Sport.pl

MŚ piłkarzy ręcznych. Bogdan Wenta: Od pierwszego meczu jak o finał!

- Nie będzie odstawienia ręki ani nogi w żadnym meczu, już w piątek ze Słowacją zagramy jakby to był finał - mówi przed mistrzostwami świata trener reprezentacji Bogdan Wenta. Polacy bronią brązowego medalu
Radosław Leniarski: Gdyby spojrzeć na typy bukmacherów, są więksi od Polski faworyci mistrzostw świata. Ale wy czujecie się pewnie.

Bogdan Wenta: Patrząc wstecz, każdy krok drużyny był dotąd dobry - z każdych mistrzostw świata wracaliśmy z medalami. Na mistrzostwach Europy przegraliśmy z Chorwacją półfinał, ale i tak to był najlepszy występ reprezentacji na Euro.

Ale przed wami nowe mistrzostwa, nowy turniej. Zawodnicy są starsi o kolejny rok...

- Są też debiutanci, choć niewielu. Wszyscy stajemy przed nowymi zadaniami i nie mamy gotowych rozwiązań. Pomysły są, ale ich realizacja będzie bardzo trudna - głównie dlatego, że na tym turnieju jest podwójna stawka. Oprócz walki o podium, drużyny będą też bowiem rywalizować o udział w igrzyskach olimpijskich. Miejsca od 2. do 7. dają awans do turniejów kwalifikacyjnych do Londynu. Nie będzie więc odstawienia ręki ani nogi w żadnym meczu, bo potem na igrzyska może się dostać już tylko mistrz Europy.

Dlatego - nie chcę nikogo rozczarować - pierwszym celem drużyny jest miejsca gwarantujące udział w eliminacjach olimpijskich.

Jesteśmy starsi, czasem bardziej doświadczeni, niżbym chciał - jak w dramatycznym przypadku Karola Bieleckiego - ale stać nas na kończenie meczów utratą jednej bramki mniej, czy też zdobyciem jednej bramki więcej.

Ofensywę mamy fantastyczną, mnóstwo rozwiązań z różnymi rozgrywającymi - po dwóch latach wrócił do kadry Grzegorz Tkaczyk, jest rozwijający się szybko Bartek Jaszka, jest świetny Tomasz Rosiński. Każdy inny, każdy daje inne możliwości. Gorzej ostatnio z obroną, która do tej pory była opoką drużyny...

- To sporo trafnych spostrzeżeń. Z obroną jest tak, że nie było możliwości przygotować jej tak jak należy. Turniej zaczyna się o pięć dni wcześniej niż zwykle, i - proszę się nie śmiać - te brakujące pięć dni to dla mnie najcenniejsze stracone chwile. Choćby nawet dla samego odpoczynku zawodników, dla odświeżenia formy. A tak to wszystko jest marszem. Jeszcze z grupą grającą w klubach polskich miałem więcej czasu, ale Sławek Szmal i inni zawodnicy z zagranicy odczuwają w nogach mecze w swoich ligach.

Jednak fakt - musimy pracować nad obroną, czego zwykle obserwatorzy nie zauważają. Widzi się najczęściej tylko tych, którzy rzucają bramki. Widać bramkarzy, gdy odbijają piłki, ale to właśnie obrona decyduje, że bramkarz częściej odbija piłkę, że nie traci bramek. Teraz będziemy szukać optymalnych ustawień w defensywie - w skrócie: czy lepiej będzie, jak ja zagram z panem, czy pan z kolegą. Bo warianty mamy dopracowane, pozostały szczegóły, kto je wykona najlepiej, kto z kim czuje się pewniej i da lepszy wynik końcowy.

Czyli walka o sukces w Szwecji będzie się toczyć na linii obrony?

- W tej dyscyplinie obrona jest atutem, który pozwala popełniać błędy z przodu. Jeśli obrona z bramkarzem funkcjonuje, jest więcej zdobytych piłek, więcej szans do kontrataków, i nawet jeśli popełniane są błędy z przodu, ich konsekwencje są mniejsze. Przeciwnik nie może nas "skaleczyć". Można było dostrzec to, o czym mówię w turnieju noworocznym w Gdyni. Do pierwszego meczu nie miałem zastrzeżeń. W drugim - od pewnego momentu, kiedy obrona nie była stabilna, przy ewidentnych błędach z przodu - przeciwnik rzucał nam bramki z kontry. W meczu z Węgrami - dobrym zespołem - obrona nie dała nam spokoju z przodu. Liczba rzuconych bramek była przyzwoita, ale przy wyrównanym meczu błędy w obronie powodowały, że przeciwnik na jedną, dwie bramki odskakiwał. W Szwecji właśnie na to musimy zwrócić uwagę, jeśli chcemy osiągnąć sukces.

Z czasem słabnie to ogniwo, gdzie jest najmocniejsza walka. Nie uważa pan, że osłabienie obrony może być jakimś trendem?

- Cóż mogę powiedzieć? Zespół uznawany za najlepszy na świecie jest starszy od nas i jego skład wiele się nie zmienił. Zdobył tytuł mistrzów olimpijskich w Pekinie i tytuł mistrzów świata rok później tym samym składem, a w 2010 r. mistrzostwo Europy. I ciągle wszyscy są za starzy w tej Francji!

W piłce ręcznej młodość ma swoje atuty i oby jak najszybciej młodzi piłkarze wchodzili do gry, ale najważniejsze nie jest którego roku się urodziłeś, ale co wnosisz.

Jako trener muszę wprowadzać następców, ale już zdolnych do przejęcia obowiązków i odpowiedzialności od starszych. Na razie jednak kieruję się potrzebą chwili i ta grupa jest optymalna. Miałem kiedyś przez dwa lata przyjemność pracy z Francuzem Joelem Abatim. Był chyba na trzech igrzyskach, mijały kolejne mistrzostwa świata i Europy i też mówiono, że się już nie nadaje. Ale był w tej drużynie, bo gdy trzeba było kogoś zastąpić w razie wypadku, trener dzwonił po niego. Czekał długo i w wieku 39 lat zdobył złoty medal w Pekinie.

Kilku zawodników chce zrezygnować z gry w reprezentacji po igrzyskach w Londynie, więc teraz walczą o awans i sukces na ostatniej wielkiej imprezie. Z drugiej strony mamy szansę na organizację mistrzostw świata w 2015 r. To byłaby szansa na odnowienie drużyny?

- Mistrzostwa w Polsce dałyby nam spokój w przygotowaniach i szanse dla tych chłopaków, którzy nie zdołali się załapać dziś do drużyny, bo działam po dyktando chwili. Jest takich sporo. Komfort udziału w turnieju bez eliminacji jest nie do przecenienia. Daje trenerowi czas i szansę, by zawodnika x, albo grupę y przygotować. My dotychczas zawsze mamy na głowie kwalifikacje, play-off, grupy. Teraz, przygotowując się do MŚ, jednocześnie startujemy w eliminacjach mistrzostw Europy.

Wiem, że Londyn będzie jakimś końcem, ale najpierw trzeba się tam dostać, a potem coś osiągnąć, przy czym może to być łatwiejsze ze względu na specyfikę kwalifikacji i najmniejszą liczbę zespołów w turnieju.

Pierwszy mecz mistrzostw świata w piątek ze Słowakami, którzy w Gdyni na turnieju noworocznym puścili zasłonę dymną...

- Kilku podstawowych zawodników w nim nie grało - albo się oszczędzali, albo z przyczyn taktycznych.

Mecz ze Słowacją będzie dla nas jak finał. Tak musimy do niego podejść, nie patrząc ani na wyniki z ostatnich lat, które nie zawsze była dla nas dobre, ani na zwycięstwo w ostatnim sparingu.

Wszystko o MŚ na Sport.pl


Więcej o: