Sport.pl

El. ME. Dobry początek Polaków. Ukraina bez szans

Polska pokonała Ukrainę 23:15 w pierwszym meczu eliminacji mistrzostw Europy 2012. Bohaterami mieli być Karol Bielecki i Grzegorz Tkaczyk, ale widowisko skradł im bramkarz Sławomir Szmal i żelazna obrona
Szmal - w przyszłym sezonie będzie grał w Vive Targi Kielce - obronił 11 rzutów w pierwszym kwadransie drugiej połowy, gdy Polacy zdobyli największą przewagę nad Ukraińcami. Dziewięć razy bronił w całej pierwszej połowie.

Ten mecz był ważny inaczej. Nie w sportowym sensie, choć zwycięstwo w pierwszym meczu eliminacji jest istotne, a w tym przypadku niezwykle łatwe, ale w szerszym znaczeniu. W reprezentacji znów znaleźli się supersnajper Bielecki i były nadkierownik zespołu Tkaczyk.

O ile Bielecki nie grał tylko w dwóch meczach towarzyskich biało-czerwonych, to właśnie w jego przypadku można mówić o powrocie chwytającym za serce, powrocie w prawdziwym, wielkim wymiarze. Cztery tysiące kibiców w Torwarze po 15 minutach domagało się wejścia Bieleckiego, długo i głośno skandując jego nazwisko. Jak się mogli przekonać już na rozgrzewce, utrata oka nie oznacza słabszego rzutu. Bielecki walił tak mocno, że jego partner w ćwiczeniu Tkaczyk miękł. Bielecki wszedł w drugiej połowie, zdobył imponującą bramkę, ale po 15 minutach zszedł.

Były kapitan Tkaczyk wrócił do drużyny nie po dwóch meczach przerwy, ale po dwóch latach w czasie, których chwilowy kryzys motywacji przerodził się w kryzys zdrowotny. W czwartek wszedł już w 13. minucie, sprytnie podał do Michała Jureckiego - bramka. Potem sam zdobył gola z drugiej linii, zablokował strzał Ukraińca, zarządzał grą w ofensywie i obronie. Znów był nadkierownikiem.

Przed Szmalem stała murem obrona, choć trener Bogdan Wenta mógł mieć kłopoty. Artur Siódmiak, filar defensywy, który zawsze powtarzał, że jeszcze żadnego turnieju nie zgrał bez zastrzyków uśmierzających ból, tym razem uległ i nawet blokada nie pomogła - skręcenie stopy w ostatnim meczu jego Lubeki w Bundeslidze wyeliminowała go z meczu na Torwarze. Damiana Żółtaka, drugiego twardziela środka koła, muru obrony, też zmogła kontuzja. Podobnie prawego rozgrywającego Krzysztofa Lijewskiego. W obronie zagrali świetnie dwumetrowy Piotr Grabarczyk, który kilka razy zatrzymał Serhija Burkę (207 cm wzrostu!) i Michał Jurecki, obaj wykonujący wspólnie to samo zadanie w Vive Targi.

W niedzielę Polacy lecą do Portugalii, gdzie stoczą drugi mecz eliminacji i kolejny w którym będą żelaznymi faworytami.

W ogóle czwartek był dla ręcznej pełen sukcesów - szefem PKOl aż do 2013 roku został prezes związku Andrzej Kraśnicki. Długoletni zausznik ministra sportu Adama Giersza pełnił te obowiązki od śmierci Piotra Nurowskiego w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Psycholog: Bielecki może być jeszcze lepszy niż przed wypadkiem »


Więcej o: