Sport.pl

Maminsynki nie grają w piłkę ręczną

Polska ma serce - to nas wyróżnia. Bardzo często wychodziliśmy umorusani z bagna w pierwszej połowie i wygrywaliśmy w drugiej - mówi Krzysztof Lijewski przed zaczynającymi się w czwartek mistrzostwami świata piłkarzy ręcznych.
W czwartek zaczynają się mistrzostwa świata w Szwecji. W jedynym meczu - w polskiej grupie D - zagrają gospodarze z Chile. W piątek o 20.15 drużyna trenera Bogdana Wenty spotka się ze Słowacją (relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl). W Szwecji piłkarze ręczni walczą o medale oraz miejsce w turniejach kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich 2012. Mistrz świata zapewni sobie start w Londynie.

Radosław Leniarski: Przyjaciele jadą na MŚ po raz pierwszy bez pana, kluczowego prawego rozgrywającego, jednego z najskuteczniejszych rzucających reprezentacji...

Krzysztof Lijewski: Problemy z barkiem miałem już rok temu na mistrzostwach Europy w Austrii. Grałem z bólem, jakoś udało się mnie przepchnąć do końca sezonu, ale już w nowym sezonie nie dałem rady. Skończyło się jednym zabiegiem, potem drugim. To moja pierwsza poważna awaria. Nic konkretnego się nie stało, po prostu zmęczenie materiału. Dotąd miałem tylko palce złamane, kostki skręcone, wybite stawy, ale to akurat jest w piłce normalne i zaraz wracało się na boisko. A tutaj przerwy będzie na kilka miesięcy. Nie jesteśmy maminsynkami, ale pewnych urazów się nie pokona. Gdyby ból był do wytrzymania, to bym zagrał, ale gdy w nocy nie można spać, to się nie da.

Czyli pan by chciał grać - jak Bartek Jaszka - ze złamaną ręką?

- Gdyby tylko wystarczyło zacisnąć zęby, to bym chciał jechać do Szwecji, bo mistrzostwa świata to wspaniała impreza. Na zgrupowaniu widziałem, jaka była fantastyczna atmosfera i jaka tworzy się "pakieta". Żałuję, że nie będę mógł być częścią tej historii.

Nie tylko chodzi o to, że nie mam szansy na ewentualny sukces z chłopakami, ale też, że z nimi nie przebywam. Jesteśmy bardzo zaprzyjaźnieni, czekamy na okazję, aby razem trenować. W piłce ręcznej trudno stanowić dobrą drużynę, jeśli nie działasz zgodnie z hasłem jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tu mają źródło sukcesy reprezentacji.

O dziwo, mimo świetnych trzech lat Polska nie jest uznawana za faworyta turnieju. Jak to wygląda według pana?

- Fajnie. Dwa lata temu było podobnie i cztery lata temu też. Nie patrzę na typy znachorów i wieszczów.

A w czym jesteśmy według pana lepsi?

- Polska ma serce - to nas wyróżnia. Nieraz odwracały się losy naszego meczu właśnie dzięki temu. Wychodziliśmy umorusani z bagna w pierwszej połowie i wygrywaliśmy w drugiej. Kibice wiedzą o tym sercu do walki, bo nieraz je mogli widzieć.

Mamy też atuty nie charakterologiczne, ale techniczne, które dają nam przewagę?

- Nie. Cała czołówka ma podobne atuty. Mogę wymienić dziesięć drużyn, które mogą dzięki temu zająć w Szwecji miejsca od 1 do 10. Uwaga, liczę: Francja, Chorwacja, Hiszpania, Islandia, Polska, Niemcy, Dania, Szwecja jako gospodarze z potężnym wsparciem kibiców, Norwegia i, powiedzmy, Serbia. Przy wyrównanych umiejętnościach na szczycie chodzi właśnie o serce, o dyspozycję dnia konkretnego człowieka w drużynie: bramkarza, skrzydłowego. Takich spotkań, gdy wszystko zależało od jednego zawodnika, mamy za sobą mnóstwo, choćby na ostatnich MŚ. Bywało, że całą grę trzymał Mariusz Jurasik albo mój brat. Przed dwoma laty przez cały mecz z Norwegami goniliśmy wynik, a zwycięską bramkę dającą półfinał rzucił Artur Siódmiak w ostatniej sekundzie. Więc chodzi też nawet o szczęście, choć nadużywa się tego słowa w sporcie.

My często walczymy o wynik do samego końca. Bardzo rzadko się zdarza, że Polska wygrywa wysoko. W Gdyni na turnieju noworocznym pokonaliśmy Czechów jedną bramką, zremisowaliśmy z Węgrami.

Myślałem, że powie pan o dwóch wielkich powrotach - byłego kapitana i lidera Grzegorza Tkaczyka i fantastycznego rzucającego Karola Bieleckiego...

- Ich powroty dają nam dodatkowego kopa.

Grzesiek zawsze był uważany za najlepszego z nas, był wzorem, staliśmy za nim murem. Wiem, że jego umiejętności, charakter, doświadczenie są naszym atutem.

O powrocie Karola można napisać książkę. Nie znam sportowca dotkniętego utratą oka, który po trzech miesiącach wrócił na parkiet. To jest wielka inspiracja.

Przed dwoma miesiącami spotkali się z Josipem Valcziciem [w meczu towarzyskim w czerwcu palec Chorwata trwale uszkodził oko Bieleckiego - rl] w meczu Bundesligi. Przed pierwszym gwizdkiem podali sobie ręce, Karol mówił, że nie żywi do niego żadnej urazy, że w tym sporcie wypadki się zdarzają i trudno. To zdarzenie z gatunku: zwaliło się na człowieka drzewo podczas wichury.

Być może drużyna spotka się z Chorwacją w drugiej rundzie mistrzostw, ale przypadek Karola nie będzie miał znaczenia podczas gry. Co nie znaczy, że Polacy nie będą gryźć parkietu w tym meczu i w każdym innym.

Są jednak drużyny, które nie znają terminu "dyspozycja dnia". Francja wygrywa każdy wielki turniej od trzech lat - zdobyła złoto olimpijskie, mistrzostwo świata i Europy. W ostatnich dziesięciu latach zdobyli osiem medali na największych turniejach. Co w nich jest wyjątkowego?

- Można by śmiesznie powiedzieć, że wyjątkowe są umiejętności techniczne każdego zawodnika. Ich obrona jest najlepsza na świecie. Mają wspaniałego bramkarza Thierry'ego Omeyera [bramkarz wszech czasów w plebiscycie IHF - rl], który odbija 20 piłek w meczu, a bramkarz to połowa sukcesu drużyny. No, to by było tyle.

Czy teraz właśnie przyszedł czas polskiej drużyny, czas aby wygrać ze wszystkimi, łącznie z Francją?

- Nie wydębi pan ode mnie deklaracji, że chłopaki jadą po złoto, choć czuję, że pan próbuje.

W polskiej piłce ręcznej przełamanie nastąpiło w 2007 roku, kiedy nikt nie miał pojęcia, że ono następuje. Dziennikarzy przy tym nie było. Przedtem nikt się z Polską nie liczył. I nagle bum.

A nawet wtedy, gdy zdobyliśmy wicemistrzostwo świata na turnieju w Niemczech, sądzono, że to był przypadek. Potem było piąte miejsce na igrzyskach w Pekinie, trzecie na mistrzostwach świata w Chorwacji, w mistrzostwach Europy czwarte. Czy akurat teraz czas na złoto? Na to jest zawsze dobry moment.

Wszystko o MŚ ręcznych w specjalnym serwisie Sport.pl »


Więcej o: