Sport.pl

MŚ piłkarzy ręcznych. Gdzie ta polska potęga!? - pyta Bogdan Wenta

Przyjechali na mundial po medal, męczyli się z amatorami. Co się dzieje z naszymi piłkarzami ręcznymi?
Wieczorem mecz z Chile, drużyną słabszą niż Argentyna. Pokonanie Chilijczyków - ekipy złożonej w ponad połowie ze studentów, mechaników, pracowników banku - powinno być formalnością dla piłkarzy, wśród których najlepsi zarabiają w Bundeslidze i lidze polskiej od 10 do 20 tys euro miesięcznie i mają medalowe ambicje na mistrzostwach świata.

Trochę lepszą Argentynę pokonali zaledwie 24:23 - groziła im przypadkowa strata bramki, remis, a co za tym idzie, kłody w poprzek drogi do półfinału.


Zawodnicy, schodząc z parkietu, komentowali mecz niechętnie.

- Nie ma o czym gadać - Karol Bielecki.

- Nie będziemy się przecież biczować - Marcin Lijewski.

- Nie był to najlepszy mecz. Ale najważniejsze są dwa punkty - Grzegorz Tkaczyk.

- Naprawdę trudno się skupić, gdy wiadomo, że nie gra się z najmocniejszą drużyną świata - Artur Siódmiak.

- Padły tu piękne słowa o Polsce jako światowej potędze. Gdzie? Co? Jakiej potędze? - Bogdan Wenta. - Nie można pozwalać sobie na grę taką jak w sobotę. Trzeba mieć trochę szacunku do samego siebie. Chłopcy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, po co tu jesteśmy.

Wenta przypomina inny sobotni mecz stoczony w hali Scandinavium zaledwie dwie godziny wcześniej: - Słowacja w meczu ze Szwedami trzymała się do połowy, a potem została rozjechana. Przegrała 16 bramkami. Tak powinniśmy zagrać.

Czyżby porównanie tych dwóch wyników dowodziło, że biało-czerwoni są na wyrost zaliczani do najlepszych drużyn świata i że ich szanse na sukces są małe?

Pewne okoliczności wskazują na to, że nie. Że - trzeba przyznać, arogancko to brzmi - Artur Siódmiak miał rację. Piłka ręczna jest sztuką walki, gdzie mobilizacja, motywacja, doping kibiców oraz klasa przeciwnika katapultują graczy na wyższy poziom emocji. Dopiero wtedy mecz zamienia się w wojnę - tak było w mistrzostwach Europy rok temu, gdy Polska grała na wysokim C z Niemcami, Hiszpanią, Słowenią. W historii piłki ręcznej z powodu braku mobilizacji w meczu ze słabszymi zdarzały się sensacyjne wyniki, jak jednobramkowa porażka Chorwacji z Argentyną w mistrzostwach świata w 2003 r. - do przerwy było 18:13 dla późniejszych mistrzów świata. Argentyna zajęła w turnieju 18. miejsce.

Siódmiak, schodząc z boiska, zapewniał, że drużyna już więcej nie doprowadzi do podobnej sytuacji.

Jednak nawet jeśli nie popełni 21 błędów technicznych jak w sobotnim spotkaniu, mecz z Chile też może nie być zderzeniem tira z rowerzystą. Trener Wenta znów będzie chciał zaangażować do gry więcej zawodników i sprawdzić, jak współpracują. W sobotę długo siedzieli na ławce rozgrywający Bartosz Jaszka, Karol Bielecki, Marcin Lijewski. Dłużej grali Tomasz Rosiński, Grzegorz Tkaczyk oraz debiutanci Mateusz Zaremba i Bartłomiej Tomczak.

Prawdziwą wartość drużyny poznamy w czwartek podczas arcyważnego starcia ze Szwecją, choć - jak stwierdził Wenta - doświadczenie z Argentyna było "ekstremalne". - Dość gadania. Trzeba zapieprzać - skończył trener ostro.


Wszystko o MŚ ręcznych w specjalnym serwisie Sport.pl >


Więcej o: