Sport.pl

MŚ w piłce ręcznej. Teraz Chilijczycy za mniej niż peso

Do zaplanowanego na sobotę czołowego zderzenia tira z rowerzystą nie doszło. Polska ledwie pokonała Argentynę i szykuje się do spotkania z bankowcami, mechanikami i pracownikami McDonaldsa, czyli Chile. Mecz o 18.15, relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl
Światowa potęga, kompletna drużyna - cmokał nad Polską trener Chile Fernando Capurro, kiedy pytaliśmy go o poniedziałkowy mecz.

Dwie godziny później, po dziwacznym meczu z tą potęgą, argentyński trener Eduardo Gallardo jeszcze bardziej rozpływał się w zachwytach nad biało-czerwonymi. W tym czasie trener Bogdan Wenta prychał sarkastycznym śmiechem, aż nie wytrzymał: - Padły tu piękne słowa o Polsce jako światowej potędze. Gdzie? Co? Jakiej potędze?

Wenta mówił dalej niby spokojnie, ale był to spokój butelki z nitrogliceryną. Później okazało się, że atmosfera w zespole polskim była na tyle kwaśna, że trener odwołał planowane spotkanie z dziennikarzami. Do normy wróciło wszystko dopiero na niedzielnym treningu.

- Doświadczenie było ekstremalne. W przerwie w szatni mówiliśmy, że obrona stoi dobrze, Sławek trzyma nam wynik i że trzeba się tylko więcej ruszać w ataku. Konsekwentnie w obronie, iść do kontrataku, i go skończyć. Według szybkiej informacji od Daniela [Waszkiewicza, drugiego trenera] popełniliśmy 21 błędów technicznych! Proszę porównać. Przy 24 bramkach - to blisko 50 proc. nieskutecznej gry. A nie mówię o niezdobytych bramkach. I dlatego powinniśmy się cieszyć, że w ogóle wygraliśmy - mówił rozgoryczony trener.

Polacy gubili piłkę, robili błędy kroków, popełniali błędy podwójne, wyrzucali piłkę w aut lub w ręce przeciwników. Do wszechobecnych pomyłek jednej i drugiej drużyny dochodziły pomyłki sędziów, którzy karali Polaków często za to, że lżejsi o 20 kg rywale przewracali się po zderzeniu.

W poniedziałek biało-czerwoni grają z Chile. - Obiecuję, że będziemy skoncentrowani od początku i nie doprowadzimy do takiej sytuacji, jak miała miejsce dzisiaj - mówił Artur Siódmiak.

Trudno powiedzieć, czy mówił poważnie.

Nawet gdy do remisu brakowało Argentyńczykom jednej bramki, na ławce panowała sielska atmosfera, jakby nikt nie wierzył, że może nastąpić ostatni akt dramatu. Tymczasem gdyby debiutant w mistrzostwach Mateusz Zaremba "złapał" karę 2 minut - byłaby to już trzecia w meczu - Polska grałaby do końca w osłabieniu. Wiedział to, więc odskakiwał od przeciwników jak od ognia. Mimo to biało-czerwonym groził remis, a szwedzcy kibice skandowali: "Argentina! Argentina!"

- I co teraz, mamy siedzieć po nocach i ustawiać taktykę, bo Chile na nas wyjdzie!? - dokończył trener.

Chilijczycy wyjdą na Polskę z entuzjazmem aktorów prowincjonalnego teatru, którzy nagle dostali szansę gry w światłach ramp Broadwayu.

- Dla mnie to spełnienie marzenia. Od dziewięciu lat brakowało nam jednej, dwóch bramek, aby awansować na mistrzostwa świata z mistrzostw panamerykańskich - mówi nam skrzydłowy Patrizio Martinez.

Martinez miał 18 lat, kiedy postanowił zostać zawodowcem i przenieść się do Europy. - Zadzwoniłem do jednego z trenerów Barcelony, Kolumbijczyka, którego poznałem na turnieju w Ameryce. "Oszalałeś! Masz 175 cm wzrostu. Takich piłkarzy jak ty jest w Hiszpanii ośmiuset!". Odpowiedziałem: "Jadę tak czy siak. Pomagasz czy nie?". Pomógł. Przez dwa lata wstawałem o 6, pracowałem w McDonald's po drugiej stronie Barcelony, a wieczorem trenowałem w drużynie juniorów. Aż trafiłem do pierwszego składu - mówił Martinez.

Ściągnął do Europy sześciu rodaków, którzy teraz grają w kadrze. - Ale do nich należał pierwszy krok. Musieli sami zadzwonić i przyjechać. To dla mnie był dowód poświęcenia i miłości do piłki ręcznej - mówi Chilijczyk.

Ponieważ w jego kraju nie ma profesjonalnych ani żadnych innych ogólnokrajowych rozgrywek trener szuka zawodników w ligach uniwersyteckich i lokalnych. Potem wybrańcy - studenci, mechanicy, pracownicy banków, kelnerzy - ćwiczą razem na kilkunastotygodniowym zgrupowaniu w Santiango, ale tylko po pracy. Dlatego treningi zawsze zaczynają się o 21. Pracujący w innych miastach przyjeżdżają na zgrupowania tylko na weekend. Jako piłkarze kadry czy klubów nie zarabiają ani peso.

- Jesteśmy drugą dyscypliną w Chile pod względem wyników. Ale na najważniejszy mecz w piłce ręcznej przyszło sto osób, głównie rodziny zawodników, co jest dowodem, że brakuje nam sporo do futbolu. Trochę więcej słychać o zawodniku, gdy dostanie premio annual de la Republica de Chile - stwierdził trener Capurro.

Więcej o: