Sport.pl

Piłka ręczna. Wenta: Bielecki to wyjątkowy człowiek na całym świecie

- Zaczynamy walkę o punkty, dlatego nieważne, w jaki sposób, w jakim stylu, ale musimy zdobyć dwa punkty. To będzie pierwszy krok w dalekim, dwuletnim kierunku - otwarcie drogi do igrzysk olimpijskich w Londynie - mówi Bogdan Wenta. Mecz Polski z Ukrainą odbędzie się w czwartek o godzinie 17.
Paweł Matys: Zadowolony jest pan z eliminacyjnej grupy?

Bogdan Wenta, trener reprezentacji Polski i Vive Targi Kielce: Może to nie są jacyś piekielnie groźni rywale, ale na pewno trafiliśmy do niewygodnej grupy. Niewygodne też jest granie. Dotychczas było sześć zespołów w eliminacjach, a teraz tylko cztery. Trzeba być ostrożnym. Teoretycznie na papierze program jest prosty, bo awansują dwie najlepsze drużyny. Sytuacja w grupie jest jasna - faworytami jesteśmy my i Słowenia. Do tego dochodzi nieobliczalna Ukraina. Ma ona nowego trenera, więc nie do końca możemy wiedzieć, czego można się po nich spodziewać. Po spotkaniu z nimi mamy egzotyczny wyjazd do Portugalii, która od kilku lat dobija się do prawdziwej piłki ręcznej. Mamy o nich mało informacji, ale będziemy mieć materiał z ich spotkania eliminacyjnego ze Słowenią.

Zaczynacie w czwartek meczem z Ukrainą.

- Gramy u siebie w domu i na pewno jesteśmy faworytem. Najpierw trzeba jednak wyjść na parkiet bić się, wygrać, a potem cieszyć się z dwóch punktów. Musimy wszyscy pamiętać, że to już koniec sparingów. Zaczynamy walkę o punkty, dlatego nieważne, w jaki sposób, w jakim stylu, ale musimy zdobyć dwa punkty. To będzie pierwszy krok w stronę odległego celu - otwarcie drogi do igrzysk olimpijskich w Londynie. Nie można tego czasu przespać, lecz solidnie pracować.

Ukraina to groźny zespół?

- To słynna rosyjska szkoła piłki ręcznej. Ukraińcy grają twardo w obronie, są zadziorni. Ich sporym atutem są warunki fizyczne. Imponują wzrostem. To młoda drużyna, wsparta kilkoma doświadczonymi zawodnikami. Widziałem kilka ich meczów w tegorocznych mistrzostwach Europy w Austrii. Sprawili na mnie naprawdę dobre wrażenie. Przegrali co prawda trzy spotkania, ale po ambitnej walce, wszystkie w niskich rozmiarach [w fazie grupowej z Rosją 33:37, Chorwacją 25:28 i Norwegią 29:31]. W dodatku Ukraińcy przyjadą do nas w łatwiejszej roli, bo to my musimy grać, bo jesteśmy faworytem. Mają pewnie swoje ambicje i argumenty, by sprawić nam nieprzyjemny wieczór. Znam ich wartość, ale bardziej interesuje mnie mój zespół, jak on się prezentuje.

Bez względu na to plan pewnie jest prosty na październikowe mecze - dwa zwycięstwa.

- Od 11 czerwca i pamiętnej tragedii z Karolem Bieleckim jesteśmy ze sobą pierwszy raz. Nie będzie wiele treningów, lecz głównie omówienie kilku spraw. Zawodnicy przyjadą w różnym stanie fizycznym, psychicznym, w różnych nastrojach emocjonalnych. Najważniejsze, by potrafili wyłączyć się ze swoich spraw klubowych i skoncentrować się tylko i wyłącznie na dwóch barwach - białej i czerwonej. Nieważne, czy coś ich będzie boleć, trzeba się zmusić do pracy. A konkretnie - muszą być dwa zwycięstwa, bo to daje spokój. Dostaliśmy już ostrzeżenie w kwalifikacjach do tegorocznych mistrzostw Europy, gdzie przegraliśmy na początku z Rumunią [29:33] i Szwecją [24:27]. Ale potem wspólnie ruszyliśmy do przodu, zmobilizowaliśmy się i w efektownym stylu awansowaliśmy.

W kadrze zmiany, znów na zgrupowaniu są Grzegorz Tkaczyk i Karol Bielecki. Jakie będą odgrywać role w zespole?

- Na razie trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Co do Grześka, to trzeba pamiętać, że pewna grupa zawodników wykonała jakąś pracę od igrzysk olimpijskich w Pekinie [po nich Tkaczyk przerwał reprezentacyjną karierę] i musi wkomponować się w drużynę. Przeszedł trudny okres, miał poważną kontuzję. Teraz nieźle wygląda fizycznie, ale w głowie z pewnością siedzi ten uraz. Na boisko jednak tego nie widać. Jeśli zdrowie mu pozwoli, to wiele może jeszcze dla reprezentacji Polski zrobić. Trzeba też przyznać szczerze, że w polskiej ekstraklasie nie ma zawodników tej klasy i z takim doświadczeniem, co on.

Karol Bielecki jeszcze się waha z podjęciem ostatecznej decyzji o powrocie.

- Karol gra normalnie. Nie widziałem w jego grze żadnych zmian, nie zauważyłem mniejszych zadań w trakcie meczu w Kielcach [jego Rhein Neckar Löwen zremisował z Vive Targi Kielce w Lidze Mistrzów 23:23]. Wcześniej widziałem przecież sporo spotkań w jego wykonaniu i powiem szczerze, że widzę Karola zdecydowanie bardziej dojrzałego. Determinacja i siła jest wielka. To wyjątkowy człowiek. Porozmawiam z nim, zaakceptuję każdą decyzję. Nie będziemy nic mu narzucać, bo tu chodzi o jego przyszłość. Pamiętajmy o niezwykle ważnej rzeczy - w klubie mówią: Nie zapomnij, gdzie masz kontrakt, nie zapomnij, gdzie zarabiasz i gdzie jest twoja przyszłość.

Jeśli zdecyduje się zagrać znów z orzełkiem na piersi, to musi zdawać sobie sprawę, że nie będziemy podchodzić do niego z handicapem.

Karol podjął ogromne wyzwanie, wracając do sportu. Podchodzimy do jego przypadku patriotycznie, ale nikt nie patrzy na zdarzenie od strony Karola. W Kielcach otrzymał fajny list od premiera Donalda Tuska, ale Karol chciałby chyba innych, konkretnych działań, m.in. ze strony Ministerstwa Sportu czy Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

WIĘCEJ ZNAJDZIESZ W ŚRODOWYM DODATKU DO GAZETY WYBORCZEJ PT. "PIŁKA PODRĘCZNA"

Wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź - Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: