodną grą. Na początku meczu, do złamania rywali w 40 minucie Polacy mieli łatwiejsze zadanie tylko wtedy, gdy Koreańczyków było mniej na boisku - wtedy musieli rezygnować z wysokiej obrony. Ale takich sytuacji było mało - Koreańczycy zostali ukarani tylko trzykrotnie w czasie całego meczu.

Wysoka obrona utrudnia większym rywalom rzuty z dalszej odległości - w pierwszych 20 minutach aż osiem prób Bieleckiego i Lijewskiego było nieudanych.

Albo odcina graczy grających na kole z rozgrywającymi, biegającymi w drugiej linii. Grając z drużynami stosującą ten rodzaj obrony trzeba więcej biegać, częściej podejmować ryzyko pojedynków jeden na jednego aby oddać rzut, albo podać do Bartosza Jureckiego w środku koła. Tak Polska grała na początku i w drugiej połowie meczu z Chile. Robił to często w poniedziałek Bartłomiej Jaszka. Zdarzało się, że Tomasz Tłuczyński, nominalnie lewoskrzydłowy, lądował na prawej części koła.

Mimo, że poniedziałkowi rywale grali bardziej konsekwentnie, twardziej, lepiej i byli większymi, silniejszymi piłkarzami niż Argentyńczycy, nie wspominając o Chilijczykach, Polacy po prostu posłuchali Wentę mówiącego przed meczem: - Trzeba zagrać z jaśniejszą głową i większym sercem niż wcześniej. To mecz już nie o wyjście z grupy, ale o punkty.

Punkty, które mogą zdecydować o sukcesie lub porażce na mistrzostwach świata. W następnej rundzie do bilansu drużyny zaliczać się bowiem będą punkty zdobyte na drużynach, które również awansowały.

Polska musiała walczyć o nie bez koła napędzającego, czyli Michała Jureckiego. Kontuzjowanego "Dzidziusia" w obronie wspaniale zastąpił właśnie Grabarczyk, którego podróż do Goeteborga przejdzie do klasyki heroicznej polskiej piłki ręcznej.

Grabarczyk bowiem został złapany przez Wentę telefonicznie w niedzielę w południe na towarzyskim turnieju w Zawadzkiem, niedaleko Opola. W sobotę piłkarz rozegrał 3, słownie trzy, mecze w składzie Vive Targi Kielce, w niedzielę kolejne dwa, wsiadł do klubowego autobusu do Kielc, przejechał 200 km, wrzucił do walizki skarpetki i majtki, ruszył samochodem do Warszawy, kolejne 180 km, przespał się trzy godziny w przylotniskowym hotelu, wstał o 5.30, odleciał samolotem o 7.05 do Kopenhagi, gdzie się przesiadł, w południe wylądował w Goeteborgu, a po sześciu kolejnych godzinach wyszedł na mecz z Argentyną w pierwszym składzie, rozgrywając w obronie pełny mecz. Podróż z MOKSiR Zawadzkie do Scandinavium Arena na mistrzostwa świata to Grabarczyka skok w nadprzestrzeń.

Właściwie dlaczego tyle ambarasu o mecz z Koreą, można by zapytać?

Dla kibiców, którzy urodzili się dla piłki ręcznej w 2007 roku, czyli w dniu finału mistrzostw świata w Niemczech, Korea jest rzeczywiście egzotyką w czystej postaci.

Ale nie jest, co można stwierdzić choćby patrząc na karierę Yoon Kyung-shina, który jeszcze dwa lata temu grał w HSV Hamburg z Krzysztofem Lijewskim. W końcu wśród najlepszych graczy sezonu, wybieranych przez Międzynarodową Federację Piłki Ręcznej przyznawanych od 1988 roku jest dwóch Koreańczyków i tylko jeden Polak - Sławomir Szmal.


Yoon Kyung-shin - przy wzroście 204 cm podobno 11. pod względem wysokości Koreańczyk - gra na pozycji braci Lijewskich, czyli prawym rozegraniu. Zdobył swój tytuł najlepszego gracza świata 10 lat temu, w Bundeslidze szalał 12 lat, z czego przez osiem był najlepszym strzelcem sezonu. W 2006 roku w meczu Hamburga z Lemgo rzucił 18 bramek, omal bijąc bundesligowy rekord Jerzego Klempela, który w latach 80. zdobył w jednym meczu 19 goli dla Göppingen.

Jego era w reprezentacji się właściwie zakończyła na igrzyskach olimpijskich w Pekinie (był najlepszym piłkarzem w meczu z Polską), podobnie jak przeminął czas drużyny z 1988 roku - zadziwiającego sukcesu skrzyżowania równorzędnego sportu z histerycznego nacjonalizmu i koszarami.

Teraz przed Polską dzień przerwy oraz najważniejszy fazy grupowej - z gospodarzami, Szwecją o 20.15.



Więcej o: