Sport.pl

Piłka ręczna. Wielki powrót bohatera. Bielecki znów w reprezentacji Polski

Taki dramat wykończyłby słabszego psychicznie sportowca. Ale nie Karola Bieleckiego. W czwartkowym meczu z Ukrainą ikona polskiej piłki ręcznej ma wrócić do kadry. Mecz Polski z Ukrainą odbędzie się w czwartek o godzinie 17.
Dzwoni Tarantino do Keitela: Masz jakiś temat na hit? Zmieniam emploi, ma być wzruszająco. Żeby serce rosło.

Na razie w portfolio Q.T. takich hitów brak. Gdyby amerykański reżyser zadzwonił do Polski, tematów znalazłby kilka. Numer 1 - powrót Bieleckiego do gry po utracie oka.

Bohater jest wielowymiarowy. Bielecki nie ma łatwego charakteru i nigdy specjalnie tego nie ukrywał. Kto mu się narazi, ma u niego przegrane na bardzo długo, jeśli nie do końca życia. Na Euro w Austrii sam byłem świadkiem długiego namawiania Bieleckiego na wywiad przez kolegę, który kiedyś niesprawiedliwe o nim zdanie napisał. Bez skutku. W strefie mieszanej, gdzie dziennikarze mają okazję po meczu porozmawiać, dwumetrowiec często przechodzi bez słowa, nawet jeśli zagrał dobrze albo wspaniale. Albo źle.

Akurat w Austrii na mistrzostwach Europy, które zakończyły się zajęciem czwartego miejsca przez Polskę, powodem takiego zachowania była chyba frustracja. Wenta nalegał, aby Bielecki skupił się bardziej na tym, co chce trener, niż na tym, co kocha piłkarz. Trener chciał więcej rozgrywania, więcej podawania i więcej gry w obronie.

Bielecki jest typem zawodnika, który naraża się na skrajne opinie, bo nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności rzutowej. To jasne - lubi i potrafi rzucać, jest w tym jednym z najlepszych na świecie. Ale on nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności nawet po kilku pudłach z rzędu, jak w meczu na Euro ze Szwecją. Nie bać się i podjąć decyzję za innych, nie oznacza jednocześnie, że mecz kończy się happy endem. Bielecki - jeśli zdarzy się nieudane zakończenie meczu po jego nieustannych próbach - nie boi się powtórzyć ich w następnym. Tak było na mistrzostwach świata w 2009 roku, kiedy w meczu o finał Chorwaci pozwolili Bieleckiemu zdobyć jedną bramkę, a w następnym - o brązowy medal - rzucił Duńczykom 10.

W sumie więc przyjaźń kibica, dziennikarza, podejrzewam, że również trenera z Bieleckim jest szorstka. Ale jest zarazem bardzo głęboka, co okazało się po nieszczęsnym meczu towarzyskim z Chorwacją 11 czerwca w Kielcach.

Bielecki, co wszystkim fanom piłki ręcznej i w ogóle fanom sportu wiadomo, stracił w tym meczu oko w przypadkowym starciu z Josipem Valciciem.

Bielecki natychmiast znalazł się w Szpitalu Wojewódzkim w Kielcach, potem w Lublinie u specjalistów okulistów z kliniki uniwersyteckiej, którzy z takim przypadkiem spotkali się pierwszy raz. Resztki oka zabezpieczyli, zszyli gałkę oczną i gdzie oko reagowało jeszcze na światło, a następnie poleciał do Tybingi, do okulistów niemieckich. Oka nie dało się uratować.

Początkowo załamany, po kilku dniach zaczął myśleć o grze. - Ale najpierw nauczę się prowadzić samochód z jednym okiem.

Nie każdy wierzył w sukces. - Od lekarza usłyszałem: "Pan już nie zagra" - mówił Bielecki "Gazecie".

Ograniczenia są oczywiste - pole widzenia mniejsze o jedną trzecią w grze, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy. - Nie ma stereoskopowego widzenia, czyli pan Bielecki nie widzi w trójwymiarze. Ograniczone jest też pole widzenia. Początkowo pan Bielecki może mieć kłopoty z oceną odległości, choć nie wykluczam, że w jego przypadku ta ocena od początku będzie dostateczna. Są osoby, które dobrze adaptują się do takiej sytuacji - wyjaśniał na łamach "Gazety" prof. Zbigniew Zagórski z Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jest strach o drugie oko, zwłaszcza jeśli jednego już nie ma. Stąd obowiązkowe gogle, najpierw niemieckie, które dostał już niecałe trzy tygodnie po wypadku, a potem specjalnie sprowadzone z USA.

Nie trzeba mówić, że dla najlepszego strzelca reprezentacji i każdego klubu, w którym grał i gra, utrata oka jest czymś ostatecznym. Ostatecznie bowiem okazuje się, ile znaczy gra, ile warci są kibice, ile warci są trenerzy reprezentacji i klubu.

Bielecki wspomniał o pesymistycznej prognozie: "Pan już nie zagra" 22 lipca, czyli w dniu, w którym zagrał po raz pierwszy od utraty oka. Był to mecz towarzyski Rhein-Neckar Löwen z trzecioligową drużyną TSB HN-Horkheim, zaledwie pięć dni po rozpoczęciu przygotowań do sezonu. Tysiąc kibiców przyszło na ten nieistotny sportowo mecz tylko po to, aby wesprzeć Bieleckiego. Zobaczyć, jak sobie radzi. Zdobył bramkę, a potem była seria meczów towarzyskich, wreszcie powrót do ligi niemieckiej i do Ligi Mistrzów - w Kielcach kibice wywiesili transparent "Cała Polska cała hala wita bohatera handballa".

W czwartek wróci do reprezentacji.

Karol Bielecki

28 lat, rozgrywający. Wychowanek Wisły Sandomierz, gdzie zaczął od gry w piłkę nożną. Mógł być uczniem Szkoły Mistrzostw Sportowego w Gdańsku, ale uznano, że jest zbyt cherlawy. W 1997 roku zadebiutował w II-ligowej Wiśle jako najmłodszy zawodnik w Polsce. W reprezentacji zadebiutował jako 20-latek w meczu ze Słowacją (sześć bramek). Od 1999 grał w Vive Kielce, od 2004 w SC Magdeburg, od 2007 w Neckar Löwen. W barwach Magdeburga był najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów (w fazie grupowej 2003/2004).

Mistrz świata młodzieżowców (Gdańsk 2002, to pierwszy taki sukces polskiej piłki ręcznej). Srebrny i brązowy medalista mistrzostw świata w 2007 i 2009 roku.

WIĘCEJ ZNAJDZIESZ W ŚRODOWYM DODATKU DO GAZETY WYBORCZEJ PT. "PIŁKA PODRĘCZNA"

Wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź - Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: